Actions

Work Header

Rewrite the stars

Summary:

Słońce głucho bawiło się ze skórą nastolatków, którzy wolny czas przebywali na piaszczystych plażach małego miasteczka na Florydzie, które rządziło się własnym prawem i życiem. Albedo był zachwycony minimalistycznym wyglądem otoczenia, w którym był zmuszony mieszkać przez czas trwania liceum. Zaklimatyzowanie się przyszło mu z łatwością, jednak pierwsza miłość będzie zdecydowanie trudniejsza, niż ta którą opisywali w książkach i serialach dla nastolatków...
Scaramouche natomiast na nowo został zmuszony nauczyć się kochać i zaakceptować nieszczęsną naturę człowieka, zwaną miłością. Nikt nie powiedział, że bycie nastolatkiem będzie łatwe.

Kaeya x Albedo & Scaramouhe x Childe
Modern High School Au oraz inne nastoletnie dramy i miłości, które wyjdą w tracie

Notes:

Nie mam pojecia co robie ale bedzie to duzy slow burn duzo angstu depresji i fluffu pozdrawiam

Chapter 1: Prolog

Chapter Text

Zapach papierosów rozprzestrzeniał się po całym pokoju, drażniąc swoją wonią nastolatków przebywających w pomieszczeniu. Mimo tego, żaden z nich nie zwrócił na to szczególnej uwagi, dając - w każdym bądź razie słuszne - wrażenie przyzwyczajenia się do odoru. Można nawet stwierdzić, że było to dla grupy coś normalnego, a wszystkie ich zmysły juz dawno przyzwyczaiły się do nikotyny oraz jej wszelakich form. Zamiast niechęci oraz wymiotów, z chęcią przyjmowali jej kolejne dawki w ramach odstresowania, bądź zwykłego uzależnienia, mimo tak młodego wieku.

Pora na zapalenie papierosa była idealna, już dawno po wschodzie słońca, które od paru godzin błąkało się po jaskrawo-niebieskim horyzoncie, mimo porannej poniedziałkowej pory. Dodatkowo kubek z ciemną kawą oraz widok z okna na piękną faunę i florę florydzkiego krajobrazu. To wszystko tylko było kolejną wymówką na usprawiedliwienie, zaraz trzy letniego, ciągu nikotynowego Albedo. Blondyn nie wyobrażał zacząć swojego dnia bez porządnego śniadania w postaci kofeiny oraz tytoniu, rytuał siedzenia na parapecie od poniedziałku do piątku około godziny siódmej, był nieodłącznym procesem, bez którego nie potrafił on dobrze funkcjonować przez resztę dnia. Wszystko musiało być ułożone według ustanowionego harmonogramu, a przegapienie jednego z podpunktów wiązało się z pustką, która dręczyła go przez kolejne dwadzieścia cztery godziny.

Petując papierosa spojrzał się leniwym wzrokiem na swoją przyjaciółkę, która siedziała przy biurku, równie zmęczoną jak on. Mimo pełnego makijażu, chwile przedtem co prawda skończonego, widać było ślady nieprzespanej nocy, którą niezapowiedzianie odbyli. Jedyną osobą, która może - ale nie musi - się jakkolwiek wyspać był Scaramouche, który jeszcze smacznie spał, pomimo stosunkowo później godziny oraz faktu, że niedługo muszą wychodzić do szkoły.

Właściciel pokoju obkręcił się na drugi bok w tym samym momencie, w którym światło słoneczne wkradło się do pokoju, tym samym na chwilę oślepiając już obudzonych nastolatków. Cicho westchnął, powoli otwierając oczy oraz spoglądając ospale na telefon, po zobaczeniu godziny, ponownie się przekręcił i schował głowę pod poduszkę. Ignorując bieżący stan rzeczy, kontynuował przerwaną czynność.

- Jeśli nie pójdziesz na pierwszą lekcję, twoja mama znów da ci szlaban, więc czy mógłbyś się łaskawie pospieszyć? - krzyknęła mona za biurka. W odpowiedzi dostała stek przekleństw skierowany w jej kierunku. Nic czego można było się nie spodziewać. W ramach odwetu, rzuciła w niego pustym opakowaniem po liquidzie, co rozbudziło chłopaka.

Fioletowooki powoli wyczołgał się z łóżka, spoglądając gniewnie na swoich przyjaciół. Wstał i skierował się do szafy z ubraniami.

