Actions

Work Header

Building Me Up (but buttercup, you lied)

Summary:

Usta Harry'ego wydają się być suche tylko z powodu wypowiedzenia tych słów. To co miał z Louisem to coś więcej niż 'kumple z korzyściami'. To były powolne pocałunki rano między miękką pościelą, to były nieśmiałe uśmiechy, proste trzymanie się za ręce podczas popołudniowego spaceru i jedzenie lodów. To było śniadanie na obiad, śmiech i zlizywanie miodu ze swoich warg, kiedy dzielili się celami, a nawet sekretami. To było szczęście.

Dla Harry'ego to było wszystkim, ale dla Louisa okazało się to być niczym.

Chapter 1: Rozdział 1

Chapter Text

HARRY

Harry wiedział, że to będzie złe tak szybko jak Mitch przyniósł filiżankę jego ulubionej kawy tylko dlatego, bo na to ‘zasługiwał’. Wiedział, że to będzie złe, kiedy patrzył nie mrugając jak Mitch próbuje się wygodnie usadzić na kanapie. Nazwijcie to intuicją po latach przyjaźni, ale Harry po prostu wiedział, po tym jak drapał się po ramieniu i jak zaczął delikatnie zezować lewym okiem, to zdecydowanie oznaczało, że coś było nie tak.

Odstawiając swój kubek, w końcu odważył się zapytać co się dzieje. Po kilku sekundach ciszy jego przyjaciel wziął głęboki wdech.

- Jeff mnie do ciebie wysłał, abym przekazał ci, że ma dla ciebie zarówno dobrą jak i złą wiadomość. - Na twarzy Mitcha widoczne było zmartwienie, a Harry nic nie mógł na to poradzić, ale czuł jak dreszcz przechodzi przez jego ciało.

- Co jest?

Mich zamknął oczy. Tak, zdecydowanie nie było to dobre. - Nie mogę ci powiedzieć, to on musi ci to przekazać.

- Aż tak źle?

- Ponownie, nic ci nie mogę ujawnić.

Harry prychnął. - Od kiedy używasz słowa ‘ujawnić’? Pewnie spaliłeś swoją ostatnią działającą komórkę mózgową.

- Pewnie tak. - Mitch wzruszył ramionami. - Ale wciąż ci nie powiem, więc po co do robić sobie żarty?

- Bo obydwoje jesteście klaunami - powiedział Jeff, wchodząc do pokoju z kamiennym wyrazem twarzy. Harry nie wiedział czy robi to specjalnie czy po prostu przedawkował botoks… znowu.

- Mitch powiedział, że masz dla mnie jakieś wieści.

- Tak, mam - powiedział Jeff, siadając. - Znasz Yorgosa Lanthimosa? - Zapytał, przechodząc od razu do rzeczy.

Serce Harry’ego przyspieszyło na wspomnienie tego nazwiska. - Oczywiście, że tak, jest obecnie jednym z najbardziej uznanych reżyserów, jest również nazywany Kubrickiem naszej generacji.

Jeff prychnął. - Cóż… jak się czujesz pracując z Kubrickiem naszej generacji?

- Jak, idąc na przesłuchanie do jednego z jego filmów? - Zmarszczenie na twarzy Harry’ego zamieniło się teraz w zmieszany uśmiech. - To bardzo długa droga, on zazwyczaj dzwoni do ludzi, których chce w filmie.

- Och, wiem, zadzwonił do ciebie… - Jeff uśmiechnął się. - Cóż, do mnie, ponieważ jestem twoim agentem, ale chciał ciebie.

- Jesteś kurwa poważny? - Harry szybko wstał z swojego siedzenia i podszedł do Jeffa. - Nie robisz sobie ze mnie jaj, prawda? - Złapał go za koszulkę. - Jeff, jeśli żartujesz to obiecuję, że ci przywalę prosto w twarz, nie obchodzi mnie to, nie można się tak ze mną bawić.

- Puszczaj! To była droga koszulka - jęknął Jeff, zirytowany. - Nie bawię się z tobą - powiedział, kiedy poprawił swoją koszulkę. - Uważa, że będziesz perfekcyjny do jego nowego filmu.

