Actions

Work Header

The lying detective

Summary:

Sherlock wraca do żywych i do Johna, z czym John nie do końca potrafi sobie poradzić.

Notes:

Fic zainspirowany krótkim, 7-minutowym odcinkiem, który został nagrany jako zapowiedź 3 sezonu. Cytuję go i dialogi, które się tam pojawiły. Reszta jest wymyślona przeze mnie :)

Work Text:

Minęło trochę ponad 2 lata od czasu, kiedy widział, jak Sherlock skacze z dachu szpitala. 2 lata i 4 miesiące od czasu samobójstwa jego najlepszego przyjaciela, na które musiał patrzeć. To były najtrudniejsze lata w jego życiu, wliczając w to śmierć ojca i pobyt w Afganistanie.

Ale starał się ruszyć dalej. Wyprowadził się z Baker Street, zmienił pracę, znalazł nową dziewczynę, której planował się oświadczyć. Mary była wspaniała, inteligenta, zabawna, piękna, nie narzekała, kiedy mówił o Sherlocku i nie miała nic przeciwko kiedy musiał być kilka dni sam.

Ale nie była Sherlockiem. Nie była jego najlepszym przyjacielem.

*

Zadzwonił dzwonek, a John wstał i otworzył drzwi. Wiedział, że dziś Greg miał przyjść w odwiedziny, sprawdzał, jak się czuje i czy jeszcze się nie zabił. Na zmianę z Mycroftem i oboje myśleli, że John o tym nie wie. Ale nie zamierzał się zabijać, już nie. Ruszył dalej.

- Cześć, wejdź. - przywitał się i zaprosił Grega do środka, po czym oboje usiedli. - Co to? - zapytał widząc pudełko po butach, które Lestrade położył na szafce.

- Och, to, to są rzeczy z mojego biura, rzeczy Sherlocka, prawdopodobnie powinienem je wyrzucić, ale nie wiedziałem czy nie…

- Nie, okej, w porządku. - przerwał mu John i uśmiechnął się sztucznie.

- Tak, eem… jest tu… jest tu coś, co nie byłem pewny czy powinienem zatrzymać. Pamiętasz tą wiadomość wideo, którą nagrał na twoje urodziny? - zapytał. - Musiałem mu zagrozić, żeby to zrobił. To jest wersja bez cięć, całkiem zabawna - zaśmiał się krótko.

- Och, okej. - powiedział John i wziął płytę w ręce, przyglądając się jej. Cóż, nie wiedział, jak zareagować, niekoniecznie chciał wiedzieć, że taka wersja tego nagrania istnieje.

- Chyba nie powinienem był tego przynosić…

- Jest w porządku, nie przejmuj się. Prawdopodobnie nawet tego nie obejrzę. - powiedział szybko John, aby uniknąć oglądania poczucia winy Lestrade’a.

*

Lestrade spędził u niego około godziny, zanim stwierdził, że musi wracać do domu. Po jego wyjściu John wlał sobie trochę whisky do szklanki i usiadł na fotelu wzdychając. Płyta, która leżała na stole cały czas przyciągała jego wzrok. Zastanawiał się czy powinien obejrzeć, czy jednak odłożyć ją do szafki i zapomnieć o jej istnieniu.

Zdecydował, że obejrzy. Co mu szkodzi. Będzie mógł zobaczyć przyjaciela jeszcze raz, ostatni raz.

Wstał, włożył płytę do odtwarzacza i wrócił na swoje miejsce. Na ekranie pojawiło się wideo z salonu 221B. Po chwili na ekranie pojawił się Sherlock, miotał się chwilę i mówił do Grega.

„Przypomnij mi, po co ja to robię?” powiedział Sherlock na nagraniu. John patrzył i nagle ponownie zrobiło mu się bardzo przykro.