- Kurwa. - sapnął ozięble, przeczesując ciemne włosy palcami. - Mieliście wyjść przed północą, a jest pierdolona siódma rano. Macie za mało chromosomów, że godzin odróżniać nie umiecie?

Dwójka słuchaczy zignorowała jego narzekanie. Oczywiście nie byli nieproszonymi gośćmi. Przyjaźnili się od paru lat, a dodatkowo mieszkali dosłownie obok siebie, dlatego przebywali ze sobą dosłownie każdą minutę życia. Trójka była ze sobą bardzo związana, co prawda mieli innych znajomych, jednak byli dla siebie najważniejsi. Wiedzieli, że niezależnie od skali problemu, mogli na siebie liczyć, a drzwi do domu każdego z nich, były zawsze otwarte. Nocowania w trójkę były dla nich czymś na porządku dziennym, znali oni swoje poranne rutyny na wylot, do tego stopnia, że mogliby wymienić każde ich czynności, jakie dana osoba wykonuje zaraz po przebudzenia. Mona przyjaźniła się ze Scaramouche od dzieciństwa, od zawsze mieszkali obok siebie, natomiast Albedo zawitał w ich życiu dopiero trzy lata temu, po tym jak na czas liceum przeprowadził się do Alice. Szybko zaaklimatyzował się wśród nich oraz stał się częścią dwuosobowej paczki, która urosła o jedną osobę.

Po porannych przygotowaniach oraz komfortowej ciszy towarzyszącej przyjaciołom, byli gotowi na rozpoczęcie kolejnego zacnie ciężkiego tygodnia. Trójka przed wyjściem, pożegnała się z puchatym kotem należącym do mamy Scary, po czym ruszyła w kierunku szkoły, wymieniając między sobą krótkie zdania.

 

Albedo leżał w półśnie na ławce kompletnie ignorując lekcję fizyki. Czuł się zmęczony oraz brudny, a migrena nie dawała mu spokoju, każdy promień światła drażnił go. Było niesamowicie gorąco, dlatego czuł na sobie kolejne fale potu oraz zaduch panujący w klasie. Mimo tego, że był dopiero początek marca, słońce opalało jego bladą skórę. Ignorując fakt, że tam, gdzie mieszka, cały rok jest bardzo ciepły, zupełnie nie potrafił się przyzwyczaić do takich temperatur. Chciałby znowu poczuć chłód oraz śnieg, co nie było możliwe w najbliższym czasie. Słońce na Florydzie było na porządku dziennym, a temperatura powyżej dwudziestu pięciu stopni w środku zimy, całkowicie normalna. Jedynym plusem mieszkania w takim ciężkim klimacie, był fakt, że o każdej porze roku, mógł kąpać się w oceanie, na woda i piasek na plaży, zawsze był ciepły. Gdy był młodszy mało, kiedy przebywał w takich gorących miejscach, Gold nie lubiła wody czy duchoty, dlatego zawsze decydowała się pracować w zimnych miejscach. Dlatego też tak ciężko było mu się przestawić. Zupełnie inny klimat często go dobijał, mając wrażenie, że po prostu jest Eskimosem, który został wrzucony z dnia na dzień na Saharę. Spojrzał na Scaramouche siedzącego obok, wyglądał zdecydowanie lepiej niż on. Lekko kiwał się na krześle, obgryzając długopis, zapewnie udając, że pilnie słucha nauczyciela. Mała ilość snu mało co wpłynęła na jego samopoczucie, jednak wydawał się bardzo zirytowany zapewnie głośno przekrzykującymi się uczniami z tyłu.

Z chwilowego transu wyrwało go nagłe usłyszenie jego imienia, przez co był zmuszony podnieść głowę w kierunku nauczyciela. Lekko zdziwiony podniósł wzrok, starając przeanalizować całą sytuację.

- Albedo Kreideprinz i Kaeya Ragnvindr.

Blondyn otrząsnął się kompletnie gubiąc trop, instynktownie spojrzał na znajomego chłopaka, który siedział na samym końcu wraz z rudym przyjacielem. Ich śmiechy ucichły, a wzrok niebieskowłosego spotkał się z Albedo. Kaeya wysłał mu drobny uśmiech i wrócił do rozmowy. Kiwał się na krześle z założoną jedną nogą o siedzenie chłopaka siedzącego obok. Ubrany był w czarną koszulkę oraz długie, szerokie spodnie. Blondynowi przez chwilę przeszła myśl, jakim cudem z niebieskowłosego nie leje się pot. Jednak po chwili zwrócił uwagę na nauczyciela kontynuującego wymienianie nazwisk.