Uśmiech Harry’ego był tak szeroki, że czuł ukłucie w policzkach. - To jest to! To jet to na co czekamy! Żadnych więcej nudnych komedii romantycznych, w końcu zobaczą mój potencjał - powiedział uśmiechając się głupawo. - To ile aktorstwo dla mnie znaczy.

-Tak, co do tego… - Jeff uniósł się na siedzeniu, krzyżując nogi i ramionami. - Pamiętasz, że były dobre i złe wieści?

- Och nie…

- Och tak… film? - Jeff poczekał aż Harry skinął głową w zgodzie. - Chce nakręcić dystopijną komedię romantyczną.

- Komedię romantyczną? - Harry prychnął. Był przekonany, że Jeff żartował, nie ma opcji, że to powiedział było prawdą, ale patrząc na zmartwionego Mitcha przygryzającego swoje paznokcie, wiedział, że to nie kłamstwo. - Y-yorgos? Jesteś pewien?

- Bardzo. - Mitch wtrącił się do rozmowy. - Jest również bardzo podekscytowany i nie może się doczekać aż poznasz Louisa Tomlinsona. Czy Jeff wspomniał, że Louis Tomlinson również będzie występował w tym filmie? Ponieważ, tak, Louis Tomlinson jest, w filmie mam na myśli.

Jeff zassał swoje zęby. - Nie wspomniałem, ale dziękuję za wyciągnięcie tego tematu.

- Musicie sobie ze mnie żartować… - wyszeptał Harry pomiędzy histerycznym śmiechem. - Louis Tomlinson, jako Louis Tomlinson, który zrujnował moją karierę, ponieważ chciał pracować ze swoim najlepszym przyjacielem zamiast ze mną?

- Mhmm - odpowiedział nieobecnie Jeff.

- Mój Louis Tomlinson? - Harry prawie krzyknął.

Jeff przewrócił oczami. - Spójrz, rozumiem, macie razem wspólną przeszłość i się nie dogadujecie, ale to wielka szansa dla nas wszystkich - podkreślił szczególnie ostatnią część.

To było więcej niż to. Minęły dwa lata odkąd ostatni raz widział to małe gówno. Dwa lata odkąd zdradził i rzucił Harry’ego bez ostrzeżenia, wyjaśnień czy pożegnań.

Chociaż Harry widział Louisa od tego czasu. A kto nie? Louis był wszędzie. Był jednym z najbardziej kochanych i podziwianych aktorów w tym momencie. Nazywali go Midasem przemysłu filmowego, każdy film, w którym grał zdobywał wszystkie możliwe nominacje.

Harry był całkowicie świadomy i męski, aby rozpoznać, że to nie było jedynie głupie szczęście i nadnaturalny dar. Louis był dobry. Był wspaniały. Był jak ‘pokążę ci jak powinno się to odczuwać. Pokażę ci pasję, która zwala z nóg, sprawi, że twoje serce się zatrzyma, a ból stanie się tak wielki, że zabraknie ci powietrza w płucach’ taki typ aktora. Mógł sprawić, że się go kochało albo nienawidziło tylko jednym spojrzeniem. I w Harry'ego przypadku miało to miejsca na jak i poza ekranem.

Louis był bez wątpienia wybitnym aktorem, ale nie dobrą osobą.

- To nie jest zwykłe nie dogadujemy się, on był…

- Miłością mojego życia - powiedział Mitch, pstrykając palcami.

- Tak! Nie… - Harry zmarszczył brwi i pokręcił głową. - Kurwa, zamknij się, nie! Był… moim ziomkiem do pieprzenia?

Harry czuje suchość w ustach po wypowiedzeniu tych słów. To co miał z Louisem było czymś więcej niż ‘ziomki do pieprzenia’. To były powolne pocałunki rano między miękką pościelą i nieśmiałymi uśmiechami, to było trzymanie się za dłonie popołudniu, kiedy spacerowali i jedli lody. To było śniadanie na obiad, śmiech i zlizywanie miodu ze swoich ust, kiedy dzielili się marzeniami, a nawet niektórymi sekretami, to było szczęście, to był blask.

Dla Harry’ego to co miał z Louisem znaczyło wszystko. Póki szatyn nie zdecydował, że to nie oznaczało nic.

- Pytasz mnie czy mi to mówisz? - Zapytał Jeff.

- Jesteś pewien? Ponieważ kiedy indziej mówiłeś mi… - dodał Mitch.

