Work Text:
- Na chuj mi kurwa twoje kwiaty?! - wykrzyknął Radek, przecierając twarz dłońmi.
I ponownie, wielki bukiet róż w dłoniach Trzaskowskiego palił go w oczy.
- Na chuj mi kurwa twoje łzy?!
I rzeczywiście, słone krople spływały po jego policzkach.
- Na chuj mi kurwa te dramaty?!
Rafał zacisnął dłonie na papierze w który opakowane były kwiaty.
- Na chuj mi kurwa jesteś... Ty? - skończył, wstając. - Rafał, na boga, przestań! Po każdej kłótni przychodzisz tutaj do mnie, za każdym razem z tymi jebanymi kwiatami.
Rafał wbił w niego płomienny wzrok, marszcząc brwi. - Radek, chcę się pogodzić!
- Ale ja tego nie chcę! Więc... Więc nie wylewaj łez, proszę cię najgoręcej. Spierdalaj jak najprędzej, kochany mój. - rozpoczął kolejną idyllę.
- Ale Radek... - twarz Trzaskowskiego wykrzywiła się w wybitnie nieatrakcyjnym grymasie.
- Radek, Radek? Na chuj mi kurwa Twoje spazmy. Na chuj mi kurwa krzyk i ból? Na chuj udajesz znów orgazmy?
Na te słowa Rafał zarumienił się po uszy.
- Ja czule pytam cię: Na chuj? - wyrzucił z siebie Radek i podchodząc bliżej zmusił go do cofnięcia się.
- Na chuj mi kurwa sms-y, na chuj komórka ciągle drga? - na potwierdzenie tych słów sięgnął po telefon, pokazując mu kilkanaście powiadomień, od kogoś podpisanego "Raf".
- Radek! Ale ja... Przecież!... - zaczął się jąkać.
- Przestań pierdolić wciąż frazesy. Na chuj ta pojebana gra?
Gdy ucichły te gorzkie słowa, Rafał opuścił wzrok na ziemię. - To ja już... Pójdę. Wybacz, Radosławie.
Cisza między nimi nie była komfortowa. Radek zacisnął dłonie w pięści.
I gdy drzwi za Rafałem już miały się zamknąć, Sikorski podniósł głowę w górę. - Rafał...
W kilku krokach podszedł do niego, obejmując go w ramionach.
- Nie będzie kwiatów nikt żałował, bo ja naprawdę... kocham cię. Więc po prostu mnie przytul.
- Nienawidzę cię. - mruknął Rafał, odwzajemniając uścisk.
I znowu, historia zatoczyła koło.
