Work Text:
-John...
-Oh, Mary, przestań.
-NIE. Mam tego dość! Nie liczą się z tym, że jesteśmy małżeństwem. Nie dość, że co w trzecim opowiadaniu robią ze mnie zimną sukę albo uśmiercają...
-Przestań, spójrz na to z pozytywnej strony. Wcześniej zabijali cię prawie w każdym.
-To mnie już nie obchodzi, ale spójrz na to ZDJĘCIE!
-... No, zdjęcie jak zdjęcie.
-Nie zamierzasz nic z tym zrobić?!
-Mary uspokój się. To tylko internet.
-Widzisz takie coś i mówisz mi bym się u s p o k o i ł a ? Naprawdę, John? Czy naprawdę TO chcesz mi przekazać.
-Oh... Mary, zrozum. Wiesz ilu takich jest geniuszy jak Sherlock? W Londynie prawie dwudziestka i to z lepszymi powiązaniami jak on. Niektórzy mają silniejszych wrogów, szybszy umysł, ba! nawet błękitną krew.
-Nie mówisz na poważnie.
- Mówię śmiertelnie poważnie! Każdy ma minimum jednego bloga i mniejsze czy większe skandale na koncie. Mi i Sherlockowi udało się przebić. Musimy utrzymać się na fali. Nie minie pięć minut, jak ktoś zajmie nam miejsce, gdy odpuścimy. Ludzie może i mają do nas sentyment, ale też znają nasze metody.
-Czyli "takie" zdjęcia nie przeszkadzają ci?
-To konieczność.
-Nawet z naszym d z i e c k i e m ? ! Skąd w ogóle oni mają zdjęcie Anie?!
-Mary, błagam. Nie przesadzaj. A mała wyszła tutaj niezwykle uroczo, nie sądzisz?
-John...!
-Cii, nie mam zresztą na to teraz czasu .
-Gdzie idziesz?
-Na Baker Street. To zdjęcie jest z ubiegłego wtorku, przydałoby się parę nowych.
-PARĘ NOWYCH ?
-Masz rację, dawno nie wstawialiśmy filmiku.
-John!
-Nie czekaj na mnie z kolacją, wrócę nad ranem.
-JOHN!
-Pa, kocham cię Sher... um, Mary...
THE END