- Nie możemy razem pracować! - Harry przerwał swojemu przyjacielowi, nim ten powiedziałby coś głupiego.

- Naprawdę odrzucisz najlepszą okazję swojego życia, tylko z powodu ładnego kutasa? - Ton Jeffa był dziwny, niemal przerażający. - Cała twoja kariera upada na dno! Występujesz jedynie w niskobudżetowych filmach, za które nawet Hulu nie chce płacić. Jeśli nie wykorzystasz tej okazji, możesz równie dobrze szukać pracy w swoim rodzinnym mieście, ponieważ to byłby koniec. I mam to na myśli.

Harry wiedział, że Jeff ma rację, to była jego ostatnia szansa. Na początku, myślał, że praca w niskobudżetowych komediach romantycznych będzie jedynie początkiem, czymś co musi zrobić, aby dostać ważniejsze role. Jednak po zaakceptowaniu jego szóstej roli jako dziwny nauczyciel, jest przekonany, że jedynie jego mama była chętna zapłacić za jego obejrzenie, wiedział że nie ma przyszłości w przemyśle filmowym. Nie miał kontaktów ani pieniędzy, z ledwością opłacał swoje gówniane mieszkanie, aby właściwie świecić w LA.

- H… - wyszeptał Mitch. - Dalej, kolego, może ma z tobą jedynie kilka linijek i nawet nie będziecie musieli się widzieć? To praca twoich marzeń, nie daj mu tej przyjemności.

I tak Harry skończył w Irlandii, dokładnie w Sneem, dzieląc nie tylko więcej niż kilka linijek, ale bycie obiektem zainteresowań pierwszej i ostatniej osoby, której Harry oddał swoje serce, tylko po to, by odzyskać je w drobnych kawałkach.

Mogli kręcić komedię romantyczną, ale dla Harry’ego było to bardziej jak horror.

~*~

Harry był profesjonalistą, nie ważne w co ludzie wierzyli, nie ważne jak tani film był, był czarujący i uprzejmy dla reżysera, producentów tak samo jak dla makijażystki i asystenta kamerzysty. Zawsze czuł się z tego dumny, ale było coś w chłopaku siedzącym przed nim, że chciał warknąć.

Może to farbowane blond włosy albo wyraz jego oczu, które intensywnie na niego patrzyły, ale Harry był dwie sekundy od zapytania co jest kurwa z nim nie tak.

- Czy wszystko w porządku? - Harry przesunął się na swoim siedzeniu.

- Tak, kolego - odpowiedział blondyn, uśmiechając się szeroko. - To najlepszy dzień w moim życiu.

Ostrzeżenie przepływa przez ciało Harry'ego, które może zrozumieć. Czuł się również tak jakby to nie było zwykłe pierwsze czytanie, ale coś co może zmienić jego życie na zawsze. - Jesteś podekscytowany pracą z Yorgosem?

- Z kim? - Blondyn przechylił nieco głowę. - Och, z reżyserem! - Powiedział, delikatnie uderzając w stół. Czy to był irlandzki akcent? - Technicznie nie pracuję z nim ani dla niego, ale zgaduję, że jest fajny.

- Och… - Harry poczuł się całkowicie zagubiony. - W takim razie dlaczego jesteś taki szczęśliwy?

- Kolego - blondyn szybko wstał i w dwóch szybkich ruchach usiadł bliżej Harry’ego. - Jestem twoim największym fanem. - Och, nie. - Posiadam i oglądałem wszystkie twoje filmy… od ‘Moja żona jest wampirem’ do ‘zamiany ciał’. Jesteś geniuszem! - O Boże…

- Oglądałeś je? - Zapytał przerażony Harry. - Mam na myśli, z własnej woli?

Bezgustny blondyn prychnął. - Oczywiście, że je oglądałem. Każdy wie, że dzisiejszy film niskobudżetowy jutro może stać się klasykiem. - Zauważając oburzenie Harry’ego i lekko zdegustowaną twarz, zaczął wymieniać każdy niskobudżetowy film, który stał się klasykiem. - The Room, kolego! Nie może powiedzieć, że ten film nie jest klasykiem.

- Jest straszny - powiedział Harry.