„Nie będzie cię na kolacji urodzinowej.” odpowiedział mu policjant, który stał za kamerą.
„Oczywiście, że mnie nie będzie! Tam będą ludzie!” powiedział oburzony Sherlock, a potem zaczął mówić jak to wszyscy przyjaciele Johna go nienawidzą. John uśmiechnął się lekko na wspomnienie prezentu, w którym Sherlock wyjaśniał mu czemu nikt go nie lubi.

„Dobra, po prostu… potrzebuję chwili, żeby pomyśleć co mam zrobić” powiedział detektyw i poszedł w stronę fotela. John uniósł szklankę z whisky do ust i westchnął cicho.

- Powiem ci co możesz zrobić. - powiedział w przestrzeń. - Możesz przestać być martwy.

„Okej.” oznajmił Sherlock na nagraniu i John tak szybko odwrócił głowę stronę telewizora, że coś przeskoczyło mu w szyi i mało co nie zakrztusił się drinkiem.

Czy Sherlock właśnie mu odpowiedział? O co w tym wszystkim chodziło?

„Ok, jestem gotowy.” kontynuował Holmes. „Cześć, John. Przepraszam, że nie mogę teraz z tobą być, jestem bardzo zajęty.” oznajmił i brnął dalej w swoje kłamstwo. John zmarszczył brwi nadal myśląc nad sytuacją sprzed chwili. „Och i nie martw się. Już niedługo znów będziemy razem.”

I w tym momencie John wiedział, że coś jest bardzo nie tak. Jednak w tej chwili zadzwonił dzwonek. Zatrzymał wideo i poszedł otworzyć. Wpuścił Mary i kiedy zamknął drzwi, zobaczył, że nagranie samo włączyło się ponownie. Sherlock uśmiechnął się i puścił oczko w jego stronę. John zamarł. Wiedział, że musiał to wyjaśnić. I musiał to zrobić jak najszybciej. Dlatego też przeprosił Mary i poprosił, aby ta poczekała na niego w jego mieszkaniu. Szybko złapał kurtkę i wybiegł.

*

Siedział na fotelu w ciemności i czekał. W końcu drzwi się otworzyły i zapaliło się światło. Do swojego biura wszedł Mycroft i podskoczył, widząc Johna w fotelu naprzeciwko swojego biurka.

- Sherlock miał rację, że twoje zabezpieczenia są do dupy. Dostanie się tutaj zajęło mi niecałe 5 minut. - zacmokał John i wstał, żeby spojrzeć na starszego z Holmesów.

- Doktor Watson. - kiwnął głową polityk. - Co cię do mnie sprowadza? - zapytał.

- Sherlock żyje, prawda? Żyje i ma zamiar wrócić. - zapytał Watson, patrząc wyczekująco na brata jego przyjaciela.

- Słucham? Skąd takie wnioski? - zaśmiał się Mycroft. - Doprawdy John, myślałem, że doszedłeś już do siebie.

John czuł jak ciśnienie mu się podnosi, praktycznie czuł, jak krew zaczyna mu szybciej krążyć w żyłach. - Przestań kłamać! Powiedz mi! - podniósł głos.

- John, mój brat nie żyje. Widziałeś, jak rozbija sobie głowę o chodnik! Molly i ja widzieliśmy jego ciało, zidentyfikowałem…

- Zamknij się! - krzyknął John. Przetarł twarz dłonią. Musiał stąd wyjść. Wiedział, że nie powinien tu przychodzić, ale musiał, musiał się upewnić. - Pieprz się! Ty i Greg, oboje się pieprzcie! - krzyknął i wyszedł z gabinetu polityka, starając się jak najmocniej trzasnąć drzwiami.

Mycroft kłamał, kłamał mu prosto w oczy. John potrafił czytać z Sherlocka jak nikt inny, więc drugi Holmes również nie był bardzo trudny do odczytania. Watson czuł potrzebę uderzenia czegoś, najchętniej, któregoś z braci Holmes.

