Actions

Work Header

Zbyt czułe gwiazdy

Summary:

Theo zawsze praktykował czarną magię, ale teraz zew stał się tak silny, że przygotowuje się do opuszczenia Harry'ego Pottera, swojego męża i partnera aurora. Wie, że Harry, wciąż oddany dążeniu do sprawiedliwości i uczciwości, nie będzie chciał mu towarzyszyć.

Notes:

Work Text:

Theo wpatrywał się w list, który napisał do Harry’ego, a potem pokręcił głową. To nie był dobry list.

Ale co miał powiedzieć? Nie było słów, które by to oddały.

Odwrócił się i rozejrzał po ich sypialni. Była utrzymana w głębokich szarościach i błękitach, kolorach, które - jak Harry zawsze mówił - przynosiły mu ukojenie. Na jednej ze ścian, pod półką pełną zdjęć, płonął kominek. Harry z Ronem i Hermioną, oni dwoje razem na ślubie. Theo jako niemowlę w ramionach matki..

Mógł próbować argumentować, mówić, że to niesprawiedliwe. Ale czy było to sprawiedliwe, czy nie, działo się.

Odwrócił się z powrotem do listu i spojrzał na niego.

Harry, przepraszam. Czarna Magia wzywa mnie na ścieżkę, którą nie możesz podążać. Zostawiam swój pierścień i podpisane dokumenty rozwodowe, na wypadek gdybyś chciał ich użyć. Zablokuję naszą wieź małżeńską, żebyś nie musiał już jej czuć. Śmiało powiedz innym aurorom, że zbuntowałem się, a ty nie miałeś o tym pojęcia. To jest prawa.

Theo musnął palcami pergamin, gruby, jedwabisty i pokryty atramentem. Atrament nie przebijał. Nie miało znaczenia, jak długo Harry’ego nie było, przebywając z Ronem i Hermioną w szpitalu, po tym jak zostali zaatakowani przed niedobitków śmierciożerców.

Theo mógł pójść z Harry’m, ale wymówił się, mówiąc, że boi się, że Ron i Hermiona nie będą chcieli go teraz widzieć, biorąc pod uwagę powiązania jego ojca ze śmierciożercami. Harry rzucił mu intensywne spojrzenie, które mówiło, że wiedział, że to bzdura.

— Nie mieliby ci tego za złe, Theo. Znają cię.

Theo jedynie pokręcił głową i uśmiechnął się lekko.

— Nie ryzykujmy, kochanie, dobrze?

Harry przewrócił oczami i przeszedł przez kominek. Theo przełknął ślinę, przypominając sobie to. Prawdę mówiąc, chciałby zobaczyć Rona i Hermionę po raz ostatni, debatować z Hermioną o dokładnym arytmicznym charakterze klątwy, która ją dotknęła, i wymieniać z Ronem docinki na temat tego, kto był najlepszym przyjacielem Harry’ego.

To był ich sposób. Ron i Hermiona zaakceptowali go wiele bardziej, niż Theo kiedykolwiek sądził, że przyjaciele Harry’ego kiedykolwiek będą w stanie.

Wciąż nie mogli usłyszeć wezwania.

Śpiewało bez końca przez noc, choć słabo wraz ze wschodem słońca. Była to pieśń czarnej magii, wycie wilka, zimowy wiatr i wysoka, przenikliwa muzyka Dzikiego Gonu - wszystko to się mieszało.

Theo praktykował czarną magię przez całe życie. Po ślubie z Harry’m robił to głównie w tajemnicy, w zaciszu domowym, ale to nie zmieniało faktu, że to robił i że znalazł w tej magii coś, co kusiło go jak płomień ćmę.

Nie sądził, że zajdzie tak daleko, by usłyszeć zew, nieustannie wezwanie do innego wymiaru, gdzie czarna magia była jedyną formą magii, a on mógł biec z Dzikim Gonem, Niewidzialnymi Sidhe, Zimowymi Bestiami, innymi ciemnymi ludźmi i istotami wygnanymi dawno temu ze świata ludzi.

Ale usłyszał.

