Work Text:
Konrad
- Nie mówię przecież, że to ma być nie wiadomo kto. Niech po prostu trzyma łapy przy sobie albo mu je połamię – Elka spojrzała na mnie z uniesioną brwią – No co? To, że lubię seks nie oznacza, że muszę go uprawiać z każdym. Dlaczego ludzie nie rozumieją prostego „nie”?
Krzywiąc się upiłem łyk wina.
- Ta sprawa z pogróżkami trafiła na policję prawda? - zapytała poprawiając się na kanapie a ja westchnąłem czując nadchodzący ból głowy.
- Nigdzie z tym nie pójdę. Sam załatwię frajera jak będzie trzeba – warknąłem rozeźlony. Ile razy mam to jeszcze powtarzać?
- Jesteś jak dziecko – kobieta sięgnęła po telefon i zaczęła coś klikać – Pomogę ci bo jednak o swoje pociechy trzeba dbać – zaśmiała się a ja rzuciłem w nią poduszką.
Elka skupiła się na pisaniu więc odwróciłem głowę by podziwiać panoramę Wrocławia. Nigdy nie sądziłem, że będę potrzebował ochroniarza, byłem temu przeciwny. W końcu byłem aktorem porno a nie gwiazdą telewizji. Musiałem jednak zmienić zdanie gdy zacząłem dostawać coraz więcej listów z pogróżkami, niektóre z nich miały dołączone zdjęcia przedstawiające mnie w różnych miejscach i o różnych porach dnia. Tyle wystarczyło bym poszedł po rozum do głowy i zatrudnił ochroniarza. Problem jednak polegał na tym, że faceci którzy zgłaszali się do pracy, okazywali się moimi fanami. A mówiąc krótko, nie potrafili utrzymać rąk przy sobie. Ostatnim razem gdy jakiś pajac próbował się do mnie dobierać, omal nie złamałem mu ręki. Dawno nie byłem tak wściekły. Traktowali mnie jak przedmiot, a to było niewybaczalne.
- Umówiłam was na spotkanie. Jutro w kawiarni obok twojego mieszkania – głos przyjaciółki wyrwał mnie z zamyślenia.
Uśmiechnąłem się i podziękowałem, pytając przy okazji skąd zna mężczyznę który ma dzielić ze mną swój czas. Opowiedziała mi w skrócie, że to przyjaciel jej męża i mam się nie martwić. Przyjąłem to z ulgą, w końcu Anton to także mój przyjaciel. Zapytałem jednak dlaczego wcześniej nie zaproponowała tego faceta. Jej uśmiech opadł a w oczach zauważyłem dziwną melancholię.
- Adam i ja, pracowaliśmy razem. To dobry facet, jednak po wypadku...nie jest już taki sam. Zamknął się w domu i żyje z oszczędności. Na pewno przyjął z ulgą moją ofertę pracy dla Ciebie, jednak...- zatrzymała się na chwilę szukając słów -...myślę, że chwilę wam zajmie zanim się do siebie przyzwyczaicie. Mogę cię jednak zapewnić, że Adam nie będzie ci okazywał sympatii – zaśmiała się.
- Czyli to gbur ale pracowity i rzetelny? Mi pasuje, nie musimy się lubić – wzruszyłem ramionami. Jak najbardziej mi się to podobało, ostatnie niewypały dogadywały się ze mną idealnie a wychodziło jak wychodziło.
Przegadaliśmy jeszcze kilka godzin zanim Elka musiała się zbierać. Po jej wyjściu sprzątnąłem nasz bałagan i udałem się pod prysznic.
Następnego dnia w biegu ubierałem koszulę klnąc pod nosem. Widząc która jest godzina, nawet nie starałem się układać włosów. Ten dzień nie zaczynał się tak jak chciałem. Dobrze, że zapytałem się Elki jak wygląda facet którego miałem spotkać. Gdy wparowałem do kawiarni szukałem kogoś kto siedzi sam i wyraźnie na kogoś czeka.
Adam
Znudzonym spojrzeniem zerknąłem na telefon. Mężczyzna z którym umówiła mnie Elka spóźniał się już dobre dwadzieścia minut. Nie przeszkadzało mi czekanie, w domu i tak nie było dla mnie niczego ciekawego, no, oprócz futrzaka. Słysząc dzwonek oznajmiający kolejnego klienta uniosłem wzrok i zamarłem. Bez jaj. W progu stał zdyszany facet w beżowym płaszczu, jego rozwichrzone blond włosy i czerwone policzki przywołały w mojej głowie obraz, który bez wątpienia wyrył się w moim umyśle. Gdy nasze spojrzenia się spotkały na jego ustach pojawił się pewny siebie uśmieszek a kiedy ruszył w moją stronę wiedziałem, że mam przewalone. Nie był to bowiem byle jaki facet. GreedyKitty - bo taki pseudonim przyjął mężczyzna – był jednym z najczęściej oglądanych przeze mnie aktorów porno. Nie przyznał bym się do tego ale jeszcze za czasów swojej pracy jako policjant, wpłacałem duże sumy podczas oglądania jego „scen” na kamerkach.
Musiałem za wszelką cenę to ukryć. Zależało mi na tej pracy. Wstałem więc gdy mężczyzna stanął przed moim stolikiem.
- Konrad Gronczewski – blondyn wyciągnął dłoń w moją stronę – Ty zapewne jesteś przyjacielem Elki?
Jasna cholera, czy on swój pseudonim uzależnił od imienia i nazwiska?
- Tak, nazywam się Adam Aleksandrowicz.
- Przejdźmy zatem do interesów – zamówiliśmy dwie kawy i rozsiedliśmy się wygodnie.