- Dokładnie! Był taki straszny, że stał się złotem. Jak można nienawidzić ‘Dom na przeklętym wzgórzu’, Vincent pieprzony Price w swojej najlepszej chwale, to praktycznie złoty film lat pięćdziesiątych. Mój kolega, Ed Wood? Jeden niskobudżetowy film za drugim, prawie wszystkie są teraz klasykami.

- Dobrze, ale…

- Wszystkie twoje ulubione nocne filmy, Różowe Flamingi, The Rocky Horror Picture Show, Wojownicy, Dziwolągi, Martwe zło, wszystkie te filmy były uważane za niskobudżetówki w swoich czasach. Były powody, dla których były puszczane po północy albo w czasie innych.

Harry’emu kręciło się w głowie, ale było w tym coś czemu stanowczo nie mógł zaprzeczyć. Blondyn miał punkt widzenia tak duży jak jego głowa. - Zgaduję, że masz rację. Po prostu nie mogę sobie wyobrazić, aby jakikolwiek z moich filmów był w przyszłości uważany za klasyk.

- Zgaduję, że Ed Wood też nie - wzruszył ramionami. - Nie mogę uwierzyć, że narzekasz na swoją własną pracę - pokręcił głową. - Nigdy nie poznawaj swoich idoli, mówią. Jestem Niall, swoją drogą. Ty oczywiście jesteś Harry, teraz potrząśnij moją dłonią.

Harry zrobił to co mu powiedziano i wtedy drzwi się otworzyły. I o to był, w całej swojej chwale. Louis Tomlinson. Miał na sobie workowaty, brzoskwiniowy sweter, wyglądające na miękkie spodnie oraz śpiący wyraz twarzy, który sprawiał, że jego niebieskie, dziecięce oczy kontrastowały z ostrym i zimnym pokojem, niczym promień słońca w zimowy dzień. Wyglądał jak wizja, taki piękny i jasny, że przytłaczał zmysły Harry’ego.

Brunet walczył z tym, aby trzymać swoje dłonie przy sobie. Zmusił je do unikania zrobienia czegoś głupiego, jak pogłaskanie policzka Louisa albo zabranie mu grzywki z oczu. Albo gorzej, przyciągnięcie go na swoje kolana i złożenie delikatnych pocałunków na całej jego twarzy, szepcząc mu jak bardzo za nim tęsknił, że przeszłość nie ma znaczenia i że nie potrzebuje nawet wyjaśnień, po prostu chce go z powrotem w swoim życiu.

Wszystkie te myśli się skończyły tak szybko jak Louis go zauważył i przewrócił na niego oczami.

- Jest zdecydowanie za wcześnie na to - prychnął Louis i usiadł na tym samym krześle, na którym wcześniej siedział Niall. - Co robisz siedząc tak daleko ode mnie? - Mrugnął w jego kierunku.

Serce Harry’ego zawisło, nim Niall zachichotał i odpowiedział. - Siedziałem tutaj, ale kiedy masz przed sobą Harry’ego Stylesa, musisz przywitać się z bliska. Chociaż powiedział, że nienawidzi niskobudżetowych filmów.

- Nie nienawidzę ich - odpowiedział Harry.

- Nie jestem zaskoczony, wydaje się być bezguściem - powiedział za to Louis.

Harry uniósł brew. - Jesteś tego pewien?

- Więc on mówi… - Louis spapugował go i dodał do tego sarkastyczny uśmiech.

- Jesteś tutaj od trzech sekund i obraziłeś mnie w pierwszych dwóch. W jakim czasie, wasza wysokość, powinienem się przedstawić? Kiedy przewracałeś na mnie oczami czy kiedy nazwałeś mnie bezguściem?

- Podoba mi się, że użyłeś niesamowicie prawidłowej formy, zwracając się do mnie - powiedział rozpromieniony Louis, kiedy skrzyżował swoje nogi.

- Dobra - wyszeptał Niall. - Rozumiem, że wasza dwójka się zna? Albo właśnie stworzyliście piękną atmosferę z niczego? Ponieważ, jeśli to drugie, to macie talent.

- Myślałem, że go znam, ale zgaduję, że nie - powiedział Louis do Nialla, nawet nie zerkając na Harry’ego.

I co? To Harry powinien czuć się obrażony i zdradzony.

- Mógłbym powiedzieć dokładnie to samo.

- Możesz teraz? - Zapytał Louis.