A teraz Theo słyszał zew nawet w ciągu dnia. Nie dało się go odrzucić.

Theo spojrzał na list i westchnął. Nie było w nim prawie nic, ale zawierał wszystko, co był w stanie powiedzieć. Kochał Harry’ego. Był nieszczęśliwy na myśl o porzuceniu go.

Lecz lepiej było zrobić to w ten sposób, kiedy był zdolny do logicznego myślenia, zamiast pewnej nocy wyjść za drzwi bez słowa i rozpłynąć się w promieniach słońca, by zniknąć w Ciemności, tak jak zrobił to jego ojciec.

Theo odwrócił się, cichy, skruszony, pogrążony w żałobie, i zatrzymał się.

Harry stał w drzwiach ich sypialni, z założonymi rękami i wzrokiem utkwionym w Theo.

— Myślałem, że wymkniesz się i po prostu mnie zostawisz? — zapytał.

Theo wziął drżący oddech. Myślał, że Harry uwierzy, że Theo miał innego kochanka, mimo że ich więź małżeńska rzekomo uniemożliwiała coś takiego. Niektóre aspekty czarnej magii mogły podważyć więź, a Theo pomyślał o udawaniu, że ich używa, bo może byłoby to dla Harry’ego mniej bolesne niż prawda.

Ale nie. W końcu byli sobie winni prawdę, tak jak zawsze. A ich więź śpiewała teraz z bólu, coraz bardziej i bardziej, niczym dźwięk kogoś przesuwającego palcem po krawędzi kieliszka do wina.

— Tak — powiedział Theo i zobaczył, jak oczy Harry’ego błysnęły raz. Skrzywił się, gdy ból ponownie przepłynął przez więź. — Nie dlatego, że jestem miły. Bo jestem samolubny i nie mogłem znieść widoku twojej twarzy ani uczucia tego, co poczujesz, kiedy dowiesz się, że wybrałem czarną magię zamiast ciebie.

Harry zamrugał. Potem zamknął połączenie po swojej części więzi małżeńskiej - Theo znów się skrzywił - i zrobił krok naprzód, nie spuszczając z niego wzroku.

— Bo używasz czarnej magii, która mogłaby zerwać naszą więź? — zapytał powoli. — Bo zamierzasz zostać śmierciożercą i wskrzesić Voldemorta?

— Co? Oczywiście, że nie.

— Więc dlaczego?

Theo oblizał wargi. Jego własny ojciec zawsze ostrzegał go, żeby nie próbował nikomu tłumaczyć tego wezwania. Ludzie, którzy go nie słyszeli, uznaliby go za szaleńca. A jeśliby mu uwierzyli, próbowaliby go zabić, albo kazaliby go aresztować i uwięzić Azkabanie. Pomyśleliby, że dopuścił się czarnej magii, która zasługiwała na takie ukaranie.

Mieliby rację.

Ale Theo był mężem Harry’ego, złączony więzią, jakiej jego ojciec nigdy nie zaznał z matką Theo, Polaris Black. Theo zrobił duży krok naprzód i wyciągnął rękę, by objąć policzek Harry’ego. Harry wpatrywał się w niego, nie ruszając się ani nie otwierając ponownie swojej części więzi.

— Słyszę wezwanie do krainy, do której dawno temu wysłano najgorsze istoty i magię Mroku — powiedział cicho Theo. — Nie pytaj mnie, kto mnie woła. Nie wiem. Drzwi między naszymi krainami są w większości zamknięte. Ale od czasu do czasu otwierają się, by wysłać wezwanie, gdy ktoś wystarczająco dużo praktykował czarną magię, by tam trafić.

Oczy Harry’ego były szeroko otwarte. Przez długie sekundy nic nie mówił. Potem ponownie otworzył swoją część więzi, a Theo omal nie upadł na kolana pod lawiną miłości i ciekawości Harry’ego i…

Ulgi.

