Chapter Text
– Ukaż swoje piękno i nie przepraszaj za nie. Na wieczność. Musisz mnie o to poprosić, skinąć swoją piękną głową i powiedzieć tak.
Świat wisiał między nimi na włosku. Lestat nie chciał, aby do tego doszło, do tej barbarzyńskiej sceny dookoła. Potrzebował więcej czasu. Chciał zdobyć Louisa i pokazać mu swoją prawdziwą naturę kawałek po kawałku. Louis, jego Louis, odtrącił go. Unikał go. Rzucił się tym pasożytom na pomoc. Nie można było tego cofnąć, cofnąć tej krwawej sceny i spróbować jeszcze raz. To była jego jedyna szansa.
Louis. Świetlisty. Piękny. Jego druga połowa. W jego pięknym, śmiertelnym umyśle panował chaos strachu i żądzy. Pożądanie skręcało go w środku, każde jego włókno było zwinięte w niemożliwym napięciu. Louis pragnął tak bardzo, tak intensywnie, że przyprawiało to Lestata o zawrót głowy.
– Nie. Nie mogę, nie mogę, nie mogę – szepnął Louis.
– Możesz, Louis – nakłaniał Lestat. – Musisz tylko powiedzieć tak.
Co jeszcze mógł powiedzieć? Sprawić, by Louis przejrzał na oczy? Jaką prośbę? Jakiego argumentu użyć?
Twarz Louisa wykrzywiła się jeszcze bardziej, udręka przelała się z jego umysłu na Lestata, a serce Lestata zaczęło pękać. To był koniec, prawda?
– Proszę cię, Louis – błagał nieskończenie miękkim głosem.
Świat się kończył, walił się wokół nich, Lestat czuł, jak krew napływa mu do oczu, grożąc wylaniem się na podłogę kościoła. Louis patrzył na niego bezradnie.
– Nie, nie mogę – wykrztusił Louis ze łzami spływającymi mu po twarzy – Przepraszam.
Przeprosiny były gorsze niż cokolwiek innego. Samotność zalała Lestata niekończącą się ciemną falą. Oczywiście, że nie. Jak mógł uwierzyć, że ktokolwiek by to wybrał, gdyby rozumiał? Naprawdę rozumiał? To była tylko fantazja, prawda? Louis mówiący tak i ich wspólna wieczność. Krew rozlana dookoła nich plamiła kamienie ogrodu ziemskich uciech. Lestat miał ochotę krzyczeć. Płakać. Rozerwać na strzępy pierwszą rzecz, jaka wpadła mu w ręce. Louis go widział. Zobaczył jego prawdziwe oblicze i to nie wystarczyło . Jego zapewnienia o wolności wobec zobowiązań i oczekiwań. Wizja uwolnienia od udręczonego ziemskiego życia. Ani miłość Lestata, ofiarowana bez żadnych oczekiwań.
Wszystko się skończyło.
Spojrzenie Lestata śledziło mokrą od łez twarz Louisa.
Lestat nie mógł go zabić. To było niemożliwe. Nie do pomyślenia. Prędzej oderwałby sobie kończyny albo wyszedł na słońce. Została mu więc tylko ucieczka, prawda? Ucieczka przed władzami, które wezwałby Louis. Musiał uciekać z miejsca w którym, jak mu się zdawało, odnalazł dom.
Mógł też po prostu wziąć Louisa w ramiona i dać mu Mroczny Dar. Louis zrozumiałby go po jakimś czasie, prawda? Może nawet by mu wybaczył. Na samą myśl Lestat poczuł żółć w gardle. Nie mógł mu tego zrobić.
– Louis – powiedział bezbronny i uwięziony w brązowych oczach.
Umysł Louisa był mieszanką strachu, pożądania i bólu, która zagłuszała wszelkie inne myśli, które mógłby podsłyszeć Lestat. Louis trząsł się, drżąc w uścisku Lestata. Lestat powoli, delikatnie, wyciągnął rękę. Jego ruchy były na tyle powolne, że Louis mógł się odsunąć, gdyby tego chciał. Ujął głowę Louisa w dłonie, ocierając kciukami łzy.