Miał już pewność. Sherlock żył. Wściekłość, która nim targała była niewyobrażalna. Wściekłość i rozczarowanie, że oboje pozwolili mu tak długo cierpieć. Był zrozpaczony i dopiero niedawno zaczął układać sobie życie! A teraz okazało się, że nie potrzebnie.

Spodziewał się zobaczyć Sherlocka w najbliższych dniach, ale teraz postanowił się tym nie przejmować. Postanowił wrócić do domu i udawać, że nic się nie wydarzyło.

 

*

Minęły 3 tygodnie i ani śladu po Sherlocku. Lekarz zaczął myśleć, że naprawdę źle zrozumiał i oszukał go jego własny rozum. Czuł się winny, że tak naskoczył na Mycrofta, ale teraz przynajmniej nie był pod ciągłą obserwacją.

Tego wieczoru zabrał Mary na kolację i planował poprosić ją o rękę. Wszystko było idealnie, aż do momentu, kiedy jego kelner okazał się być Sherlockiem.

Kiedy go zobaczył, czuł jakby ziemia osuwała mu się spod nóg. Wstał i przyglądał się mu jak mówił do niego. W końcu Holmes zażartował z jego wąsa i nagle to wszystko było za dużo. Nawet nie poczuł, jak uderza go w twarz, dopiero kiedy leżeli na podłodze, a inni ludzie odciągali go od młodszego mężczyzny, zdał sobie sprawę z tego co zrobił. Oczywiście zostali wyrzuceni z restauracji.

- John, pojedźmy wszyscy na Baker Street i porozmawiajmy… proszę – poprosił Sherlock, patrząc to na niego, to na Mary.

- To nie…

- Tak, pojedźcie, ja wrócę do domu i poczekam na ciebie w domu, John. Macie sporo do obgadania. – przerwała mu Mary, a on spojrzał na nią w szoku. Sherlock tylko się uśmiechnął i zatrzymał taksówkę, otwierając drzwi dla Johna.

Droga na 221B minęła im w niezręcznej ciszy. John nadal czuł krążącą w krwi furię, ale próbował się opanować, żeby nie pobić Sherlocka jeszcze bardziej. Po dotarciu na miejsce, Sherlock pierwszy raz zapłacił za kurs i po chwili oboje siedzieli w swoich fotelach na Baker Street.

- John, musiałem to zrobić, ponieważ…

- Nie interesuje mnie, dlaczego to zrobiłeś! Interesuje mnie czemu pozwoliłeś mi być w żałobie przez tyle czasu! Kilka tygodni temu powiedziałem Mycroftowi, że wiem, że żyjesz, a ten mnie wyśmiał! – zaciskał i rozluźniał pięści, co Holmes zinterpretował jako powstrzymywanie chęci ponownego uderzenia go.

- Zrobiłem to dla ciebie. – wyjaśnił, a John prychnął. – Naprawdę! Moriarty by cię zabił. Nie mogłem na to pozwolić.

- Jedno słowo, Sherlock! Jedno słowo bym wiedział, że żyjesz.

Patrzyli sobie w oczy, mierząc się spojrzeniami. Jedno przepraszające, drugie wściekłe i zranione. Doktor naprawdę czuł się bardzo zraniony, ale jednocześnie cieszył się, że mimo wszystko, Sherlock żył i miał się w miarę dobrze.

I nagle, to patrzenie sobie w oczy było zbyt wielkim wyczynem. Nawet nie wiedział, kiedy rzucił się w stronę Holmesa, tym razem nie po to, żeby go uderzyć. Ich usta zderzyły się, trochę zabolało, ale John nie mógł się na tym skoncentrować. Jego umysł zawiesił się na myśli jak miękkie były wargi młodszego mężczyzny.

