Work Text:
<°><°><°>
— Nie mamo, to już postanowione! — blondwłosa dziewczyna krzyknęła w stronę swojej matki, irytując się przy tym niemiłosiernie. — Nie obchodzi mnie, czy się z tym zgadzasz. Jestem już dorosła.
Zrezygnowana usiadła na krześle, opierając łokcie na blacie wyspy kuchennej, a dłonie położyła pod brodę. Uważnie przypatrywała się swojej rodzicielce, która nie zaprzestała urabiania ciasta i ignorowała swoją córkę. Kobieta dokładnie analizowała każde słowo, próbując znaleźć odpowiednie argumenty, by przemówić młodej do rozsądku i wybić jej ten głupi pomysł z głowy. Otrzepała dłonie z mąki, odwracając się przodem do zawziętej nastolatki.
— Evelyn, kochanie, jesteś pewna swojej decyzji? Przemyślałaś to, uwzględniając wszystkie za i przeciw? — Uniosła idealnie wypielęgnowaną brew, splatając ręce na piersiach. — Córeczko, masz dopiero osiemnaście lat. To nie jest czas na podejmowanie kroków, które wpłyną na ciebie i ukształtują całe twoje dorosłe życie.
— Mamo, twoje argumenty są bardzo słabe — fuknęła, zarzucając włosy na jedno ramię. — Nie rozumiesz, że ja się duszę w tym kraju? Nie mam tu perspektyw na rozwijanie swojej pasji. Chcę podróżować, zwiedzać świat i poznawać nowych ludzi. Najpierw potrzebuję stabilnej pracy i dobrych zarobków. — Uśmiechnęła się promieniście, mocno przy tym gestykulując rękoma. — Ja sobie wszystko przemyślałam i mam już ułożony cały plan. — Blondynka przedstawiła swoje stanowisko i spotkała się z prychnięciem od strony matki. — Chcę mieszkać w kraju anglojęzycznym, wśród miłych i kulturalnych ludzi. Nie rozumiem, po co wyprowadziliśmy się z Anglii. Tam było nam dobrze.
— Nie będę ci tłumaczyć, dlaczego z ojcem zdecydowaliśmy się na przeprowadzkę do Polski. — Podeszła bliżej córki, układając dłonie na blacie wyspy kuchennej. Spojrzała na nią uważnie, nie szczędząc sobie oceniającego wydźwięku iskrzącego w ciemnych tęczówkach. — Powinnaś całować nam ręce za szansę, którą ci daliśmy tym wyjazdem.
— Żartujesz sobie, prawda? — Dziewczyna spojrzała na kobietę z niedowierzaniem wypisanym na twarzy. — Co mi przyszło z mieszkania w tym przeklętym kraju? Miałam cholerny wypadek, w wyniku którego utraciłam pamięć, a moje życie emocjonalne jest wrakiem. Jedyne pocieszenie, jakie znajduję w tej całej historii, to poprawienie mojego ilorazu inteligencji — powiedziała, dumnie wypinając pierś do przodu. — Za dwa lata zdobędę licencjat. Powinniście być ze mnie dumni, a nie krytykować moje decyzje.
— Razem z ojcem jesteśmy z ciebie dumni, naprawdę. — Kathleen przyłożyła dłoń do klatki piersiowej na wysokości serca, patrząc na córkę. — Aczkolwiek uważamy, że tutaj też możesz znaleźć znajomych na twoim poziomie, ułożyć życie na nowo, zakochać się, założyć rodzinę...
— Niczego nie rozumiesz, prawda? Ja nie chcę siedzieć w Polsce, mam dość tych fałszywych ludzi i ich zawziętości oraz chytrości. Ukradkowe spojrzenia, komentarze i obgadywanie za plecami. Nie męczy cię to? — Uniosła brew, posyłając matce litościwe spojrzenie.
— Może to nie jest idealny kraj, ale nie musisz od razu uciekać na drugi koniec świata.
— Nieważne, co powiesz, nie zmienię zdania. Po skończeniu studiów licencjackich wyprowadzam się z tego państwa. Nie zostanę w nim ani minuty dłużej — wysyczała, wstając z krzesła, które upadło na ciemną podłogę z głuchym hukiem.
— Będziesz żałować. Przecież to pieprzone siedem tysięcy kilometrów! — brązowooka wykrzyknęła, wyrzucając ręce w powietrze. — To nie tak, że jak coś ci się nie spodoba, to od razu wrócisz do kraju.
— Skończyłaś? — Dziewczyna splotła ręce pod biustem, patrząc na matkę wyzywającym spojrzeniem. — Oświeć mnie w czymś, czego nie wiem.
— To twoje życie, nie będę się wtrącać. Chciałam ci tylko uświadomić, że ten wybór ma więcej minusów niż plusów. — Odepchnęła się od blatu i wróciła do wyrabiania ciasta. — Wrócisz do nas szybciej, niż byś chciała.
— Owszem, mamusiu, będę was odwiedzać w miarę możliwości i przy każdych świętach, które mają dla nas znaczenie. — Skierowała się w stronę schodów prowadzących na piętro domu.
— Pamiętaj, co mówiłam. Pożałujesz tej decyzji. — Prychnęła pod nosem, wywołując irytację u swojej córki.
— Moje życie, sama to powiedziałaś. Jak je spieprzę, to będę brała za to całkowitą odpowiedzialność. Już dawno przestałam liczyć się z twoim zdaniem. — Zaczęła truchtać po schodach, uznając konwersację za zakończoną.
— Jak ty się odzywasz?! — Zbulwersowana kobieta ze szmatką w ręku stanęła przy schodach, rzucając małolacie gniewne spojrzenie. — Jestem twoją matką!
— Kobieto, skończ! — krzyknęła blondynka, po czym zatrzasnęła drzwi od sypialni. Rzuciła się na łóżko i przyłożyła dłonie do twarzy.
Myślała nad tą wyprowadzką już od początku ostatniej klasy liceum. Rozważyła wszystkie możliwe scenariusze i pomimo sceptycznego podejścia najbliższych jej osób, wiedziała, że wyprowadzka do innego państwa będzie przełomowym momentem życia, który rozwinie jej pasje i sprawi, że pofrunie na skrzydłach marzeń. Pozostało jej tylko wytrwale dążyć do postanowionego celu i zawzięcie bronić swojego zdania, bo w takich czasach człowiek musiał liczyć na samego siebie.
Chwyciła swojego walkmana, podłączyła słuchawki i popłynęła w świat starej dobrej muzyki hardrockowej, nucąc pod nosem piosenki AC/DC.
<°><°><°>