– Louis wróć ze mną do domu, proszę. Tylko to, nic więcej. Proszę – błagał Lestat.
Żadnej wieczności. Żadnego towarzysza na zawsze.
– Wróć ze mną do domu, tylko na tę jedną noc, żeby odpocząć – Lestat poczuł ból i zmęczenie Louisa.
– Dobrze – powiedział, w końcu Louis, kiwając głową. – Dobrze.
Ulga. Słodka ulga. Lestat chciał go pocałować, porwać w ramiona i przytulić do swojego nieumarłego serca. Nie odważył się. Zamiast tego cofnął się ostrożnie, jakby Louis był zwierzyną, którą spłoszyłby najmniejszy ruch. Chciał zabrać go na Rue Royale, ale musiał najpierw uporać się z ciałami kapłanów.
– Muszę tu trochę posprzątać – powiedział cicho Lestat. – Potem pójdziemy.
To było niezgrabne sformułowanie. Jakby unikanie słów „utylizacja” i „zwłoki” miało sprawić, że Louis zapomni o tym, co widział. Lestat spodziewał się, że Louis ucieknie, gdy tylko nadarzy się okazja. Louis skinął głową Lestatowi, jego twarz była dziwnie pusta, a umysł wyciszony. Lestat odsunął się niechętnie.
Ponownie przeklął kapłanów, gdy wrzucił ich na taczkę ze składziku i wyrzucił do jednoosobowego mauzoleum, które udało mu się otworzyć. W innym świecie Louis byłby już w połowie swojej transformacji i byłoby to pouczające. W obecnej sytuacji była to pokuta za nadmierne pofolgowanie sobie i nawet nie dzielił się tym z Louisem. To było nie do zniesienia. Lestat starał się utrzymać wątek, który był umysłem Louisa, próbując wyczuć, czy poruszył się w kościele i zdał sobie sprawę, że Louis wyszedł.
Więc to było to. Louis odszedł. Lestat pozwolił, by ogarnął go żal, pozwalając mu płonąć. Może właśnie na to zasłużył. Lestat będzie kontynuował to, co zawsze, a Louis przeżyje resztę swojego życia tak, jak mu się podoba.
Lestat odwrócił się, a jego umysł zahaczył o pobliską myśl.
Dlaczego wciąż tu jestem?
Louis nie odszedł. Poszedł za nim na cmentarz. Louis obserwował go ostrożnie, cienista sylwetka majacząca w świetle księżyca. Duch o pięknych brązowych oczach.
Lestat sięgnął do umysłu Louisa, pragnąc dowiedzieć się, co chodziło mu po głowie. Był tam wstręt, Lestat spodziewał się tego, nawet jeśli go to zasmuciło, ale była też ciekawość.
Więc to tak pozbywa się ciał, jeśli ich po prostu nie porzuca. Tak jak Pannę Lily.
Nagła, szarpiąca krawędź ostatniej myśli, przepełniona smutkiem, sprawiła, że Lestat przez chwilę zastanawiał się, czy nie pomylił się co do panny Lily. Louis nie odwrócił się, wciąż patrzył na niego zza grobów. Wydawał się dziwnie spokojny. Lestat podszedł do niego, zmuszając się do irytująco powolnego, śmiertelnego tempa, pragnąc go dotknąć, ale nie był pewien, jak zostanie to odebrane.
– Wróć ze mną do domu, Louis? – błagał łagodnie Lestat.
Louis skinął głową, małym i niepewnym skinieniem, które jednak napełniło Lestata falą ulgi, i poszli razem. To nie było to, co Lestat sobie wyobrażał, chodzenie ulicami dzisiejszego wieczoru nie z Louisem, nowym żółtodziobem i towarzyszem krwi, ale ze wciąż śmiertelnym Louisem, zataczającym się z wyczerpania jak po wypiciu kilku głębszych. Lestat podtrzymał go, obejmując w pasie ramieniem. W umyśle Louisa rozkwitł protest z powodu tego, jak to może wyglądać, ale szybko ucichł, nie przejmując się tym w tej chwili.
– Już prawie jesteśmy – mruknął zachęcająco Lestat.