Zszokowany Sherlock zamarł i nie śmiał się ruszyć. Nadal nie bardzo rozumiał, jak znaleźli się w tej sytuacji. Czuł jak John delikatnie porusza ustami i naprawdę chciał oddać pocałunek, ale jego mózg odmówił posłuszeństwa. Dopiero kiedy Watson chciał się odsunąć, czując, że Sherlock jest całkowicie bierny, Holmes złapał jego twarz w dłonie i złączył ich usta ponownie.

John zmiękł i dał Sherlockowi prowadzić pocałunek, będąc w szoku jak dobrze Holmes potrafi całować. Przez chwilę zastanowił się, kto nauczył go tak całować, lecz w tej chwili język młodszego mężczyzny delikatnie dotknął jego dolnej wargi, jakby prosząc o pozwolenie. I doktor nie mógł zrobić nic innego jak otworzyć delikatnie usta i pozwolić, aby Sherlock poznał jego dokładny smak.

Holmes smakował jak papierosy i miętowa guma do żucia, oraz coś co musiało być po prostu smakiem Sherlocka. Ich języki i wargi ocierały się o siebie, a oni myśleli jedynie o tym, że to prawdopodobnie najlepszy pocałunek w ich życiach.

Po chwili John uniósł się i złapał marynarkę Sherlocka. Usiadł na swoim fotelu i pociągnął detektywa na siebie, co skończyło się tym, że usiadł on na kolanach doktora z nogami po obu stronach jego bioder. John szybko ponownie złączył ich usta razem, aby kontynuować ten pocałunek. Dłonie trzymał na udach Sherlocka i delikatnie przesuwał w górę i dół. Detektyw natomiast wsunął jedną dłoń w jego włosy, a druga spoczywała na jego ramieniu.

Po kilkunastu minutach pocałunek stał się gorączkowy, nie wiedzieli, który go zainicjował, ale nie mieli nic przeciwko. John zassał delikatnie dolną wargę Sherlocka i uniósł ręce, aby zsunąć marynarkę młodszego na podłogę. Kiedy już to zrobił jego palce samowolnie zaczęły rozpisać guziki idealnie dopasowanej koszuli Holmesa. John zjechał ustami na szyję Sherlocka i lekko ją całował i przygryzał, tworząc małe, czerwone znaki, nie przestając rozpinać koszuli. Rozpiął również mankiety koszuli i oderwał się od Sherlocka, aby mu się przyjrzeć.

- Cholera. – przełknął głośno i uśmiechnął się. – Jesteś niesamowity.

Poczuł jak palce Sherlocka zaczęły rozpinać jego koszulę i po chwili również był bez niej, poddany obserwacji. Czuł się lekko speszony, ale to uczucie minęło, kiedy Holmes zaczął obcałowywać każdy kawałek jego torsu, schodząc tak nisko jak pozwalało mu ułożenie ciała na kolanach Johna, tak aby nie spaść na podłogę.

Wydawało mu się jak usłyszał ciche „sypialnia” i jak się okazało miał rację, ponieważ już po chwili był ciągnięty w stronę pokoju Holmesa. W sypialni opadli na łóżko i po pozbyciu się reszty ubrań, pochłonęła ich ciemność wywołana rozkoszą.

 

*

Pierwszą ich myślą rankiem było to, że była to najlepsza noc w ich życiach. Teraz siedzieli przy stole i pili herbatę, każdy z nich błądząc w swoich myślach. Cisza na szczęście nie była niekomfortowa. W końcu jednak któreś z nich musiało się odezwać i zrobił to John, ale chyba w najgorszy sposób jaki mógł.

- Powinienem wracać do domu. – westchnął cicho i zobaczył jak Sherlock się prostuje i spina.

- Tak…tak, oczywiście. Przepraszam, wczoraj chyba przerwałem tobie i Mary. – odpowiedział młodszy mężczyzna i wstał ze swojego krzesła.