Theo westchnął, gdy to poczuł, ponieważ podpowiedziało mu to, że Harry wciąż nie rozumiał, co oznaczało to wezwanie. Chwiejnie ustabilizował się na nogach i wyciągnął ręce, by zacisnąć dłonie na ramionach męża. Harry uśmiechnął się do niego, a jego oczy błyszczały jak księżyc w pełni, i przemówił zanim Theo zdążył cokolwiek powiedzieć.

— Chyba nigdy ci nie pokazałem, jak bardzo cię kocham.

— Co?

— Myślałem, że mnie porzucasz. Zostawiasz mnie.

— Harry… — Theo przełknął ślinę. — Właśnie to robię.

— Dlaczego?

— Nie chciałbyś iść ze mną — powiedział Theo. Czuł się, jakby próbował płynąc pod prąd w górę rzeki. Wydobycie słów nie stanowiło problemu. Znalezienie takich, które przekonałyby Harry’ego już tak. — Zostawiłbyś swoich przyjaciół. Nie… nie spotkałem nikogo, kto wróciłby z tamtego świata. Nie sądzę, żeby były jakieś przejście. Nie moglibyśmy po prostu odwiedzić. Nie lubisz czarnej magii. Nie…

— Theo.

Może to było głupie, ale Theo zamilkł na dźwięk głosu Harry’ego. Zawsze tak będzie - pomyślał. Była w nim jakaś moc, donośny rozkaz, który czuł w głębi kości.

— Kocham cię — powiedział cicho Harry. — Znacznie bardziej niż potępiam czarną magię. Używałem jej, kiedy musiałem. Wiesz, jak rzucałem Cruciatusa i Imperiusa podczas wojny. Byłeś przy mnie, kiedy używałem Ognia Łupieżcy, żeby pokonać Macnaira.

Theo znów się zawahał. Tak było i natychmiast powiedział Harry'emu, że powie Gawainowi Robardsowi, głównemu aurorowi, że to on rzucił to zaklęcie. To było kłamstwo, którego nikt by nie kwestionował. Theo ostrożnie omijał aurorów, zważywszy na reputację swojego ojca i własne okazjonalne używanie bezróżdzkowej czarnej magii.

— Rzucenie Ognia Łupieżcy to wyrok skazujący na Azkaban — powiedział w końcu.

— Tak i byś tak trafił, gdyby się ciebie nie bali i gdybyś nie był mężem Chłopca-Który-Przeżył — odparł Harry, przewracając oczami, co wywołało uśmiech na twarzy Theo, wbrew niemu. — Ale skąd pomysł, że szybciej zamknęliby mnie w więzieniu niż ciebie?

— Chodzi o to… Harry, chciałem oszczędzić cię przed tym.

— Nie oszczędziłeś mnie przez rzucaniem zaklęcia.

Theo potarł twarz dłonią z irytacją. Nie takich emocji się spodziewał, rozmawiając z Harry’m po raz ostatni.

Jesteś pewien, że to ostatni raz?

Musiało tak być. Theo przyznał Harry’emu rację, że ten używał mrocznych zaklęć, czasem pomniejszych, a innym razem poważniejszych, ale to nie było to samo co zanurzenie się w czarnej magii od dzieciństwa.

— Harry…

Nie chcesz, żebym poszedł z tobą?

— Nie wyobrażam sobie niczego, czego bardziej pragnąłbym na tym świecie — powiedział ochryple Theo i zobaczył, jak Harry zamykał oczy z powodu siły emocji, którymi Theo obdarzył ich więź. — Ale dokąd zmierzam, nie jest to miejsce na tym świecie. To nie dla ciebie. Jesteś taki czysty, Harry. Nie skaziłbym cię tym.

— Nie jestem czysty.