Konrad
Zlustrowałem wzrokiem sylwetkę mężczyzny po raz kolejny. Gdy szedłem w jego stronę był wyraźnie zaskoczony, pewnie stracił wiarę w to, że przyjdę na spotkanie. Miałem jednak dzięki temu czas by przyjrzeć się Adamowi. Świetnie skrojony acz taniej jakości garnitur, który prawdopodobnie był jedynym w szafie bruneta, bardzo zgrabnie okalał sylwetkę mężczyzny. Musiałem przyznać, że facet był totalnie w moim typie, szerokie barki, chłodne spojrzenie, malinowe usta. Przełknąłem ślinę starając się nie być zbyt oczywistym. Co to miał być za zwrot akcji? Najpierw to ochroniarze napalali się na mnie a teraz ja leciałem na swojego ochroniarza? Musiałem się ogarnąć, gapiłem się zbyt długo bo Adam widocznie unikał mojego wzroku. Kurwa. Odkaszlnąłem.
- Opowiedz mi o sobie, coś czego Elka mi nie powiedziała.
- A jak dużo ci powiedziała? - brunet uniósł brew. Chyba trafiłem na drażliwy temat bo jego aura lekko się zmieniła.
- Wspomniała, że pracowaliście razem oraz, że jesteś idealnym kandydatem – uśmiechnąłem się uprzejmie i upijając łyk kawy dodałem – Mówiła też, że jesteś typem o chłodnym charakterze.
Przygryzłem wargę gdy na ten komentarz, Adam zmarszczył brwi.
- Ciężko nie być dupkiem kiedy wszyscy traktują cię jak kalekę – prychnął i tym razem to ja zmarszczyłem brwi a on widząc to lekko się zmieszał – Czyli tego ci nie mówiła – skrzywił się i wstał chwytając przy tym za lewą nogawkę. Obrócił się tak, że widziałem jak dobrze wygląda jego tyłek w tych spodniach.
Starałem się ukryć zaskoczenie na widok protezy, poczułem jak coś we mnie osiada. Uniosłem wzrok chcąc coś powiedzieć ale on już siadał i widząc jak otwieram usta zmrużył oczy.
- Nie mów, że ci przykro ani nic takiego bo jak matkę kocham wybuchnę – powiedział defensywnie ale wyczułem w tym nutę czegoś wrażliwego.
Odetchnąłem i postanowiłem rozegrać to po mojemu.
- Chciałem powiedzieć, że to nie zmienia faktu, że masz boski tyłek – zaśmiałem się starając się rozluźnić atmosferę. Adam widocznie odetchnął z ulgą śmiejąc się cicho.
- A widzisz! Myślę, że się dogadamy, będziemy potrzebowali chwili ale przy odrobinie chęci powinno być dobrze – dokończyłem swoją kawę i zamówiłem nam tym razem herbatę owocową.
Gdy już atmosfera między nami się rozluźniła, zaczęliśmy rozmawiać o tym jak ma wyglądać jego praca i na co musi uważać. Wspomniałem o stalkerze i groźbach oraz o swojej nietypowej pracy. Aleksandrowicz nie wyglądał na zaskoczonego moją profesją. Tłumaczyłem sobie to tym, że to w końcu dorosły facet i nie jedno w życiu widział.
- Nie przeszkadza ci więc mój...defekt? - wyraźnie szukał odpowiedniego słowa.
Pokręciłem głową.
- Nie nazywał bym tego „defektem”. Nie jesteś jakiś wybrakowany, po prostu masz mocniejszego kopa w jednej nodze – Adam parsknął śmiechem prawie opluwając się herbatą. Na serio Elka o nim mówiła? Jasne, facet był jak krzak z kolcami ale pod warstwą liści i ostrych krawędzi kryły się owoce. I to jakie. Musiałem poprawić się na siedzeniu. Dawno nikt mnie tak nie kręcił. Starałem się oddychać głęboko żeby nie wyjść na jakiegoś napalonego nastolatka.
Przed pożegnaniem spojrzałem ostatni raz na Adama. Przypominał mi czarnego kota. Był mrukliwy, miał cięty język i zdecydowanie nie był typem, który łatwo każdemu ulega.
Adam
Ze spotkania wyszedłem jako pierwszy i prawie z rozbiegu wsiadłem do auta. Taksówkarz posłał mi dziwne spojrzenie widząc moje czerwone policzki ale zignorowałem go i podając adres kazałem jechać.
Ledwo wytrzymałem to spotkanie. Obym się po jakimś czasie przyzwyczaił. Konrad naturalnie posiadał tą dominującą aurę. Odruchowo gestykulował, posyłał spojrzenia i mówił jakby był stworzony do swojej roli jako Dominant. Oglądałem zbyt dużo filmów z jego udziałem by nie rozpoznać tego wszystkiego, był też na tyle grzeczny by udawać, że nie przeszkadza mu moje kalectwo. Zdecydowałem, że nie mogę mu pokazać ile wiem o jego pracy. Byłoby niezręcznie a jego uprzejmość – nawet jeśli zapewne udawana – zniknęła by bezpowrotnie.
Na spotkaniu umówiliśmy się, że na dzień próbny mam pojawić się pod jego mieszkaniem byśmy razem udali się na miejsce nagrań. Stojąc pod budynkiem byłem pod wrażeniem. Szklane ściany zapewne dawały świetny widok nocą, jednak instynkt policjanta mówił mi jak łatwym celem mogą być mieszkańcy dla stalkerów.
- Ładny, co? - odwróciłem się w stronę Konrada. Miał na sobie skórzaną kurtkę i czarną koszulę na której zauważyłem cienkie także skórzane paski.
- Bezużyteczny – wypaliłem – Znaczy piękny – pokręciłem głową widząc, że unosi brew – Znaczy budynek ma ściany, które nie działają na twoje szkody...znaczy na twoją korzyść – odchrząknąłem zażenowany.
- A piękny? - uśmiechnął się jak cwaniak gdy zobaczył moją zaskoczoną minę – Powiedziałeś „piękny”? Chodziło ci o budynek?
Byłem na tyle głupi żeby odwrócić się w stronę budynku i bezmyślnie pokiwać głową.
