Chapter Text
1434 rok, Dnia 18 Stycznia, Królestwo
POV: NEXE
Kolejny deszczowy dzień. Teoretycznie ta pogoda pasowała do mojego obecnego humoru. Od zaledwie dnia jestem żołnierzem, który aspiruje na posadę strażnika Króla, a już na moją upitą głowę spada ogrom zadań.
Przez całą noc piłem w barze. Dawno tego nie robiłem. Skroń pulsowała mi nieubłagalnie a nogi uginały się pod moim własnym ciężarem. Zimna woda sączyła się przez dziurawe szmaciane buty a płaszcz ciągnął się po błocie. W taszy niosłem glinę. Jednym z pierwszych zadań, za które zabrałem się wręcz natychmiast, było zebranie gliny dla Jego Królewskiej Mości.
Woda ściekała mi po policzkach. W kałużach odbijały się blade światła latarni kołatających się na wietrze. Stałem już pod siedzibą władcy. Drżącymi dłońmi podniosłem kołatkę.
Stuk, Stuk
Otworzył mi jego zastępca. Mężczyzna w szafirowych szatach i szkarłatnej pelerynie uchylił ciężkie dębowe drzwi.
- Do Jego Mości, zostałem posłany ze szlachetnym zleceniem. - Skłoniłem się nisko.
- Racja, Król wspominał o tobie mężu. Zapraszam do sali tronowej. - ZachaCzai poprowadził mnie w głąb korytarza. Podziwiałem rozmaite malowidła ścienne, sklepienia krzyżowe, starannie wykłute latarenki. Słyszałem o kowalu, który był wychwalany przez mieszczan, ciekawe, czy to właśnie jego rękodzieło.
Sala tronowa była przygnębiająco ciemna, tak jak w sumie każdy zaułek tej mieściny. Jednakże, Król był zdecydowanie najbardziej pogodną, łaskawą i sprawiedliwą postacią w całym królestwie. Władca siedział w szlachetnych szatach na wysadzanym diamentami i złotem tronie.
Nie spojrzawszy mu nawet w oczy, czując się niegodny, opadłem na prawe kolano chyląc się do ziemi.
- Czuję największy zaszczyt mogąc ujrzeć Pańską Najjaśniejszą Mość. W karczmie, usłyszałem pańską skromną potrzebę i przyniosłem dar, który może być, przyczyni się do rozwoju królestwa. - Wycytowałem przez zęby. Alkohol z każdą sekundą coraz bardziej uderzał mi do głowy. Musiałem wryć wzrok w mozaikę na podłodze, żeby przypadkiem nie stracić równowagi.
- Cóż to jest mój drogi rycerzu? - Na samo wybrzmienie tego słowa, serce w mej piersi poruszyło się. Do moich policzków błyskawicznie napłynęła krew.
- Ja, to znaczy, zebrałem dla Waszej Wysokości glinę. Dopłynęły mnie słuchy, iż jest ona istotna, dla tej, dla królestwa w tejże chwili. - Język zaczął mi się plątać odmawiając mi posłuszeństwa w komunikacji.
Król z dumą skinął głową i wyciągnął dłoń nakazując mi zbliżenie się. Podniosłem się z zakurzonej ziemi i z trudnością złapałem równowagę. Niepewnie zwróciłem wzrok ku królowi. Błękitne oczy wryły mi się w pamięć. Jego czerwona drogocenna szata okrywała całe jego ciało.
Z wielkim zaszczytem oddałem mu swoje zasoby. Ponownie oddałem ukłon, zasłaniając ręką usta by nie wydały się z nich żadne odgłosy natarczywej czkawki. Król podziękował mi za moją skromną pomoc i wynagrodził.
Pierwszy raz od długiego czasu trzymałem w mych szorstkich przepracowanych dłoniach srebrniki. Patrzałem na ich blask wyobrażając sobie jak pięknie odbija się światło od świeżo zakupionych butli piwa. Dziś nie mam hamulców.
***
- I WTEDY ja mu mówię, ŻEBY ZAMKNĄŁ TEN RYJ!
Leżałem na blacie baru. Straciłem rachubę w liczeniu mijających godzin. Jedyne co wiedziałem to to, gdzie byłem i to, że piłem. Ludzi otaczających mnie już nie rejestrowałem. Wszystko rozpływało mi się w pamięci. Co jakiś czas czułem szturchnięcia w ramię bądź krzyki. Takie jak teraz. Ktoś nieziemsko darł się na całe miasto, a nieszczęśliwym trafem siedział właśnie obok mnie.
- Na łaskę Boską, Kamilu, mogłeś mu tego darować. - Odezwał się bardziej opanowany męski głos. - Wydaje mi się, że przygotowania do wojny wykańczają wówczas każdą gildię. Nie ma potrzeby wylewać teraz swoich nerwów, Lordzie.
Hm, Lordzie? Kto siedzi zaraz obok mnie. Mnie - biednego pijaczyny, z natury chłopa. Na słowo "Lord" magicznie wręcz lekko otrzeźwiałem. Przysłuchałem się rozmowie.
- Ach, rzeczywiście Milordzie. Nie uważasz, iż to piwo jest, hm, ostrożnie mówiąc.. liche? -Człowiek będący, na to wychodzi, Lordem Kamilem krytykował jakość browaru. Mężczyzna miał racje, nie za dobrze pije się alkohol, po którym wiecznie się wymiotuje.
- Kamilu, to nie jest teraz ważne. Trzeba posłać Diablesa do króla, by ogłosić nasz stan wojenny z gildią YFL. Oh! Lordzie wpadł mi nagle do głowy istnie cudny pomysł. - Drugi szlachcic kontynuował rozmowę.
- Słucham!
- Nocą, tegoże czasu, udajmy się do króla wspólnie. Będzie to miła wizyta, dawno nie widzieliśmy się z władcą. Przygotujmy dary. Król całe szczęście nocą także urzęduje.
- Świetnie Thorek, dokończę mój browar i zajmiemy się tą sprawą. - Po tych słowach moja wizja zaczęła się natychmiastowo rozmywać.