— W porównaniu z…

— Nie, nawet w porównaniu z tobą, Theo. — Harry pochylił się, a moc, która pozwalała mu dowodzić bardziej doświadczonymi aurorami w terenie bez żadnego oficjalnego tytułu, rozbłysła wokół. — Zostałem horkrusem, gdy miałem piętnaście miesięcy. Dorastałem w domu bez magii, ale tak samo pełnym nienawiści do mnie, jak twój był pełen czarnej magii. Zabiłem człowieka, gdy miałem jedenaście lat. Zabiłem bazyliszka i kawałek czyjejś duszy, gdy miałem dwanaście. Zostałem użyty w rytuale wskrzeszenia w wieku czternastu. Używałem niewybaczalnych podczas wojny i od tamtej pory używałem zaklęć, które różnią się tylko przydziałem. Kocham cię, Theo. Poślubiłem cię z całym twoim doświadczeniem i przeżyciami. Z czarną magią, i opiekuńczością. Mężczyznę, który mnie trzyma, kiedy mam koszmary. Mężczyznę, który powierza mi swoje koszmary. Nie rozstaniemy się.

Theo wpatrywał się w męża, którego kochał, ale którego najwyraźniej nie znał. Zrobił krok naprzód z wyciągniętą ręką, a Harry w odpowiedzi chwycił go za ramiona i pochylił się, by go pocałować.

Miłość, jakiej Theo nigdy sobie nie wyobrażał, spłynęła w dół ich więzi, wypaliła ich pocałunek, rozbłysła w magii Harry'ego, która na chwilę wisiała nad nim niczym czarna korona. Theo przytulił się do Harry’ego i zadrżał.

Gdyby wcześniej widział tę koronę, bez wahania zaprosiłby Harry’ego do Najciemniejszej Krainy.

Ale po części była to jego wina - widział i słyszał o zaklęciach, które rzucił Harry, i znał tak wiele z jego przeszłości, ale odrzucał myśl, że Harry mógłby kiedykolwiek wybrać Theo ponad przyjaciół i karierę, którą kochał.

— Kocham ich — wyszeptał Harry, najwyraźniej wyczuwając myśli Theo, tak jak to robił czasami, gdy ich więź płonęła szczególnie mocno. — Jedynie kocham cię bardziej.

Theo sapnął i przyciągnął go bliżej.

— Jak to się stało, że mam takie szczęście?

— Po prostu będąc sobą — odpowiedział Harry i oparł się o niego, obejmując go.

OoO


Wyszli na zewnątrz, w ciemność, która ożywała przenikliwymi dźwiękami wołania. Po minie Harry’ego widać było, że on też je usłyszał. Uścisnął dłoń Theo, a potem obaj spojrzeli w górę, gdy nocne niebo nad nimi się rozstąpiło.

To Dziki Gon zanurkował - konie w księżycowym cieniu z rozwianymi grzywami chmur i oczami pełnymi czystego głodu, niosące jeźdźców wyrzeźbionych z krwi i stali. Łowcy roześmiali się, a Theo i Harry zawtórowali im.

Łowcy zawirowali nad nimi na chwilę, nie stanowiąc zagrożenia dla zaproszonych do krainy, a potem skierowali się w stronę czegoś, co zdawało się być górą czystego cienia. Theo podążył za nimi, splatając palce z palcami Harry’ego. Przez chwilę myślał o Ronie i Hermionie i o tym, jak zareagują na znalezienie listu, który zostawił Harry.

Harry oparł głowę na jego ramieniu i przestał o tym myśleć.

Cień unosił się przed nimi, odsłaniając głębszą ciemność, usianą gwiazdami. Theo podszedł do niej, czując na moment uścisk w gardle. Jego matka pochodziła z gałęzi rodu Blacków, która wyemigrowała na kontynent przed pokoleniami, ale zachowała zamiłowanie do astronomii.

Jednym z nielicznych wspomnień Theo o Polaris Black Nott było to, jak trzymałą go w ramionach, gdy uczyła go nazywać konstelacje.

Po raz pierwszy przyszło mu do głowy, że zniknęła, gdy był tak młody, bo tak bardzo pogrążyła się w czarnej magii i że może ją znowu zobaczyć.

Ale to nie wystarczyłoby, by przełamać jego smutek, gdyby musiał zostawić Harry’ego.

Spuścił wzrok. Harry uśmiechnął się do niego i gdy usłyszeli śpiew przypominający łamanie kości, wkroczyli do Najciemniejszej Krainy, a gwiazdy i Łowcy przepłynęli nad nimi.

Koniec