- Bardzo, no wiesz, infrastruktura i takie tam – Konrad mrugnął kilka razy a po jego twarzy przeleciała dziwna mieszanka uczuć.
Chyba nie był zadowolony z mojej odpowiedzi chociaż nie wiedziałem dlaczego. Bez słowa machnął na mnie ręką i kazał wsiadać do auta. Skrzywiłem się sam do siebie. Nie dość, że zachowywałem się jak szczeniak to jeszcze najwidoczniej czymś go uraziłem. Rozsiadłem się na fotelu i zapiąłem pas. To będzie długi dzień.
Konrad
Ubrałem ciuchy w których wyglądam jak milion dolców a on ma jaja żeby powiedzieć, że to budynek jest piękny? Czułem, że zaraz para zacznie mi lecieć uszami. Stukałem palcami o kierownicę starając się myśleć racjonalnie. W końcu to, że on był w moim typie nie znaczy, że ja musiałem być w jego. Nie chciałem być nachalny, wyczucie granicy między subtelnością a byciem kretynem bez zahamowań była cienka.
Spojrzałem na Adama kątem oka. Był widocznie spięty, wyglądał jak kopnięty psiak. Oczami wyobraźni widział jego podwinięty ogon i oklapnięte uszy. Zrobiło mi się go szkoda, facet był rozmiarowo większy ode mnie ale kuląc ramiona wydawał się dusić pomimo włączonego nawiewu.
- Lubisz ciasto czekoladowe? - uśmiechnąłem się delikatnie w jego stronę – Dla mnie to ratunek po długich scenach, dodaje mi energii i takiej dawki cukru, że czuję się czasem rozleniwiony.
Jego uszy zrobiły się czerwone a ja zmrużyłem oczy. Pokręciłem jednak głową, to niemożliwe by oglądał moje filmy. Fakt, faktem wyglądał i zachowywał się jak idealny Sub dla mnie, ale nieświadomie rysował między nami grubą linię co jasno dawało mi do zrozumienia, że oprócz krótkiego flirtu nie miałem co robić sobie dużych nadziei. Niestety zawsze byłem niepoprawnym optymistą.
- Mam konkretną cukiernię, którą odwiedzam – włączyłem cicho muzykę.
- Tak właściwie to lubię czekoladę. Najbardziej lubię ciasta które są słodkie ale polewa jest z bardzo gorzkiej czekolady – Adam odezwał się w końcu gdy stanęliśmy w korku.
Odwróciłem się w jego stronę dając mu znak, że ma moją pełną uwagę. Wyglądało na to, że przez dłuższą chwilę będziemy stać więc mogłem sobie na to pozwolić. Brunet spojrzał na mnie rozluźniając się lekko.
- Można powiedzieć, że w temacie ciast jesteśmy podobni – uśmiechnąłem się. Byłoby miło gdyby to nie był jedyny wspólny temat.
- Co ty na to żebyśmy dzisiaj po nagraniach zjedli razem? - Adam uprzedził mnie z tym pytaniem i byłem z tego powodu bardzo zadowolony.
- Chętnie – odpowiedziałem i niestety musieliśmy przerwać naszą krótką rozmowę bym skupił się na wyprowadzeniu nas z korka.
Adam
Konrad na planie najpierw oprowadził mnie po wszystkich pomieszczeniach i pokazał też wszystkie ewentualne wyjścia ewakuacyjne. Cieszyłem się, że o tym wspomniał. Sam miałem to sprawdzić gdy on będzie zajęty nagrywaniem ale pomyślał o wszystkim.
Przedstawił mnie też wszystkim i polecił bym usiadł na jednej z kanap poza obszarem filmowania.
- Jesteś pewny, że chcesz tu zostać? Kręcimy tu gejowskie porno a do tego z gatunku S/M – dopytał wyglądając na nieprzekonanego.
- Daj spokój, jestem twoim ochroniarzem. Jak mam cię chronić z innego pomieszczenia? Poza tym mam prawie czterdzieści lat, wiem przecież jak wyglądają nadzy faceci – prychnąłem.
Wzruszył ramionami i ruszył do roboty.
- Enjoy the show! - rzucił jeszcze przez ramię mrugając do mnie z tym swoim pewnym siebie uśmieszkiem.
Czy on właśnie rzucił do mnie tekstem, którym rozpoczynał każdy live na kamerce? Mogłem umierać.
Następnym razem gdy go zobaczyłem miał na sobie tylko ciemne spodnie i koszulkę, która nie do końca była w jego typie ale dopiero gdy zobaczyłem jego partnera zrozumiałem jaką scenkę mają zamiar zagrać. Brunet z którym występował Konrad wyglądał jak typowy twink ale nie to sprawiło, że zadrżałem. Chłopak miał na sobie strój policjanta a z racji tego, że GreedyKitty zawsze gra jako Top, nie miałem wątpliwości co do tego co się stanie. Czy byłem przygotowany? Absolutnie nie.
Scenka rozpoczynała się gdy policjant przychodził do domu dilera narkotyków by zabrać go na komisariat. Oczywiście jak to bywa w tego typu filmach, diler związał policjanta i zaczęli się zabawiać. Do końca liczyłem, że ściągną mu tą głupią czapkę ale gdy zaczęła się prawdziwa akcja straciłem nadzieję.
Czułem jak coś w moich spodniach domaga się atencji. Widziałem jak ich ciała łączą się w jedno i pierwsze co przychodziło mi na myśl widząc twinka to: Chciałbym być na jego miejscu. Niestety kolejną myślą było: Nigdy nie będę w typie Konrada. Wyglądam jak typowy barczysty facet, fakt miałem mięśnie, praca policjanta była w końcu wymagająca, jednak zazdrościłem w tym momencie twinkowi. Ewidentnie nadawał się do swojej roli jako Sub. Ja to co najwyżej mógłbym robić za mięśniaka. Moje preferencje seksualne ni jak miały się do kanonu piękna w tym środowisku. Nie wspominając już o tym, że jako jednonoga kaleka byłem totalnie nieatrakcyjny. Tak skupiłem się na negatywnych myślach, że erekcja opadła mi samoistnie. Może to i lepiej.
