Work Text:
Woda lecąca z kranu ma odcień rdzy, a szybki, mocny strumień rozpada się, uderzając o umywalkę. Wsuwam pod nią dłonie, oglądając jak kropelki spływają po moich nadgarstkach. W powietrzu czuć zapach starej rury i żelaza. Mokrymi dłońmi przeciągam po twarzy, metodycznymi ruchami szorując ją. Pochylam się nad umywalką, patrząc w lustro. Czerwone, przekrwione oczy, odcinające się na ich tle niebieskie tęczówki. Wąskie wargi zaciśnięte w obrzydzeniu, ściągnięte brwi.
Kiedy to zauważam, staram się przybrać bardziej miękki wyraz twarzy. Mrugam do lustra, uśmiechając się promiennie. Sztuczne światło kładzie się na rudawych lokach na mojej głowie.
O wiele lepiej.
Rozpinam kolejny guzik koszuli u góry, przesuwając palcami po szyi i wyżej, do ust. Ostatni rzut oka na dłonie - nie drżą, są nieruchome, idealne do odegrania swojej roli.
Jestem gotowy jak nigdy wcześniej.
...
W klubie jest ciemno i duszno. Wszystko tutaj się klei, wraz z dłońmi mężczyzny na którego kolanach siedzę. Jak się nazywał? Czy kiedyś już z nim byłem? Nie wiem, w ciemności twarze się rozmazują... Czuję pod rękami sztywne, nalakierowane włosy.
Przyciągam go do pocałunku, żarłocznie ciągnę jego twarz do własnej grdyki. Składa na niej całusy, przechodzi niżej, na praktycznie nagą klatkę piersiową. Kładzie ręce na moich udach, zaciskając palce. To boli, ale nie narzekam. Chcę poczuć ten ból, chcę zostać zrujnowany do cna. Żeby wiedzieć, że jeszcze tutaj jestem.
Jak za każdym razem, mężczyzna prowadzi mnie do brudnej toalety. Mocnym pchnięciem przewraca mnie na kolana, a ja posłusznie kładę dłonie na jego udach, rozpinając mu rozporek.
Czuję nieprzyjemny, zbyt mocny zapach piżma, lecz mimo tego przesuwam językiem po główce jego męskości. Jest słona i już mokra. Pochlebia mi, że już cieknie. Od zaledwie kilku pocałunków? Facet kładzie dłonie po obu stronach mojej twarzy i wbija się aż po gardło. Krztusząc się, powstrzymuję odruch wymiotny. Nawet po tylu razach, nie umiem zatrzymać go całkowicie. Moje oczy zachodzą łzami, ale nie mogę uciec. Chce tego, chcę o wszystkim zapomnieć. O strachu, strajkach, przyszłości w polityce. O tym kim jestem. O tym, że jeszcze żyje.
Więc przysuwam się jeszcze bliżej, i połykam pierwszą strugę spermy.
...
Kolana pieką mnie żywym ogniem, gdy wstaję. On już wyszedł. Nie przejmując się tym, czy ktoś mnie zobaczy, staję przed brudnym lustrem.
Z kącika ust spływa mi jego nasienie, którego nie byłem w stanie połknąć. Ocieram je wierzchem dłoni, ale tylko rozcieram spermę na policzku. Nie przyjmuje się tym, w końcu w tym miejscu każdy mnie już zna.
Wyglądam... Jak tania kurwa po robocie.
Przechylam głowę w bok, opierając się ciężko o umywalkę. Zmarnowana dziwka. To ja.
Wychodzę z kabiny, nawet nie zapinając koszuli do końca. Górny guzik się gdzieś zgubił. Przeciskam się przez tłum ludzi, czując na sobie ich spojrzenia. Niektórzy z obrzydzeniem odwracają wzrok, inni oblizują się niczym zwięrzeta. Doprawdy, muszę prezentować sobą ciekawy widok. Sperma na dolnej połowie twarzy, rozchłestana koszula, kolana brudne od ciągłego klęczenia na zakurzonej ziemi. Pewnie krwawią pod spodniami.
Zamawiam drinka. Barman już mnie zna, wie co podać. Wypijam podwójną porcję wódki z colą i rozglądam się po barze.
Gdzieś w rogu robotnik kiwa na mnie palcem. Mierze go wzrokiem. Obrzydliwie spocony i ogromny, jego ramię jest szersze od mojej talii. Uśmiecham się zalotnie i starając się nie zataczać podchodzę do niego.
Bez pytania siadam mu na kolanach, czując pod sobą twarde uda. Wpycha mi dłoń pod koszulę, brutalnie zaciskając palce na sutku. Boli.
Wyginam się i zagryzam dolną wargę, zatrzymując w płucach jęk. Facet wpycha mi język do ust, widocznie nie przejmując się nasieniem innego mężczyzny.
Lądujemy w opuszczonym kącie sali, gdzie szybko zsuwa ze mnie spodnie. Utykają one gdzieś pod kolanami, gdy pluje na dłoń i wsuwa mi ją między nogi. Nie jest delikatny, lecz w tym momencie nie potrzebuję delikatności.
Jego palce są grube, pełne odcisków. Wciskają się we mnie, jeden, drugi, trzeci. Początkowy ból zmienia się znajome, palące gorąco. Kręcę biodrami, czując jak jego druga dłoń wsuwa się w moje loki i szarpie do tyłu.
Dlaczego nie czuję się źle?
...
Z klubu wychodzę po czwartej rano, zataczam się. Wszystko dookoła jest zamazane, a słońce wstaje na niebie. Jak każdego ranka, modlę się o to by nikt mnie nie nagrał. Długo szukam kluczy do mieszkania. W końcu znajduję je w kieszeni spodni i rzucam się na łóżko.
Nadal czuję piżmowy zapach dookoła mnie, ale już mnie to nie obchodzi. Lubię go.
Jestem tylko zmarnowaną, obrzydliwą kurwą. Z tą myślą odpływam w objęcia Morfeusza.