Wejście do jego domu, który miał być ich domem . Wywołało w Louisie lawinę myśli którą wyłapał Lestat.
Przyprowadził mnie tutaj, żeby mnie zabić.
Umrę tutaj.
Bogu dzięki.
Lestat zacisnął z frustracji zęby, na wpół prowadząc, na wpół ciągnąc, chwiejącego się Louisa do sypialni. Położył go delikatnie na łóżku. Louis spojrzał na niego z niepewnością w oczach.
Zamierza najpierw się ze mną zabawić?
– Jesteś tu bezpieczny. Nie skrzywdzę cię – zapewnił Lestat.
– Ale ja…
Widziałem, jak zabijasz tamtych księży. Odrzuciłem twoją ofertę. Dlaczego mnie oszczędziłeś?
– Kocham cię, Louis – powiedział szczerze Lestat, próbując przekazać Louisowi prawdę. – To się nie zmieniło. Nigdy się nie zmieni. Przepraszam, tak mi przykro, wszystko zepsułem.
Było blisko, prawda?
– Ty płaczesz – powiedział, z cichym podziwem w głosie, Louis.
Lestat zamarł, zdając sobie sprawę, jak potwornie musi to wyglądać, ślady krwi na jego twarzy. Louis wyciągnął ku niemu rękę, delikatne palce dotknęły jego zimnego ciała, nasiąkając krwią. Louis nie odczuwał jednak wstrętu, fali obrzydzenia, a jedynie ciche uznanie. Lestat zamknął oczy, delektując się uczuciem ciepłej skóry Louisa, gdy ten ocierał krwawe łzy.
– Lestat – powiedział Louis łagodnie.
Lestat spojrzał na niego, łagodny wyraz twarzy Louisa zbił go z tropu.
Jestem taki zmęczony.
– Chodź do łóżka.
Przytulisz mnie?
Lestat powoli wspiął się na łóżko obok Louisa, kładąc się na kołdrze. Niepewnie objął Louisa ramionami, a Louis wtulił się w jego klatkę piersiową. Lestat czuł ból. Umysł Louisa był przepełniony smutkiem z powodu Paula. Głęboki smutek przeszywał go aż do kości. Czas przestał mieć znaczenie, całe znaczenie było zawarte w powolnym uwalnianiu napięcia w ciele Louisa, które ustępowało miękkości. Lestat zachwycał się tym cudem, Louis tak miękki i ciepły, przyciśnięty do niego. Lestat wdychał jego słodki jaśminowy zapach i wsłuchiwał się w grzmot jego serca. Jego Louis. Może jeszcze go nie stracił. Louis powoli zasypiał w jego ramionach, a Lestat, mimo że nie spał, był zadowolony z tego, że go trzyma. Obserwował migotanie snów Louisa, głównie przebłyski ruchomych kolorów i fragmenty obrazów. Lestat pragnął sięgnąć tam i wyciągnąć dokładnie to, o czym śnił Louis. Żałował, że nie może wejść do tego snu i wypowiedzieć tysiąca próśb, by Louis dołączył do niego w wieczności, tylko po to, by znaleźć właściwe słowa, które odblokują tę rzeczywistość. Wraz z pierwszymi oznakami świtu, Lestat zaczął odczuwać ciężar, jaki niosły ze sobą słoneczne godziny. Nie chciał się z nim rozstawać, ale gdy słońce zaczęło na niego napierać, przesunął dłonią po twarzy Louisa.
– Louis – powiedział cicho Lestat.
Louis stęknął, przesuwając się w ramionach Lestata i sprawiając, że Lestat stracił ochotę, by wstać z łóżka. Otworzył oczy, wpatrując się z zachwytem w Lestata. Był taki piękny. Lestat chciał całować go do utraty tchu. Kochać się z nim tak długo aż Louis nie będzie w stanie opuścić sypialni.
– Louis, światło słoneczne, jest dla mnie niebezpieczne – wyjaśnił zamiast tego. – Muszę schronić się przed nim w mojej…kryjówce.
Kryjówce?