Nie wiedział czego się spodziewał. Że John od tak, rzuci Mary, bo spędzili razem noc? Oczywiście, że nie. Zwłaszcza, że Watson miał wczoraj się oświadczyć. Cóż, Sherlock nie zamierzał narzekać. Będzie żył tak jak przez ostatnie 2 lata. Bez Johna Watsona.

- Do zobaczenia. – powiedział, kiedy stali już przy drzwiach. John lekko się do niego uśmiechnął, odpowiedział i wyszedł z mieszkania przy Baker Street 221B.

 

*

John wrócił do swojego mieszkania, w którym czekała na niego Mary. I po pierwszym spojrzeniu wiedział, że ona miała świadomość, dlaczego nie wrócił na noc.

Stali tak patrząc na siebie. Watson wiedział, że powinien coś powiedzieć, ale nie wiedział co, ponieważ nie żałował tego co się stało. Mary uśmiechnęła się smutno.

- Więc… wrócił. – powiedziała, a w jej głosie było słychać smutek, który spowodował, że John poczuł się jak najgorsza osoba na świecie, którą był.

- Mary… ja- przepraszam. – powiedział. – Ale niestety…

- Wiem. – znowu się uśmiechnęła smutno. – Czekałam tylko aby się pożegnać.

Mary podeszła do niego, przytuliła go, czując zapach Sherlocka na nim, co tylko utwierdziło jej podejrzenia. Potem szybko zebrała swoje rzeczy i wyszła.

John potarł twarz dłońmi i usiadł na kanapie. Westchnął, było mu szkoda, ale to nie Mary kochał. To nie ona była tą, której oddał serce. Tą osobą był Sherlock. Sherlock, którego pokochał krótko po poznaniu i nawet jego domniemana śmierć nie zmieniła jego uczuć.

Po szybkim prysznicu i zmianie ubrań ponownie udał się na Baker Street, aby wyjaśnić całą sytuację z Sherlockiem. Ponieważ nie chciał nic innego jak wprowadzić się znowu do niego, tylko tym razem dzielić z nim sypialnie i życie.

 

*

Wszedł do kamienicy i potem szybko przemierzył schody prowadzące do mieszkania Sherlocka. Zapukał w drzwi i je otworzył. Był pewien, że detektyw wiedział już, że przyszedł, ponieważ poznawał kroki na schodach.

Wszedł do środka, ale w salonie nikogo nie było. Dopiero kiedy zajrzał do kuchni, zobaczył Sherlocka siedzącego przy stole w kuchni, zapatrzonego w mikroskop. Odchrząknął i wtedy Holmes uniósł wzrok i spojrzał na niego.

- Zapomniałeś czegoś? – spytał i znów spojrzał w obiektyw mikroskopu.

- Nie. Skąd ten pomysł? – John usiadł na krześle naprzeciwko Sherlocka.

- Cóż, nie sądziłem, że wrócisz.

- Dlaczego miałbym nie wracać? – Sherlock spojrzał na niego i doktor wiedział, że jest poddawany dedukcji. Był ciekawy co Sherlock z niego wyczyta.

- Mary nie przyjęła oświadczyn. – powiedział. – Nie, nawet do nich nie doszło. Zostawiła cię od razu. Domyśliła się. Ciekawe.

- Tak, domyśliła się. Ale to nie było trudne, bo- zresztą, nie ważne. – powiedział John i podszedł do Sherlocka. – Chcę cię pocałować.

Sherlock przerwał to co robił, odłożył wszystko na stół i spojrzał w górę. Zmarszczył lekko brwi, nie wiedząc, czemu John w ogóle o tym wspomina. Nie powinien starać się przekonać Mary do powrotu? Czemu to jemu mówił, że chce go pocałować? To nie miało w ogóle sensu. Jednonocne przygody nie kończą się pocałunkiem na drugi dzień.

- Okej… to robi się trochę przerażające, Sherlocku. – zaśmiał się John. – Więc, mogę?