- Co… się tutaj dzieje? - Harry ledwie usłyszał słowa Nialla, ale sam nie był pewien w tym momencie, skupiał się jedynie na cichej walce, którą miał z Louisem.

- Nic. Chodź tutaj to może ci później to wyjaśnię.

Niall chciał wstać, ale Harry go zatrzymał.

- Teraz lubisz rządzić ludźmi wokół? Zgaduję, że sława naprawdę zmienia ludzi.

- Jest moim asystentem. - Louis zazgrzytał zębami. - Musimy sprawdzić mój plan na dzisiaj.

Harry czuł się głupio, ale musiał utrzymać pozory. - Dlaczego? Zbyt duży byś mógł sprawdzić swój własny kalendarz? - Wspaniałe, to było naprawdę wspaniałe.

Louis prychnął, a Harry wiedział, że to co nadejdzie nie będzie śliczne.

- Nie wiedziałbyś tego, prawda?

Napicie można byłoby przeciąć nożem. Nawet Niall był wystarczająco mądry, by się nie odzywać.

- Mógłbym zjeść pasję w tym pokoju, gdyby była deserem. - Stojący w drzwiach Yorgos Lanthimos ostrożnie się im przyglądał. - Chciałbyś zrobić to samo, Anika? - Zapytał ze swoim charakterystycznym grubym akcentem dziwnie wyglądającego mężczyznę obok.

Harry był przerażony faktem, że reżyser zobaczył go po raz pierwszy, poza tanimi filmami, kiedy miał dziecięcą bitwę z Louisem.

- Nie chciałbym zjeść żadnego typu pasji ani uczucia, czy to w tym pokoju czy poza nim - odpowiedział Anika bez wyrazu.

- Dewastujące. Zjadłbym ich wszystkich gdybym mógł, ale tego jednego szczególnie. Zabutelkowałbym go i sprzedał ludziom. Muszą wiedzieć!

- W pewien sposób to pan zrobi.

- Masz całkowitą rację, Anika, zapomnijmy o przesłuchaniach, obydwoje dostajecie role. Będziecie sobą oślepieni, już mogę to orzec.

- Nigdy tego nie powiedziałem, proszę pana. I to nie jest przesłuchanie, już dostali rolę. To pierwsze czytanie i zapewniam nikt nie jest gotowy.

- Nie musisz się smucić, Anika, to było jednym oraz drugim i wspaniale sobie poradzili.

Harry widział jak Anika zamknął oczy i wziął głęboki wdech, nim powiedział ‘dobrze’ i odłożył swoją torbę na stół.

Skanując pomieszczenie zauważył, że Niall, na szczęście, był tak samo zmieszany jak on i posłał mu wdzięczny uśmiech, za to, że sprawił, że czuł się mniej nie na miejscu. Louis przez większą część wydawał się być przyzwyczajony do zachowania reżysera i jego asystenta.

- Więc, obaj jesteście podekscytowani swoimi rolami? Anika powiedział mi, żeby o to zapytał, aby uniknąć w przyszłości problemów. Chociaż nie wiem jak miałbym stawić czoła problemom, jeśli nie podoba się wam scenariusz to wasz problem, nie mój.

- Kocham to - powiedział mu Harry dosadnie i szczerze. Podążając za początkowym szokiem, wiedząc, że to dystopijna komedia romantyczna, po przeczytaniu tego po raz pierwszy, czuł tylko uwielbienie.

Pewnie, był o miłości i w pewnym momencie wszystko było tak surrealistyczne, że nie można było powstrzymać się od śmiechu przez żałosność głównych bohaterów. Więc w pokręcony sposób można było to rozważać jako bardzo ponurą komedię romantyczną, ale w rzeczywistości film był skupiony na sadystycznej społeczności skupionej na uformowanym rodzaju miłości.

Podzieleni na dwa sprzeczne, ale podobne akty, pokazujące że uczucie bycia zdesperowanym, aby znaleźć swoją drugą połówkę i chęć pozbycia się wszelkich uczuć nie są tak dalekie od rzeczywistości jak można by sądzić.

To było absurdalne, prawdziwe i perfekcyjne.

- Oczywiście, że to kochasz, to było fatum. Śniłem kiedyś o panie Tomlinsonie i niedługo potem, stworzyłem scenariusz, który teraz stanie się filmem. Zadzwoniłem do jego agenta i o to jest.

