Actions

Work Header

Ślepa wiara

Chapter Text

Dean wrzucił kolejną koszulę do kartonu. Pomimo tego, że za nim stał już jeden wypakowany po brzegi książkami i bibelotami, wciąż wiele pozostało, ubrania, pamiątki i kolejne szpargały. Nigdy nie lubił się pakować, przenosić. Nie lubił pożegnań ani zmian. Spędził piętnaście lat w tym domu, z nim wiązał najwięcej wspomnień, tych dobrych, ale też i złych. Pamiętał wszystkie wakacje spędzone na zabawie z rodzicami i bratem. Pamiętał też wszystkie żarty, które z bratem robili rodzicom i sąsiadom, nawet wszystkie jedynki, które udało mu się zarobić w szkole. Niestety w pamięci zostawały też wspomnienia z tragicznego wypadku samochodowego matki. Mary… Prześliczna, odważna, mądra kobieta, Alfa … Nic dziwnego, że paręnaście lat wcześniej John zakochał się w niej na zabój, tak nagle, jak grom z jasnego nieba trafił go piorun miłości do tej ślicznej młodziutkiej Alfy i tak samo nagle ją stracił…

Kochali się przez tyle lat, zostali rodzicami wspaniałej dwójki, cieszyli się życiem, aż do tamtej feralnej nocy, gdy padał rzęsisty deszcz, a Mary wracała z pracy. Dean pamiętał wszystko, pamiętał telefon, który John dostał z policji, z wiadomością o jej wypadku, o jej śmierci. Pamiętał płacz ojca, to jak przytulił do siebie swoich synów, chcąc dodać im i sobie otuchy w tej ciężkiej chwili. Był to cios dla nich wszystkich. 10-letni wtedy Dean, rozumiał, co się dzieje, opłakiwał matkę razem z ojcem, uczestniczył w pogrzebie, nawet powiedział kilka słów nad jej grobem ze wzruszającą dziecinną szczerością. Podziękował za to, że była, że się nimi opiekowała, że gotowała mu zupę pomidorową, gdy był chory, dokarmiała go jego ulubionym ciastem, śpiewała Hey Jude przed snem i robiła to wszystko, co najukochańsza matka na świecie. John wzruszył się mową synka, choć starał się tego nie pokazać. Trzymał przy boku malutkiego Sammyego. Dobrze, że miał wtedy tylko 6 lat i wielu rzeczy jeszcze nie rozumiał, przynajmniej nie był okaleczony wspomnieniami z pogrzebu, z czasu żałoby.

John bardzo się zmienił po śmierci żony. Nie mógł się z tym pogodzić, tak nagle został sam, bez ukochanej kobiety przy boku, bez oparcia, bez pomocy w wychowywaniu jeszcze małych dzieci, ale musiał się pozbierać. Dla nich…

Jednak już nigdy nie był taki sam jak dawniej. Dean od tamtego czasu nie widział na jego twarzy uśmiechu. Przed tym feralnym wydarzeniem zawsze znajdywał czas dla swoich synów. Bawił się z nimi, grał w baseball, pozwalał siedzieć na kolanach, gdy prowadził Impalę.

Teraz nie było o tym mowy. Wszystko przez ten cholerny kościół. John po utracie Mary stał się bardzo wierzący. Znalazł sobie nowe oparcie, w formie kościoła wyznającego Najwyższą Watahę i Najwyższego Wilka. John już od pierwszej mszy wkręcił się bez reszty, zupełnie zapomniał o swoich racjach i zaczął ślepo kopiować powszechnie uznawane przez kościół wzorce. Przewrócił do góry nogami nie tylko swoje życie, ale też i całej rodziny. Tradycje nowej religii przeniósł do domu. Poranne modlitwy, modlitwa przed posiłkiem, przed snem i czasem nawet w ciągu dnia. Dean miał tego szczerze dość, ale póki co był niepełnoletni i nic nie mógł zrobić.

Najgorsze jednak było przed nim. Przez lata wpajania mu wzorców prawdziwego Alfy, odważnego, nieustępliwego samca, Dean zaprezentował się jako Omega. Był to szok dla nich wszystkich, zwłaszcza dla Johna. Dean czuł wewnętrznie, że nie jest Alfą. Coraz częściej bał się i uciekał, zamiast walczyć. Mógł, choć też ciężko było w to uwierzyć, ale okazać się betą, ale żeby Omegą… ? Z rodziców Alf, jakimś cudem okazał się być Omegą, słabym, strachliwym Omegą…

Dean wrzucił kolejne kilka par jeansów i koszulek. Ciężko było mu o tym wszystkim myśleć, ale żeby móc zacząć żyć bezpiecznie i w zgodzie z kościołem, musiał się przeprowadzić. Tutaj wszystkie Alfy znały go, w końcu miał być jednym z nich, a w takiej sytuacji, gdy, przynajmniej według kościoła, byli potencjalnymi zagrożeniem…

Kościół wpłynął nie tylko na modlitwy, czy styl życia. Zawładnął też okresami godowymi Deana. Gdy tylko zaprezentował się i dostał pierwszej rui, John od razu, gdy otrząsnął się z szoku, pobiegł do siedziby kościoła i dowiedział się dosłownie wszystkiego; jak ma się obchodzić z synem Omegą, jak ma go wychować, co zrobić, by był mu posłuszny, by w przyszłości został dobrym partnerem.