Sherlock wyrwał się z zamyślenia i lekko kiwnął głową. I już po chwili ich usta połączyły się. Holmes westchnął cicho, poddając się całkowicie. Panowanie nad pocałunkiem przejął John. Wsunął palce w ciemne loki i lekko przechylił głowę, przejeżdżając językiem po dolnej wardze młodszego mężczyzny. Sherlock zrozumiał i otworzył lekko usta, pozwalając tym samym, aby język doktora dotknął jego.

Pocałunek był gorący i obaj znowu byli podnieceni, John lekko uniósł się na palcach, aby być tej samej wysokości co Sherlock. Kiedy mu się to udało, przycisnął ich pachwiny do siebie. Obaj sapnęli na to uczucie. Holmes zaczął lekko pocierać się o Johna, czując przyjemne tarcie, po chwili jednak przerwał. Oderwał się od Johna i spojrzał na jego twarz i oczy, w których widział czyste pożądanie. Uśmiechnął się lekko i uklęknął przed doktorem, ponownie spojrzał na jego twarz. Kiedy zobaczył pozwolenie, uniósł dłonie i rozpiął pasek i spodnie Johna, po czym zsunął je na łydki. Teraz przed jego twarzą prężył się członek mężczyzny nadal ukryty w bokserkach. Lekko potarł wybrzuszenie, ale szybko zrezygnował na rzecz zdjęcia bielizny mężczyzny.

Uśmiechnął się kpiąco, kiedy przez Johna przeszedł dreszcz. Ujął penisa w dłoń i polizał po całej długości, znał już smak, więc nie zastanawiał się długo przed wsunięciem główki w usta. Słyszał, jak John wciąga powietrze przez zęby. Lubił to, jak doktor na niego reagował. Zassał policzki i wirował językiem wokół główki czasem zanurzając koniuszek języka w szczelinie, skąd wydobywał się preejakulat.

John zacisnął palce w lokach przyjaciela i jęknął cicho. Sherlock był niesamowity w tym co robił i Watson poczuł irracjonalną zazdrość, że to nie on był tym, który nauczył Holmesa tego wszystkiego. Zawsze myślał, że detektyw był całkowicie aseksualny, co, jak mógł teraz poczuć, było całkowicie błędnym założeniem. Zastanawiało go, kto miał szansę sypiać z Sherlockiem przed nim i miał tylko nadzieję, że jedną z tych osób nie była, znienawidzona przez niego, Irene Adler.
Szybko jednak wyrzucił wszystkie te myśli z głowy, a jedynym co go zajmowało to Sherlock i jego niesamowite usta. Nawet zbyt niesamowite, ponieważ już czuł, że jest wyjątkowo blisko końca, a nie chciał tak szybko dojść i nie w ten sposób.

- Sherlock. – szepnął, próbując odciągnąć głowę przyjaciela od swojego członka. – Sherlock, przestań! – Holmes natychmiast przestał, patrząc w górę z niezadowoleniem.

- Czy jest jakiś konkretny powód, przez który mi przerywasz? – zapytał swoim zachrypniętym teraz głosem, a lekarz poczuł jak jego kutas drga na ten dźwięk.

- Tak, chcę cię teraz pieprzyć i patrzeć, jak rozpadasz się przez mój dotyk, a nie mogę tego zrobić w kuchni, czyż nie? – wyszeptał i poderwał młodszego mężczyznę w górę, aby ruszyć w stronę sypialni Sherlocka.

Gdy dotarli do pokoju, John przejął inicjatywę i szybko rozebrał Sherlocka i popchnął na łóżko. Podszedł do szafki nocnej, z której wyciągnął lubrykant i prezerwatywę. Potem rozebrał się do naga, cały czas czując na sobie wzrok detektywa, po czym wspiął się na łóżko i spojrzał w niebiesko-szare oczy przyjaciela. Pochylił się i go pocałował. Sherlock odwzajemnił pocałunek, wsuwając palce we włos Johna i przyciągając go bliżej.

