Actions

Work Header

Pod gwiazdami, foglując za wierzeniami

Summary:

Nexe - chłop - który z dnia na dzień przeskoczył na pozycję rycerza, powoli i zdecydowanie odkrywa nową rzeczywistość jaką jest wyższa pozycja społeczna. Wyznaje wiernie bogów zasiadających na skraju nocnego nieba, co w wieku piętnastym jest surowo zabronione. Podczas bitwy obronnej Nexe wpada w oko Lorda Ewrona, jednakże, rycerz nie wie, iż spotkali się już wcześniej podczas przejrzystej nocy dnia 19 stycznia.
WAZNE - utrzymane w charakterze średniowiecza, pojawia się staropolski (i objaśnienia do niego)

Notes:

(See the end of the work for notes.)

Chapter 1: I Król.

Chapter Text

1434 rok, Dnia 18 Stycznia, Królestwo

POV: NEXE

Kolejny deszczowy dzień. Teoretycznie ta pogoda pasowała do mojego obecnego humoru. Od zaledwie dnia jestem żołnierzem, który aspiruje na posadę strażnika Króla, a już na moją upitą głowę spada ogrom zadań.

Przez całą noc piłem w barze. Dawno tego nie robiłem. Skroń pulsowała mi nieubłagalnie a nogi uginały się pod moim własnym ciężarem. Zimna woda sączyła się przez dziurawe szmaciane buty a płaszcz ciągnął się po błocie. W taszy niosłem glinę. Jednym z pierwszych zadań, za które zabrałem się wręcz natychmiast, było zebranie gliny dla Jego Królewskiej Mości.

Woda ściekała mi po policzkach. W kałużach odbijały się blade światła latarni kołatających się na wietrze. Stałem już pod siedzibą władcy. Drżącymi dłońmi podniosłem kołatkę.

Stuk, Stuk

Otworzył mi jego zastępca. Mężczyzna w szafirowych szatach i szkarłatnej pelerynie uchylił ciężkie dębowe drzwi.

Do Jego Mości, zostałem posłany ze szlachetnym zleceniem. - Skłoniłem się nisko.

Racja, Król wspominał o tobie mężu. Zapraszam do sali tronowej. - ZachaCzai poprowadził mnie w głąb korytarza. Podziwiałem rozmaite malowidła ścienne, sklepienia krzyżowe, starannie wykłute latarenki. Słyszałem o kowalu, który był wychwalany przez mieszczan, ciekawe, czy to właśnie jego rękodzieło.

Sala tronowa była przygnębiająco ciemna, tak jak w sumie każdy zaułek tej mieściny. Jednakże, Król był zdecydowanie najbardziej pogodną, łaskawą i sprawiedliwą postacią w całym królestwie. Władca siedział w szlachetnych szatach na wysadzanym diamentami i złotem tronie.

Nie spojrzawszy mu nawet w oczy, czując się niegodny, opadłem na prawe kolano chyląc się do ziemi.

Czuję największy zaszczyt mogąc ujrzeć Pańską Najjaśniejszą Mość. W karczmie, usłyszałem pańską skromną potrzebę i przyniosłem dar, który może być, przyczyni się do rozwoju królestwa. - Wycytowałem przez zęby. Alkohol z każdą sekundą coraz bardziej uderzał mi do głowy. Musiałem wryć wzrok w mozaikę na podłodze, żeby przypadkiem nie stracić równowagi.

Cóż to jest mój drogi rycerzu? - Na samo wybrzmienie tego słowa, serce w mej piersi poruszyło się. Do moich policzków błyskawicznie napłynęła krew.

Ja, to znaczy, zebrałem dla Waszej Wysokości glinę. Dopłynęły mnie słuchy, iż jest ona istotna, dla tej, dla królestwa w tejże chwili. - Język zaczął mi się plątać odmawiając mi posłuszeństwa w komunikacji.

Król z dumą skinął głową i wyciągnął dłoń nakazując mi zbliżenie się. Podniosłem się z zakurzonej ziemi i z trudnością złapałem równowagę. Niepewnie zwróciłem wzrok ku królowi. Błękitne oczy wryły mi się w pamięć. Jego czerwona drogocenna szata okrywała całe jego ciało.

Z wielkim zaszczytem oddałem mu swoje zasoby. Ponownie oddałem ukłon, zasłaniając ręką usta by nie wydały się z nich żadne odgłosy natarczywej czkawki. Król podziękował mi za moją skromną pomoc i wynagrodził.

Pierwszy raz od długiego czasu trzymałem w mych szorstkich przepracowanych dłoniach srebrniki. Patrzałem na ich blask wyobrażając sobie jak pięknie odbija się światło od świeżo zakupionych butli piwa. Dziś nie mam hamulców.

***

I WTEDY ja mu mówię, ŻEBY ZAMKNĄŁ TEN RYJ!

Leżałem na blacie baru. Straciłem rachubę w liczeniu mijających godzin. Jedyne co wiedziałem to to, gdzie byłem i to, że piłem. Ludzi otaczających mnie już nie rejestrowałem. Wszystko rozpływało mi się w pamięci. Co jakiś czas czułem szturchnięcia w ramię bądź krzyki. Takie jak teraz. Ktoś nieziemsko darł się na całe miasto, a nieszczęśliwym trafem siedział właśnie obok mnie.

Na łaskę BoskąKamilu, mogłeś mu tego darować. - Odezwał się bardziej opanowany męski głos. - Wydaje mi się, że przygotowania do wojny wykańczają wówczas każdą gildię. Nie ma potrzeby wylewać teraz swoich nerwów, Lordzie.

Hm, Lordzie? Kto siedzi zaraz obok mnie. Mnie - biednego pijaczyny, z natury chłopa. Na słowo "Lord" magicznie wręcz lekko otrzeźwiałem. Przysłuchałem się rozmowie.

Ach, rzeczywiście Milordzie. Nie uważasz to piwo jest, hm, ostrożnie mówiąc.. liche? -Człowiek będący, na to wychodzi, Lordem Kamilem krytykował jakość browaru. Mężczyzna miał racje, nie za dobrze pije się alkohol, po którym wiecznie się wymiotuje.

Kamilu, to nie jest teraz ważne. Trzeba posłać Diablesa do króla, by ogłosić nasz stan wojenny z gildią YFL. Oh! Lordzie wpadł mi nagle do głowy istnie cudny pomysł. - Drugi szlachcic kontynuował rozmowę.

Słucham!

Nocą, tegoże czasu, udajmy się do króla wspólnie. Będzie to miła wizyta, dawno nie widzieliśmy się z władcą. Przygotujmy dary. Król całe szczęście nocą także urzęduje.

Świetnie Thorek, dokończę mój browar i zajmiemy się tą sprawą. - Po tych słowach moja wizja zaczęła się natychmiastowo rozmywać.