Wymieniał imiona par dalej, kończąc listę na ostatniej należącej do Scaramouche oraz Childa.

- Macie trzy tygodnie na czas oddania oraz zaprezentowania projektu, będzie on decydował o waszej końcowej ocenie, więc radzę się postarać. - Dokończył nauczyciel fizyki. - To wszystko na dziś, miłej pracy.

Ostatnie słowo zgrało się z dzwonkiem na przerwę, pozostawiając Albedo w lekkim w szoku. Nie miał pojęcia o co chodzi, a w głowie krążyła mu myśl, że juz nigdy nie zaśnie na lekcji.

Podskoczył na dźwięk znajomego głosu, który pojawił się zupełnie niespodziewanie.

- Cześć Bedo - Albedo spojrzał do góry, aby jego oczy napotkały Kaeye siedzącego na ławce przed nim. Nogi oparł o drugą ławkę, blokując tym samym przejście. Blondyn znał go, nie był to ktoś czysto teoretycznie dla niego obcy. Kaeya był ładny oraz popularny w szkole, ze względu na bycie szkolnym sportowcem oraz jednocześnie jego imprezowy tryb życia. Był zmuszony słuchac narzekania na jego temat, ze względu na przyjaźń się z jego bratem. W rzeczywistości mimo przyjaźni z Diluckiem, Albedo zamienił z nim tylko parę zdań w przeciągu trzech lat. Nie była, która by go zainteresowała. Zauważył również, że Scaramouche zniknął z sali, tak jakby zupełnie się rozpłynął w powietrzu. - Wymyśliłeś już coś mądralo? Wiesz odrazu mówie, nie jestem w to dobry, nawet nie wiem czemu zapisałem się na fizykę.

- Nie nazywaj mnie tak to po pierwsze, po drugie przespałem całą lekcje więc nie wiem nawet o co chodzi. - powiedział na jednym wdechu, próbując jak najszybciej zakończyć tą konwersacje.

- Oj nie bądź taki nie miły, przypominasz mi Diluca jak jesteś taki. - Prychnął niebieskooki. - Mamy zrobić projekt fizyczno, chemiczno, magiczny na zaliczenie. Tyle wiem, bo tyle słuchałem. To raczej ty masz większy iloraz inteligencji, nie ja. - Zatrzymał się na chwilę, po czym oparł głowę o ramię, znacząco przybliżając się do niższego. - Możemy się przekonać.

- Napisze do ciebie po lekcjach. - Albedo wstał z ławki w celu wyjścia z sali. Na chwilę przystanął przy rozmówcy, badając wzrokiem jego twarz, po chwilowej ciszy oraz utrzymaniu kontaktu wzrokowego, Kreideprinz zirytowany przewrócił oczami. - Napisze do ciebie po lekcjach i ustalimy szczegóły. Dobrze?

- Oh, szorstki jak zawsze. Moje serce boli, jak słyszę takie słowa z twoich ust. - Kaeya złapał się za serce udając scenę niczym z teatru, jednak rozmówca zdążył już go wyminąć.

Albedo wyszedł z sali, rozglądając się za swoim przyjacielem. Odrazu zauważył jak niższy dyskutuje gniewnie o czymś z tym samym rudzielcem, z którym siedział Kaeya na lekcji. Cicho podszedł do nich, jednak rozmowa dobiegła już końcowi.

Childe pomachał niższemu na odchodne, na o drugi z udawanym entuzjazmem odmachał, zakładając na siebie sztuczny uśmiech. Szybko jednak skierował się w stronę blondyna, już ze szczerszymi emocjami na twarzy. Tak samo zirytowany oraz zdenerowany jak blondyn, złapał się za głowę, wydobywając z siebie głuchy jęk.

- Japierdole Albedo. - trzymał się za włosy i wydmuchał powietrze, próbując uspokoić emocje. - Jak będę musiał pracować z tym idiotą, chyba się powieszę.

- To tylko projekt, spokojnie Chyba nie jest, aż tak źle.

Scaramouche spojrzał na przyjaciela najbardziej szczerym i załamanym wzrokiem, jaki mógł z siebie wydobyć.