Sherlock nadal nie do końca rozumiał co się dzieje, ale postanowił na razie się tym nie przejmować i korzystać z chwili. Nie ukrywał, że to co robili bardzo mu się podobało. Biorąc pod uwagę reakcje jego ciała, to nawet nie mógłby tego ukryć. John przeniósł się z pocałunkami na jego szyję, a jego dłonie przesuwały się po jego ciele w górę i w dół, łaskocząc go w niektórych miejscach. Sherlock westchnął, gdy poczuł zimne, wilgotne palce przy swojej dziurce. Pozwolił, żeby jeden z nich się w niego wsunął. Chciał, żeby John już przeszedł do rzeczy, ale wiedział, że byłoby to lekkomyślne i najprawdopodobniej bardzo bolesne. Otóż penis Watsona był większy niż przeciętny w Wielkiej Brytanii.

Sherlock jęknął głośno, gdy dwa palce doktora potarły jego prostatę. John uśmiechnął się i delikatnie kontynuował masowanie prostaty Sherlocka, wiedząc jak dużą przyjemność mu sprawia. Słyszał to po jego jękach, ale też widział po twarzy i napiętych mięśniach ciała. Po chwili zakończył pieszczotę. Wyjął palce, wycierając je o prześcieradło. Chwycił prezerwatywę, rozerwał opakowanie i nałożył, a następnie rozsmarował na swoim członku lubrykant.

- Gotowy? – Sherlock tylko skinął głową, kiedy nagle Johnowi wpadł pewien pomysł do głowy. – Jakie jest twoje hasło bezpieczeństwa? – zapytał i widział jak oczy jego przyjaciela lekko się rozszerzają.

- Reichenbach. – odpowiedział powoli Sherlock, patrząc na niego. – Czemu?

- Wiesz, kiedy go używać?

- Tak.

John skinął głową i znowu go pocałował. W chwili, gdy ich usta się spotkały, wsunął się delikatnie w ciało przyjaciela i oboje jęknęli sobie w usta. To było jedno z lepszych uczuć. John zaczął się poruszać, jednocześnie zaciskając jedną dłoń na udzie Sherlocka. Detektyw z kolei miał zamknięte oczy i twarz wykrzywioną w przyjemności. John poruszał biodrami szybko i mocno. W pokoju słychać było dźwięk uderzającej o siebie skóry i jęki ich obojga. W tej chwili nie obchodziło go, że Pani Hudson najprawdopodobniej wszystko słyszy. To co teraz się liczyło to przyjemność, która była obezwładniająca i powiększała się za szybko.

John czuł, że niedługo nadejdzie jego szczyt, a do tego, co chciał zrobić nie mógł jeszcze dojść. Dlatego też wysunął się i westchnął. Sherlock tylko jęknął niezadowolony i spojrzał na niego.

- Drugi raz przerywasz mi w… - zamilkł jednak, kiedy usta Watsona owinęły się wokół jego penisa. John uśmiechnął się na tyle, na ile mógł i zaczął ssać. Naprawdę bardzo dobrze się bawił, robiąc komuś loda. To było zadziwiająco przyjemne. Lekki ból w szczęce i smak, który miał na języku.

Jęknął cicho wokół kutasa w jego ustach i uniósł dłoń, przesuwając ją po wewnętrznej stronie ud w stronę pachwiny Sherlocka. Po chwili wędrówki jego palce znalazły dziurkę detektywa. John od razu wsunął do środka dwa i rozkoszował się dreszczem, który przeszedł przez ciało Holmesa. Poruszał palcami i głową w stałym rytmie. Sherlock zaciskał dłonie na jego włosach i sapał niezrozumiałe słowa, które brzmiały jak połączenie jego imienia i kilkukrotnie powtarzanego „tak”. Szybko odnalazł palcami prostatę przyjaciela i zaczął ją nieprzerwanie pocierać, wiedząc, że po ciele detektywa przechodzą iskry przyjemności z każdym ruchem jego palców. Czuł, jak Sherlock zaciska się na jego palcach.