- Oto jestem - powiedział z zadowolonym uśmiechem.

- I jest perfekcyjny - dodał uroczyście.

- I nie zamierzam temu zaprzeczać.

- Nie sądzę, żeby słowo fatum działało w tym zdaniu, proszę pana - powiedział Anika z tym samym pustym wyrazem twarzy, który miał na sobie odkąd wszedł do pomieszczenia.

- Oczywiście, że działa Anika, musisz zwracać uwagę. - Anika otworzył swoje usta, kiedy Yorgos klasnął w dłonie i powiedział. - Zacznijmy czytać.

I przeczytali.

Harry próbował trzymać swój wzrok z dala od Louisa, ale nie miał szczęścia. Był świadomy, że Louis sukcesywnie i z łatwością omijał jego wzrok, nawet jeśli musieli to robić czytając scenariusz. Ale czuł przyciąganie to tego chłopaka. Sytuacja była nieprawdopodobna, minęły lata odkąd ostatnio się widzieli, ale ciało Harry’ego wciąż wyginało się do dotyku chłopaka przed nim.

- Wspaniale! Obydwoje poradziliście sobie spektakularnie! - Krzyknął Yorgos ze swojego krzesła, kiedy skończyli czytać. - Kocham to napięcie, ten smutek. Mogłem niemal poczuć jak tęsknicie ze sobą z każdym wypowiadanym słowem. - Louis zarumienił się, Harry był pewien, że było to spowodowane pochwałą. - Muszę was poprosić abyście utrzymywali to uczucie przez cały czas kręcenia filmu. Uczucia was, możliwości, nie znalezienia osoby, która was komplementuje. Bólu, gdy w końcu to znajdujecie w złym momencie, będąc otoczonymi przez niewłaściwych ludzi. Złość na to, że miłość została wam odebrana. Podjęcie decyzji o naprawieniu tego, a potem zwątpienie! Musimy zobaczyć zwiątpienie w każdym geście, w każdej pozie. Bez zwątpienia ten film polegnie.

Rzecz w tym, że Harry mógł poczuć to wszystko. Dokładnie w tej chwili, jedynie patrząc na Louisa. To było trochę przytłaczające, to jakimi uczuciami wciąż darzył chłopaka. Jak każde spojrzenie powodowało, że czuł fikołki w żołądku, a jego serce przyspieszało tempo bicia. Ale kto mógł go winić? Każda osoba patrząca na Louisa prawdopodobnie czułaby się tak samo. To nie było osobiste, po prostu tak działało Hollywood. Prali ludziom mózgi, wmawiając, że nie ma innej tak pięknej osoby, jak ta, która w tym momencie odnosi sukces. A tą osobą właśnie był Louis. Nie ma zaskoczenia, że Harry tak się z tym czuje.

To nie był osobiste, to był efekt Hollywood.

Po pierwszym skończonym czytaniu, Harry wciąż myślał o tych słowach, kiedy Niall zawołał jego imię.

- Zostawiłeś swój szalik - powiedział Niall, podając mu materiał. - Cóż, nie wiem czy jest twój, ale Louis powiedział mi, abym ci go dał.

- Robisz wszystko co mówi?

Niall westchnął. - Kolego, spójrz - powiedział poważnie. - Nie wiem jaki jest problem między wami, ale pomimo tego co możesz sądzić o Louisie, jest on wspaniałym facetem i jednym z moich najlepszych przyjaciół, więc sugeruję stonować swoje chamskie odpowiedzi, przynajmniej przy mnie. - Gdy zdał sobie sprawę z tego, że Harry nie zamierza odpowiedzieć, kontynuował. - Zapytałem go czy mogę tutaj przyjść, ponieważ lubię twoje filmy, a on naprawdę nie chciał być sam. Teraz wiem dlaczego. Więc to była sytuacja ‘upiecz dwie pieczenie na jednym ogniu’. Zdecydowanie zaszliście sobie za skórę i pewnie masz powody, aby być na niego złym, ale obaj powinniście naprostować rzeczy między sobą. Ten film ma potencjał, nie zniszczcie tego.

Niall dwukrotnie poklepał go po ramieniu, nim zostawił oniemiałego Harry’ego na środku parkingu. Musiał jak najszybciej porozmawiać z Mitchem,w innym wypadku oszaleje.