Konrad
Przysięgam jeszcze raz dadzą mi scenę z nad wyraz udającymi jęki dzieciakami to zerwę kontrakt. Serio, ile ten gówniarz może mieć lat? Dwadzieścia pięć? Jestem aktorem więc wiem jak grać żeby wyglądać wiarygodnie ale ileż można. Brakuje mi sesji z aktorami w typie Adama. Zbudowany, męski Sub to totalnie mój temat. Nie mówię, że ten chłopaczyna pode mną był słaby ale inaczej gra się z kimś w swoim typie a inaczej z kimś z kim łączą cię tylko wyuczone ruchy.
Nie mogłem więc nic poradzić, że mój wzrok momentami wędrował do mężczyzny na kanapie. Na szczęście myślał o czymś intensywnie gapiąc się na ścianę więc mogłem podziwiać do woli. Wyobrażałem sobie, że to on jest pode mną. W mojej głowie Adam błagał mnie żebym pozwolił mu dojść.
- Ah! - twink jęknął zaskoczony gdy nieświadomie zmieniłem tempo.
Chyba odezwała się we mnie moja sadystyczna strona bo doszedłem na samą myśl o Aleksandrowiczu zdanym na moją łaskę. W po orgazmowym haju pomogłem chłopakowi dojść i oddychając ciężko wyobrażałem sobie jak mężczyzna dobrowolnie oddaje się w moje ręce. Uwielbiam ten moment gdy ludzie zawierzają mi całe swoje zaufanie. Więzi, które partnerzy S/M (i nie tylko) tworzą ze sobą od zawsze mnie fascynowały. Skupiłem się jednak by sięgnąć po wodę dla aktora obok mnie. To taki mój nawyk prywatny. Wiem, że o after care dbają najczęściej ludzie z zewnątrz ale jako Dom musiałem dawać chociaż tę marną namiastkę.
Prywatnie uwielbiałem – zwłaszcza po mocniejszych scenach – robić masaże całego ciała. Byłem zazwyczaj strasznie przylepny, sprawdzałem czy na pewno wszystko w porządku i dbałem by nasmarować maścią wszystkie ewentualne siniaki i otarcia.
Musiałem jednak przestać umawiać się prywatnie. Wielu facetów znało mnie z filmów i wykorzystywało jedynie jako dobrą zabawę. Ja zaś zostawałem sam ze swoimi uczuciami, które według nich były „niepotrzebne w tej relacji”. Żałowałem, że taka masa ludzi była takiego zdania. Wielu było zaskoczonych istnieniem czegoś takiego jak after care.
W Polsce środowisko w, którym się obracałem było mało rozpoznawalne, często ograniczone i zacofane. Spotkałem już wielu Sub'ów, którzy mieli traumę po spotkaniu jakiegoś niewyżytego Dom'a myślącego, że jeśli ktoś obdarza go czymś tak ważnym jak zaufanie to może sobie robić z tą osobą co chce, nie pytając o zdanie czy nie ustalając granic. Czasami byłem przerażony słuchając opowieści kolegów o tym jak zaczynali. Pamiętam historię Roberta (Dom'a) który jako pierwszego Sub'a miał gościa, który tylko wykorzystywał przywiązanie Roberta i ciągnął od niego kasę jak szalony.
Sam też nie miałem tylko idealnych historii. To, że pełniłem rolę „tego na górze” wcale nie oznaczało, że moje granice nie były przekraczane. Na szczęście znałem swoją wartość i od mojego pierwszego partnera nauczyłem się wszystkiego co na początek było mi potrzebne.
Adam
Gdy filmowanie się skończyło, zabrałem szlafrok z wieszaka dla Konrada i okryłem mu ramiona. Był wyraźnie zamyślony i drgnął zaskoczony gdy materiał dotknął jego skóry.
- Och...dzięki – uśmiechnął się mrugając kilkukrotnie – Mój ochroniarz myśli o wszystkim!
Pokręciłem głową widząc, że Gronczewski nie założył podanego mu ubrania a jedynie przewiesił go przez ramię pokazując swój blady tyłek całemu zespołowi. I tak widzieli go przez ostatnie 40 minut.
Po około 20 minutach Konrad wrócił ale zaraz został „porwany” przez swojego szefa. Kazał mi więc iść zaczekać w aucie obiecując, że nie zajmie mu to długo. Skinąłem tylko głową i ruszyłem wyciągając kluczyki z kieszeni.
Na parkingu jednak zatrzymałem się na chwilę wiedziony dziwnym przeczuciem. Schowany w ciemności spojrzałem w stronę samochodu blondyna. Jakiś facet grzebał coś pod maską. Szybko wysłałem sms'a oraz zdjęcie do Konrada z informacją by zadzwonił po policję. Skradałem się najciszej jak umiałem jednak coś musiało mnie zdradzić bo facet obrócił się gwałtownie i zamachnął na mnie kluczem francuskim. Uskoczyłem wpadając na filar. Lata policyjnej praktyki nie poszły jednak na marne, zaczęliśmy się szamotać. Mężczyzna zamachnął się stopą celując w moje nogi i...gorzko się przeliczył trafiając na protezę. Zachwiałem się lekko ale to on zawył z bólu. Jedno musiałem przyznać. To cholerstwo było twarde jak diabli.
Zanim facet się ogarnął złapałem go za ramiona i wykręcając do tyłu przytrzymałem przy ścianie. Konrad razem z kilkoma pracownikami już zmierzali w moją stronę.
- Nic ci nie jest?! - blondyn krzyknął biegnąc a ja pokręciłem przecząco głową. Miałem tylko rozciętą brew i może faktycznie lało się z niej dużo krwi ale zwaliłem to na fakt, że twarz jest bardzo ukrwiona.