- John… - wyjęczał Sherlock, ciągnąc jego włosy, starając się odsunąć go od swojego penisa. John tylko wzmocnił masowanie prostaty przyjaciela i rozluźnił gardło, wsuwając jego penisa tak głęboko jak tylko mógł. W tym samym momencie poczuł jak jego usta zalewa cierpka ciesz, a on automatycznie przełknął. Jednak nie przestał lekko lizać kutasa Sherlocka, na co ten zareagował syknięciem i mocniejszym ciągnięciem włosów lekarza. – Cholera!

John odsunął się z uśmiechem, ale nie wyjął palców z mężczyzny i nadal nimi poruszał. Holmes westchnął i spojrzał na swojego przyjaciela. – Co to było? – zapytał i jęknął głośno, kiedy Watson znów szturchnął palcami jego prostatę.

- Cóż, użyj swoich niesamowitych umiejętności dedukcji, którymi się tak chwalisz i się domyśl. – odpowiedział John i znów wziął członka Sherlocka do ust.

- Są chwilowo przyćmione… - westchnął młodszy mężczyzna. John ssał jego kutasa jakby od tego zależało jego życie i Sherlock, mimo że przed chwilą doszedł, był ponownie twardy i gotowy na więcej. Jednak nadal był nadwrażliwy, dlatego też czasami się wzdrygał.

Następny orgazm przyszedł zbyt szybko i zbyt mocno. Sherlock wygiął plecy i krzyknął na uczucie rozchodzące się po jego ciele. Ciepło ust Johna wokół jego penisa było niemal nieznośne. – przestań. przestań! – wyjęczał i John odsunął się od niego i patrzył na niego uśmiechnięty.

- Chryste, to było niesamowite. Ty jesteś niesamowity, Sherlocku. – zaśmiał się i całując brzuch i tors kochanka zbliżył się do jego ust, gdzie zostawił kolejny pocałunek. Sherlock ledwo odpowiedział na pocałunek, cały czas zamglony siłą orgazmu. John rozszerzył jego nogi i ponownie ustawił się przy jego wejściu.

- Poczekaj, daj mi chwilę. – wyszeptał, a John tylko pokręcił głową na nie i wcisnął się w niego ponownie. Sherlock odrzucił głowę do tyłu i westchnął. – Jezu!

Watson poruszał się szybko i mocno przy akompaniamencie jęków jego kochanka, które brzmiały niesamowicie podniecająco. Sherlock mimo dwóch orgazmów znów był twardy, prawdopodobnie przez stymulację prostaty. Lekarz wiedział, że będzie to ostatni orgazm jaki wyciśnie z Sherlocka na kilka następnych dni, ale nie mógł się powstrzymać. Sherlock działał na niego jak narkotyk.

Kilka pchnięć później, wiedział, że nie minie długo. Dlatego ujął penisa detektywa w dłoń, na co ten się wzdrygnął i syknął. Próbował zdjąć dłoń Watsona, ale ten tylko klepnął go w udo, żeby przestał, czego geniusz posłuchał. Wkrótce ponownie krzyknął i doszedł, mimo że był to praktycznie suchy orgazm. John jęknął na uczucie zaciskających się mięśni i również doszedł.

Po kilku minutach leżenia na Sherlocku, wysunął się z niego i położył obok. Ciałem Holmesa co jakiś czas targały wstrząsy wtórne, kiedy leżał z zamkniętymi oczami i otwartymi ustami. John wstał i poszedł do łazienki po wilgotny ręcznik, którym następnie wyczyścił ich obu. Uśmiechnął się widząc, że detektyw zasnął. Chyba już wiedział, jak zmusić go do snu, jeśli nie będzie chciał.