To było głupie. A użycie innego słowa nie odsunęłaby w czasie momentu odkrycia trumny. Lestat wstał z łóżka, natychmiast odczuwając brak ciepłych kończyn Louisa, i przycisnął wystający element obudowy kominka, sprawiając, że ściany pokoju rozsunęły się, ukazując pokój z trumną. Louis odwrócił się, by spojrzeć, gdy Lestat wszedł w głąb pomieszczenia, czekając jego reakcję.
– Trumna – powiedział z wahaniem Louis.
– Najbezpieczniejsze miejsce dla przedstawicieli mojego gatunku. Wieko jest zbyt ciężkie, aby mógł je podnieść pojedynczy śmiertelnik, chociaż dwóch powinno sobie z tym poradzić, byłbym kompletnie bezbronny, gdybyś poszedł po pomoc – dodał spokojnie Lestat, siadając na trumnie i odwracając twarz do Louisa.
– Dlaczego mi to mówisz?– Spytał niepewnie Louis.
Lestat sam nie wiedział. Jakaś jego część zastanawiała się przewrotnie, co by się stało. Czy Louis ucieknie teraz i przyprowadzi ludzi z widłami pod jego drzwi? Czy Louis odejdzie i nigdy nie wróci? Czy Louis zostanie? Czy Louis padnie na kolana i będzie błagał o Mroczny Dar?
– Możesz tu zostać, dopóki się obudzę. – Zaproponował mu Lestat. – Jeśli nie masz ochoty wracać do domu.
Myśli Louisa przeleciały po wspomnieniu wyrzutów jego matki. Nie, Louis nie chciał wracać do domu, a świadomość tego sprawiła, że Lestat miał ochotę krzyczeć z radości, potrząsnąć Louisem i oświadczyć, że dom przy Rue Royale jest także jego domem. Lestat jest jego domem. Powstrzymał się jednak. Musiał to zrobić. Wszystko między nimi było takie delikatne, takie kruche. Jeden błąd mógł wszystko zakończyć. Lestat musiał być ostrożny.
– I co miałbym tu robić? – zapytał z ciekawością, i trochę wbrew sobie, Louis.
– Przejrzeć książki w bibliotece – zasugerował Lestat, nie wspominając, że większość książek kupił dla Louisa. – Zwiedzić dom. Posłuchać muzyki. Poświęcić chwilę czasu dla siebie.
Lestat widział, że Louis się nad tym zastanawia. Myśl o tym, że Louis jest w tym domu, była przytłaczająca, odurzająca. To wystarczyło, by chcieć zaryglować drzwi i zamknąć Louisa jak księżniczkę z bajki. Uwięzić go w Rue Royale tak, jak uwięziony był w sercu Lestata.
Lestat zeskoczył z trumny i uchylił jej wieko, z zainteresowaniem przyglądając się reakcji Louisa. Louis patrzył na niego z mieszanką wstrętu i ciekawości. Lestat, uśmiechnął się do niego, bezradny w jego obecności. Znów zastanawiał się, jak zareaguje Louis. Czy dołączy do niego? Czy było to zbyt nie do pomyślenia? Louis jeszcze go nie opuścił.
– Możesz też do mnie dołączyć – powiedział Lestat, układając się w trumnie. – Teraz albo później.
Louis wyglądał na oszołomionego. Otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, po czym odwrócił się i wrócił do głównej sypialni.
Niemożliwy, niemożliwy człowiek.
Lestat zaśmiał się cicho i zamknął wieko. Leżał w trumnie, słuchając Louisa przechadzającego się po domu, zatrzymującego się to tu, to tam. Lestat delektował się obrazami Louisa przesuwającego dłońmi po grzbietach książek, gdy przeglądał regały. Mignęły mu obrazy na ścianach. Powolne uświadamianie sobie przez Louisa, jak wiele rzeczy wybrał do tego domu, docierało do Lestata.
A Louis sobie wyobrażał.