- Czyżby to ten mój stalker? Złapałeś go w pierwszy dzień pracy! - Gronczewski zaśmiał się stając obok po czym łapiąc za kaptur spojrzał na faceta – A ty to...
Konrad zmarszczył brwi w grymasie niezadowolenia.
- Łał. Serio majstrowałeś przy moim wozie i robiłeś mi zdjęcia z ukrycia, Maciek?
- Znasz go? - zdziwiłem się.
- Niestety – skrzywił się z niesmakiem – Był moim partnerem przez krótki czas. Zerwałem naszą znajomość po tym jak ukradł mi cenną pamiątkę po babci żeby mieć kasę na prochy. Przestałem go sponsorować i z racji tego, że pamiątka była warta ponad tysiąc złotych, zgłosiłem sprawę na policję i zamknęli tego idiotę na pół roku.
Maciek szarpnął się w moim uścisku.
- Ty skurwysynu miałem iść na studia a ty wsadziłeś mnie do pierdla za durną figurkę! - ryknął wściekły.
Gdy spojrzałem na Konrada miałem wrażenie, że zrobiło się chłodniej, przełknąłem nerwowo ślinę. Zimna furia była wypisana na jego twarzy gdy nachylał się w stronę Maćka.
- Sam to na siebie sprowadziłeś. Dawałem ci co chciałeś ty zachłanna dziwko.
Gdyby kiedykolwiek Konrad powiedział coś do mnie tym tonem głosu to chyba bym padł na kolana. To nie była już dominująca aura, blondyn brzmiał teraz jak predator, który szydził ze swojej ofiary. Maciek aż szarpnął się do tyłu żeby być jak najdalej.
Policja zjawiła się w odpowiednim momencie. Po złożeniu zeznań i oględzin szkód, Maciek został zabrany a nam polecono jechać do domu taksówką. Okazało się, że chłopaczek zdążył narobić szkód i dopiero po wymienieniu kilku części będziemy mogli odebrać auto.
Konrad nie odezwał się do czasu aż mieliśmy podać adres. Niepewnie spojrzał wtedy na mnie i zapytał:
- Oferta wspólnego ciasta aktualna?
Uśmiechnąłem się i skinąłem głową a on podał dokładny adres cukierni.
Szturchnąłem go lekko ramieniem chcąc poprawić mu nastrój.
- Tak uwielbiasz to ciasto, że zapamiętałeś adres? - mój sposób zadziałał bo blondyn uśmiechnął się i zapewnił mnie, że tego ciasta nigdy nie zapomnę.
Musiałem mu szczerze przyznać rację. Ciasto było tak nieziemskie, że po pierwszym kęsie mruknąłem z zachwytu co widocznie spodobało się Konradowi. Charakterystyczny błysk pojawił się w jego oczach. Zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim i o niczym, Gronczewski opowiedział mi też historię skradzionej figurki. Okazała się ona dla niego na tyle cenna, że odwiedził prawie każdy lombard we Wrocławiu w jej poszukiwaniu. Na szczęście ją odnalazł.
- Moja babcia była jedyną osobą, która była przy mnie w moich najgorszych chwilach dorastania. Pomogła mi się pogodzić z moją orientacją. Musiałbyś ją widzieć – zaśmiał się – W szóstej klasie jeden dupek łaził za mną wszędzie krzycząc rzeczy w stylu „pedał”, „ciota” i tak dalej. Nieszczęśnik raz trafił na moją babcię gdy wracała z zakupów. Wszystko słyszała i bez zastanowienia rzuciła go w twardą bułką w głowę krzycząc „Osz ty mały gnojku niech ja cię złapię”! - zaczęliśmy się śmiać – Już nigdy się do mnie nie odezwał a mojej babci unikał jak ognia.
- Twoja babcia była cudowna – powiedziałem szczerze.
Konrad uśmiechając się upił łyk gorącej czekolady, nieświadomie zaczął bawić się pierścionkiem a ja wypaliłem:
- Pamiętam ten pierścionek! Kupiłeś sobie go na zeszłe święta mówiłeś o tym wtedy na kamerkach! - kiwnąłem sam do siebie wspominając. Nagła cisza sprawiła jednak, że uświadomiłem sobie co palnąłem. Moja twarz zrobiła się cała czerwona.
- Ty...oglądałeś mój live? - wyraźnie w szoku, mężczyzna pochylił się w moją stronę zmuszając bym na niego spojrzał – Pytałem, czy oglądałeś mój live? - jego ton głosu zmienił się na ten którego używa podczas scen a ja zadrżałem. Cieszyłem się, że wybraliśmy stolik zasłaniany kotarą. Nikt nas tutaj nie widział a fakt, że siedzieliśmy obok siebie na kanapie mi nie pomagał.
- N-nie chciałem żebyś wiedział – zająknąłem się i czułem, że zaraz zacznę paplać głupoty – Naprawdę nie wiedziałem kim jesteś gdy Elka ustawiła nasze spotkanie a potem nie wiedziałem jak ci to powiedzieć bo mówiłeś, że byli ochroniarze to byli twoi fani i oni robili ci rzeczy bez twojej zgody i nie chciałem żebyś pomyślał, że jestem jak oni – powiedziałem na jednym wdechu patrząc na swoje kolana gdzie ściskałem materiał spodni.
Konrad nie odzywał się przez chwilę, poczułem jednak jak jego palce delikatnie zaciskają się na mojej szczęce gdy obracał moją głowę w swoją stronę. Zamknąłem oczy czekając aż zacznie krzyczeć ale zamiast tego, zaledwie przez kilka sekund poczułem jego miękkie usta na swoich. Zadrżałem i uchyliłem powieki.
- Czy chciałbyś zostać moim partnerem? - gdybym stał, to pytanie zwaliło by mnie z nóg.
- Ja? Ale...um...nie jestem raczej w Twoim typie – potarłem dłonią kark – No i jest jeszcze kwestia mojej nogi, to raczej nie jest coś co kręci facetów.
Gronczewski zmarszczył brwi.
- O czym ty mówisz? Jesteś jak najbardziej w moim typie – spojrzałem mu w oczy ale nie zobaczyłem ani krzty kłamstwa – A o Twoim podejściu do Twojej nogi musimy bardzo poważnie porozmawiać. W żaden sposób nie przeszkadza mi to, że miałeś wypadek. Nie traktuj tego jak coś co ci umniejsza jako człowiekowi. Ten wypadek zmienił tylko to, że na starość będzie cię bolał o jeden staw mniej – zaśmiałem się. Czy to źle, że chciałem uwierzyć w każde jego słowo? Przy nim czułem się wyzwolony.
- Czyli...nie brzydzi cię to? - zapytałem dla pewności a on włożył mi kilka kosmyków za ucho.
- Nie. Jesteś dla mnie najatrakcyjniejszym facetem na Ziemi.
To musiał być sen. Jasne byłem świadomy, że te rzeczy o mojej nodze mówi tylko po to, żebym nie czuł się gorszy ale cała reszta brzmiała tak prawdziwie.
- Ja... - przygryzłem wargę starając się zebrać myśli – Chciałbym być Twoim partnerem ale najpierw...
- Najpierw musimy się lepiej poznać – dokończył za mnie, kładąc swoją dłoń na mojej. Uśmiechnąłem się delikatnie a gdy nasze oczy się spotkały pocałowałem go krótko i z przymkniętymi oczami zapytałem:
- Czy to jest dozwolone w czasie „poznawania”?
Jego rozpalone spojrzenie odpowiedziało za niego ale i tak zostałem zapewniony kolejnym delikatnym pocałunkiem.
Konrad
Tej nocy nie mogłem zasnąć przez liczbę endorfin w moim organizmie. Wieczór z Adamem sprawił, że czułem się jak na haju. Byłem bezsilny. Gdy fantazjowałem o jego oczach czułem jak moje serce bije szybciej. Wcześniej te uczucia były zamknięte na klucz ale gdy dowiedziałem się prawdy wszystko wypłynęło na powierzchnię. Skoro Adam oglądał moje filmy, oznaczało to, że nasze preferencje mogły się pokrywać. A nawet jeśli nie, czułem się jak zakochany jak szczeniak, nie miałem zamiaru odpuścić skoro wiedziałem, że nasze uczucia są podobne.
Jak zaczarowany obserwowałem Adama bawiącego się ze swoim kotem. Z racji tego, że dzisiaj miałem dzień wolny postanowiliśmy spędzić go na pogłębianiu naszej relacji. Pierwszą ciekawostką o Aleksandrowiczu była jego obsesja na punkcie małego brązowo-białego futrzaka. W każdym kącie mieszkania można było znaleźć zabawki należące do kotki imieniem Alex.
Mógłbym się przyzwyczaić do picia kawy w towarzystwie kulki sierści i śmiechu Aleksandrowicza. Z rozmyślań wyrwał mnie głos mężczyzny.
- Straciłem nogę w trakcie pościgu na motocyklu. Straciłem panowanie i maszyna przygniotła mi kończynę. Zostałem przeciągnięty kilka metrów po asfalcie więc nie było opcji by ją „naprawili”. Mam też rozległe blizny na plecach – skrzywił się i spojrzał na mnie. Szukał czegoś w moim wyrazie twarzy a gdy nie znalazł tego czego się spodziewał, odetchnął z ulgą.
- Cieszę się, że przeżyłeś – powiedziałem szczerze.
Adam
Byłem zaskoczony jego odpowiedzią. Nie zareagował też na wiadomość o bliznach. Czy nie robiło mu to różnicy bo i tak byłem wybrakowany?
- O czymkolwiek myślisz, przestań – rozkazał – Nie przeszkadza mi to jak wyglądasz. Przestaniesz mi się podobać dopiero gdy twoje „wnętrze” będzie popsute – mrugnął do mnie – Dziękuję, że podzieliłeś się ze mną tą częścią siebie. Czy jest coś czego chciałbyś się dowiedzieć o mnie?
Zastanowiłem się przez chwilę. Było tyle rzeczy o które chciałem zapytać, jednak było jedno specjalne, które wpadło mi do głowy jako pierwsze.
- Czy jest coś co chciałbyś robić gdybyś musiał zrezygnować z obecnej pracy?
Jego spojrzenie spotkało się z moim i wiedziałem, że zrozumiał dlaczego o to pytałem.
- Tak właściwie to skończyłem szkołę gastronomiczną – przeczesał palcami włosy – Gdybym miał zakończyć karierę, chciałbym zostać szefem kuchni. Muszę jednak zapytać, czy gdybyśmy zostali partnerami, oczekiwał byś ode mnie tego?
Przełknąłem ślinę i biorąc Alex na ręce usiadłem obok niego. Położyłem dłoń na jego kolanie i ścisnąłem lekko.
- Nie ukrywam, że mam wiele wad, potrafię być bardzo zazdrosny, jestem marudny, miewam depresyjne humory od czasu wypadku i wolę spokojne wieczory od imprez. Ale nie jestem samolubny – powiedziałem twardo patrząc mu w oczy – Jasne, chciałbym ustalić granicę, to dla mnie ważne. Ale tak długo jak „nie” będzie znaczyło dla nas „nie”, myślę, że będziemy w stanie rozpracować całą dynamikę – uśmiechnąłem się.
- Jesteś tak, kurewsko, idealny – poczułem jego dłonie na mojej twarzy, nasze usta zderzyły się w pierwszym namiętnym pocałunku.
Miałem wrażenie, że się rozpływam. W głowie wirowało mi tyle myśli, świat zdawał się zwolnić i skupić tylko na tej jednej chwili. Jedna z jego dłoni powędrowała na moje udo i gdy trafiła na protezę, spiąłem się. Odsunąłem się zawstydzony i spuściłem głowę.