Krótkie scenki, w których Louis wyobrażał sobie mieszkanie w tym domu tak, jakby, przymierzał przed zakupem nowy płaszcz. Czytanie książek na sofie w saloniku. Ubrania Louisa wiszące w szafie obok ubrań Lestata. Powroty z pracy do domu i relaks przy kominku. Potem pojawiły się przebłyski erotyki. Lestat kochający się z Louisem w zielonej jedwabnej pościeli. Lestat rozpłaszczony na trumnie, podczas gdy Louis delikatnie brał go od tyłu. Małe eksperymenty myślowe. Lestat jęknął z bezsilności, zaciskając ręce na wyściółce trumny. Szatan był prawdziwy i objawił się, pod postacią Louisa zastanawiającego się, nad tym wszystkim, podczas gdy Lestat nie mógł nic z tym zrobić.
Wyobrażenia zmieniły się. Louis wyobrażał sobie siebie z ostrymi, spiczastymi zębami. W umyśle Louisa pojawił się obraz Lestata takiego, jakim był w kościele, z zakrwawionymi ustami i kłami. Lestat jako potwór. Lestat wampir.
I trumna. Trumna Lestata. Zastanawiał się, jak by to było spać w trumnie, czy byłoby to nie do zniesienia.
Lestat słyszał każdy chwiejny krok Louisa, który wracał do pokoju z trumnami. Louis uderzył knykciami w trumnę w delikatnym pukaniu, które w rzeczywistości nie było konieczne.
– Lestat? – Louis zapytał cicho.
Lestat podniósł wieko trumny.
Louis był piękny, zawsze był piękny. Jego brwi zmarszczyły się w skupieniu, brązowe oczy błyszczały z pożądania, a usta były lekko przygryzione w zmartwieniu. Splątane myśli: Chcę zobaczyć, jak to jest . Chcę być pewien . Chcę tego . Nie wiem, czy tego chcę. Chcę być tam z tobą.
Lestat przywołał go zachęcającym skinieniem głowy, nie ryzykując zepsucia tej delikatnej chwili słowami i Louis ostrożnie opuścił się do trumny. Przesunęli się nieco, tak że znaleźli się obok siebie.
– Gotów? – Zapytał Lestat z jedną ręką na rączce wieka trumny.
Louis skinął głową, a Lestat opuścił wieko. Znaleźli się w ciemności. Oddech Louisa przyspieszył w nagłej panice, po czym powoli się uspokoił. Lestat poczuł, jak strach Louisa ustępuje i przechodzi w łagodny spokój.
– Nie jest tu tak źle – wyszeptał Louis.
Lestat roześmiał się, nie mógł się powstrzymać.
– Nie z tobą tutaj, mon cher – powiedział Lestat.
Próbując szczęścia, Lestat impulsywnie pochylił się do przodu i pocałował Louisa delikatnie w usta. Louis rozpłynął się w pocałunku i przycisnął swoje ciało do ciała Lestata w ciasnocie trumny, a Lestat jęknął, to było cudowne uczucie. To było jak sen, z którego wciąż mógł się obudzić.
– Przepraszam – wymruczał pomiędzy pocałunkami Louis.
– Za co? – Lestat zapytał łagodnie. Nie przychodziło mu do głowy nic, za co Louis powinien przepraszać .
– Za to, że potrzebuję więcej czasu.
Nagły ryk w sercu Lestata był wręcz nie do zniesienia. Radość i ulga tak silne, że niemal bolało. Lestat miał czas . Miał mnóstwo czasu , jeśli to nie oznaczało odmowy .To wszystko wydawało się zbyt piękne, by mogło być prawdziwe, zbyt nieprawdopodobne, zbyt niemożliwe. Nie stracił Louisa? Naprawdę nie stracił? Dostał drugą szansę?
– Rozważasz to? – zapytał Lestat, nie mogąc powstrzymać drżenia w głosie.
Lestat musiał usłyszeć to na głos, musiał usłyszeć Louisa wypowiadającego te słowa.
– Oczywiście – powiedział Louis, jakby to było oczywiste.
Jak niedorzeczne było to oczywiście? Jakby można było przyjąć to za pewnik. Jakby Lestat mógł to wiedzieć. „Oczywiście?” To była chyba najgłupsza rzecz, jaką Lestat kiedykolwiek usłyszał. „Oczywiście, że to rozważam” brzmiało jak cud. Brzmiało jak magia.