- Nie lubisz gdy ktoś dotyka tego miejsca? - zapytał zatroskany Konrad, jego oczy były pełne zmartwienia gdy kciukiem pocierał mój policzek w kojącym geście.
- Nie chcę żebyś zrozumiał, że jestem obrzydliwy – blondyn nabrał gwałtownie powietrze w wyrazie szoku.
- Wiem, że zanim to do Ciebie dotrze minie trochę czasu i jeśli będzie trzeba powtórzę to milion razy. Jesteś zdumiewający i nad wyraz przystojny. Gdy tak myślisz o sobie...to rani moje serce bo dla mnie jesteś idealny.
Poczułem jak łzy napływają mi do oczu. Sposób w jaki Konrad na mnie patrzył był tak wypełniony adoracją, że przez chwilę poczułem się najpiękniejszą istotą na ziemi.
Gronczewski uklęknął przede mną i w niemym pytaniu chwycił za nogawkę moich spodni. Skinąłem niepewnie głową. Mężczyzna podwinął materiał i przysuwając się z namaszczeniem pocałował miejsce gdzie moja noga łączyła się z protezą. Coś ścisnęło moje serce i klatkę piersiową. Czułem, że brakuje mi tchu. Kochałem Konrada tak mocno, że miałem wrażenie, że nie znam tylu słów by opisać jak bardzo moje serce drży na jego widok. Czy w tym wieku można jeszcze kochać tak dziko i romantycznie? Byłem najlepszym dowodem takiej miłości.
Konrad
„Your beauty never ever scared me” (Mary on a Cross – Ghost)
Poznawaliśmy się powoli, nie spieszyliśmy się. Chodziliśmy na randki, spacery. Chyba tego od zawsze mi brakowało. Jako nastolatek myślałem o seksie jak o jedynej formie utrwalania więzi. W trakcie mijających lat nauczyłem się, że sztuką pięknej więzi jest zaufanie. Mogę śmiało powiedzieć, że na Adama czekałem całe moje życie. Nasz związek był pierwszym, który nazwałbym „prawdziwym”. Warto więc było czekać na nasz pierwszy raz.
Nie był on planowany, przynajmniej nie przeze mnie. Jednego wieczoru gdy wróciłem z zakupów – po pół roku postanowiliśmy zamieszkać ze sobą – zastałem Adama w naszej sypialni siedzącego na łóżku w samych bokserkach, świeżo po kąpieli. Nie byłoby to nic nowego gdyby nie cienki skórzany pasek na jego szyi oraz dłuższy pasujący, który trzymał w dłoni. Przełknąłem ślinę gdy uniósł wzrok.
- Myślę, że jestem gotowy – przygryzł wargę. Kilka tygodni wcześniej odbyliśmy rozmowę na temat swoich granic oraz dałem mu do zrozumienia, że o ile ja jestem gotowy przejść dalej, to nie spieszy mi się i zrobimy to gdy będzie gotowy.
Patrząc jednak na to jak dosłownie przez sam jego widok byłem gotowy chyba nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo będę musiał się powstrzymywać, żeby tylko nie zacałować go na śmierć. Byłem z nas taki dumny, nasza więź była dla mnie cenniejsza od złota.
- Uśmiechasz się jakbyś wygrał los na loterii – zawstydzony brunet odwrócił wzrok – Czy możemy po prostu przejść do części gdzie sprawiasz, że tracę rozum?
Zaśmiałem się i podszedłem by ucałować jego czoło.
- Z największą przyjemnością, skarbie. Delikatnie i spokojnie czy szybko i dziko? - przechwyciłem od niego skórzany pasek.
- Czekałem na to odkąd zobaczyłem twój pierwszy live – pocałował mnie szybko – Albo ty zrobisz ze mną co zechcesz albo sam to zrobię.
- Kocham gdy tak do mnie mówisz – wyszczerzyłem zęby w uśmiechu ściągając koszulkę przez głowę – Mamy tu jednak pewne zasady, prawda?
Popchnąłem go delikatnie na plecy i nachylając się zacząłem całować jego brzuch. Zadowolone westchnięcie opuściło te cudowne malinowe usta. Powędrowałem więc dłońmi na jego uda unosząc je i przenosząc się tam z pocałunkami. Przez cały ten czas utrzymywałem swoje spojrzenie na tym rozochoconym obliczu. Czerwone policzki, roztrzepane brązowe kosmyki i te wilgotne grzeszne usta sprawiały, że w moich spodniach zaczynało brakować miejsca. Przez ten cały czas zebrało się w nas tyle nagromadzonego podniecenia, że byłem zdziwiony tym w jak stałym rytmie podążaliśmy do celu.
Ściągając resztę naszych ubrań musieliśmy przerywać by nasze wargi mogły się spotkać a dłonie zwiedzić, każdy wcześniej nieodkryty zakamarek. Ocieraliśmy się o siebie niczym fale ocierające się o skały w trakcie sztormu i równie gwałtownie przyszło pierwsze spełnienie. Oddychaliśmy ciężko śmiejąc się cicho.
- Pierwszy raz od dawna doszedłem tak szybko – parsknąłem błądząc palcami po jego ciele. Potrzebowaliśmy chwili by wrócić do gotowości ale nie spieszyliśmy się. Mieliśmy całą noc dla siebie.
- Mógłbym sprawić, że doszedł byś jeszcze szybciej – Adam oblizał wargi mrużąc oczy.
Ucałowałem jego nos i obiecałem, że przyjdzie jeszcze na to czas. W końcu obaj nie mogliśmy się doczekać naszego połączenia. Przygotowywałem go pewnymi i sprawnymi ruchami chcąc oszczędzić mu jak najwięcej bólu. Lubrykant spływał po moich palcach na prześcieradło ale nie miałem nawet czasu by skupić się na niczym innym niż na odgłosach jakie wydawał Adam. Chcąc wydobyć ich jak najwięcej pochyliłem się nad jego męskością otaczając ją ciepłem moich ust. Jego palce zacisnęły się się na materiale.
- C-czekaj – jęknął – C-chcę z Tobą...jestem gotowy...proszę – poruszył biodrami w jednoznacznym geście.
- Kocham gdy tak pięknie prosisz – niespiesznie zacząłem w niego wchodzić.
Zatrzymałem się gdy wszedłem do końca. Dawałem mu czas na przyzwyczajenie się a sobie dawałem odetchnąć. Jego ciepło było tak przyjemne a widok jaki rozpościerał się przede mną sprawiał, że krew szybciej płynęła w moich żyłach.
Adam
Czułem się jakbym tracił zdolność racjonalnego myślenia. W mojej głowie kotłowały się już tylko cztery słowa „Kocham cię, błagam, szybciej” i tylko cichy głęboki śmiech jaki rozległ się przy moim uchu był znakiem, że tracąc kontakt z rzeczywistością wypowiedziałem to wszystko na głos.
- Ja też Cię kocham, skarbie.
Rozpływałem się za każdym razem gdy to mówił. Zwłaszcza gdy mówił to tym głosem. Byłem w stanie uwierzyć, że ziemia ma kształt gwiazdki gdy tylko tak do mnie szeptał. Nic więc dziwnego, że byłem teraz pewny, że kocha tylko mnie i jestem jego jedyną miłością. Nadal rozczulał mnie fakt, że podczas, każdego mojego słabego momentu Konrad całował moją nogę i moje blizny.
Tak jak teraz, gdy dawał mi czas na przyzwyczajenie. Jego usta zostawiały mokre pocałunki na całym moim ciele. Było to nadzwyczaj przyjemne ale tym razem potrzebowałem czegoś więcej. Ruszyłem więc zachęcająco biodrami a on upewniając się, że na pewno jestem gotowy a nie tylko niecierpliwy, zaczął się poruszać.
- Mój – ugryzł mnie delikatnie w szyję.
Jestem jednocześnie za stary by skończyć tylko przez to jedno słowo i zbyt zakochany by nie wywołało to drżenia na całym ciele. Moje dłonie powędrowały do silnych ramion blondyna. Odchyliłem głowę w tył w spazmie rozkoszy i nieświadomie zacisnąłem się na nim co zostało nagrodzone głębokim pomrukiem.
- Powiedz mi jeśli nie chcesz bym doszedł w Tobie – jego oczy były skupione na moich, patrzył na mnie w taki sposób, że jedyną odpowiedzią jaką otrzymał był przeciągły jęk.
- Używaj słów, kochanie. Inaczej to miejsce...- poruszył mocno biodrami -...zostanie wypełnione przeze mnie.
- Tak! Kurwa...ja...proszę – doszedłem na swój brzuch i jego rękę, która nawet nie wiem kiedy się tam znalazła.
Konradowi zajęło kilka ruchów więcej by skończyć we mnie.
- Kocham Cię – wyszeptał kładąc się obok mnie i błądząc dłonią po mojej twarzy. Jego oczy błyszczały w słabym świetle które okalało pokój – Nie ważne ile razy to mówię, mam wrażenie, że nie jesteś w stanie pojąć jak bardzo chciałbym się nigdy z Tobą nie rozstawać.
- Czuję to samo – ucałowałem jego dłoń.
Odnalezienie Konrada było dla mnie jak drugi oddech. Nauczył mnie od nowa jak akceptować mój obecny stan i chociaż nadal miewałem napady melancholii, to wiedza, że mam się do kogo zwrócić była orzeźwiająca.
Nawet początkowa zazdrość o partnerów zawodowych Konrada minęła. Po tym jak raz podczas przygotowywania obiadu zrobił mi godzinny wykład, którego głównym tematem było „Rzucam tę robotę! Przez Twoje cudowne ciało już mi nie staje na widok bladych wychudzonych twinków” Przyznam, że połechtało to moje ego a sam widok Gronczewskiego, który wywijał drewnianą łyżką jak szpadą udając, że „niszczy krzywdzący obraz osób na dole” był przekomiczny. Musiałem jednak przyznać mu rację, zdecydowanie za mało było filmów pokazujących odwrotność typowych sytuacji. Najczęściej to ten wysoki barczysty facet był Top podczas gdy Konrad wolałby pokazać nas jako idealny przykład przeciwieństwa. Fakt byłem od niego trochę większy i nie przeszkadzało mi to.
Z rozmyślań wyciągnął mnie głos ukochanego.
- O czym myślisz? - zapytał czyszcząc mnie dokładnie. Przysięgam tak się zagubiłem w swoich myślach, że nie zauważyłem nawet kiedy wstał i sięgnął po chusteczki nawilżane.
- Chyba chciałbym z Tobą zagrać – wymamrotałem chowając twarz w poduszę.
- Zagrać? Masz na myśli...oh! - rzuciłem mu krótkie spojrzenie.
Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Tak! - wyrzucił ręce w powietrze a ja zamrugałem śmiejąc się w szoku – Obiecuję ci nie pożałujesz! Razem podbijemy cały świat!
- Mamy prawie po czterdzieści lat, nie sądzisz chyba, że zostało nam wiele lat „kariery” - rzuciłem go poduszką a on chwycił ją i przygryzając wargę spojrzał na mnie poważniej.
- To miała być niespodzianka ale...za trzy miesiące zmieniam pracę – podniosłem się zszokowany – Nasz filmik byłby ostatnim w mojej karierze. Jeśli nadal chcesz – pocałował mnie miękko.
- Jeśli będziesz dzięki temu szczęśliwy, to nie mam nic przeciwko – przeczesałem palcami jego włosy.
Znów mnie pocałował, tym razem mocniej, przekazując mi tyle emocji ile był w stanie ich przelać w ten jeden gest. Któż by się spodziewał, że przez jeden wypadek moje życie zmieni się na lepsze?