Dean był młody, miał 16 lat, gdy zarepetował się i niewiele wiedział jeszcze o stosunkach między Alfami i Omegami, o współżyciu, ani tym podobnych rzeczach, ale za parę lat… Musiał być przygotowany…

John, nie zważając na nic, zostawił cierpiącego, wystraszonego syna samego, bez jakiejkolwiek fachowej pomocy. Sammy też wtedy jeszcze zaledwie 11-letni, niewiele rozumiał i niewiele mógł pomóc. Dean leżał w samych bokserkach, starając się ze wszystkich sił, by zrobiło mu się choć odrobinę chodnej. Ojciec przed wybiegnięciem z domu krzyknął jedynie, by pod żadnym pozorem nie wychodził i by nikomu nie otwierali, ani nie uchylali okien, by zapach samotnej Omegi w rui, pragnącej partnera nie przynęcił niepożądanych gości.

Sammy na prośbę brata przyniósł mu wody z lodem i kompres, co zrobił, ale nie bez uszczypliwej uwagi, że wydziela bardzo intensywny zapach, który bardzo drażnił młodzieńcze zmysły. Deanowi zrobiło się przykro, miał tego świadomość, ale co on mógł z tym zrobić…? Zresztą, mało go to teraz obchodziło, jedyne czego pragnął, to by jakiś Alfa zajął się nim porządnie. Warknął sfrustrowany na brata, by wyszedł i zostawił go wreszcie samego. Położył się na brzuchu, czując, jak spokojny dotąd organ nabrzmiewa i zaczyna nieprzyjemnie drgać, domagając się o swoje. Dean miał nadzieję, że jeśli przyciśnie ciało do materaca, uda mu się stłumić to dziwne uczucie, ale było tylko gorzej. Poczuł nieodpartą potrzebę, by poruszyć biodrami, a gdy tylko to zrobił, poczuł coś, czego nigdy dotąd nie czuł. Przyjemność, nieznana i dziwna, ale dająca ukojenie. Dean nie wiedział, czy to, co robił, było właściwe, ale nie był w stanie się powstrzymać. Powoli ocierał się biodrami o prześcieradło, zaciskając dłoń na pościeli. Poczuł, jak spomiędzy pośladków sączy się śluz, o bardzo intensywnym zapachu, którego nie sposób, było nie zauważyć. Sam zapukał i spytał go, co robi i czy wszystko w porządku? Dean jedynie odkrzyknął, że nic mu nie jest i ma sobie iść. Sam zdziwiony wykonał polecenie, nieznacznie się ociągając.

Dean sięgnął dłonią za siebie i dotknął się w tym miejscu, skąd wypływał śluz i poczuł, że jest tam niebywale wilgotny, że to z tamtego miejsca promenuje ciepło, że potrafiłby nawet wsunąć tam palec. Powili przesunął opuszkiem po zewnętrznych mięśniach i poczuł, że to daje jeszcze większą przyjemność, niż ocieranie się. Przez chwilę zbierał się na odwagę, by wsunąć palec do środka, gdy jego ojciec wszedł do pokoju i z automatu nawrzeszczał na niego.

-Co ty wyprawiasz?! Nie wolno ci tego robić! Nigdy, rozumiesz?!- John podskoczył do syna i chwycił go za nadgarstek, by wyciągnąć jego rękę spod materiału bokserek.- Synu…- John odetchnął i usiadł na skraju łóżka, utrzymując bezpieczny odstęp. Dean miał prawo tego spróbować, nie wiedział nic o tych sprawach, robił wszystko instynktownie, to co jego ciało i gorączka od niego oczekiwały. Nie wiedział, że to zakazane, że on jako Omega musi być czysty, nieskazitelnie czysty, dziewiczy dla swojego przyszłego Alfy. –Posłuchaj, musimy porozmawiać. Byłem w siedzibie i dowiedziałem się wszystkiego. Omegi mają przestrzegać bardzo rygorystycznych zasad.- Dean dalej czuł, jak gorączka wymęcza go od środka, ale starał się słuchać ojca, musiał, by żyć zgodnie z religią i nie narazić się w przyszłości na gniew ojca. – Powiedzieli mi, że ruje, zwłaszcza te pierwsze są bardzo ciężkie i młode Omegi, bardzo trudno je znoszą. Jest to dla nich nowe uczucie i nie umieją sobie z nimi poradzić, dlatego muszą się uczyć, wytrzymywać ten stan. Dopiero gdy skończysz 21 lat, możesz zacząć szukać sobie Alfy, a sparzyć się dopiero po ślubie, rozumiesz chyba, co mam na myśli…?- John spytał, chcąc mieć pewność, że syn nadąża. Nigdy nie kłopotał się jego wychowaniem seksualnym, ale teraz nie miał wyjścia, musiał przeprowadzić tę męską rozmowę…- Chodzi o to, by jakiś Alfa cię posiadł, znaczy…- Ughh, nie wiedział, że tak ciężko będzie mu rozmawiać z własnym synem. Chciał wszystko mu wytłumaczyć, by nie było niedomówień i chłopak nie zmartwiał się tym ciągle. Starał się wszystko przekazać mu możliwie najprostszą drogą, starając się przy tym go nie urazić.- Nie możesz uprawić seksu z żadnym Alfą. Alfy mając przed sobą niezaklinowaną Omegę, wariują, instynkt woła nas, by was posiąść, zaklinować, zapłodnić… Rozumiesz?- Dean był trochę wystraszony, ale starał się słuchać, co mówi jego tata. Powoli kiwnął głową.- Dopiero, gdy będziesz pełnoletni, będziesz mógł pozwolić jakiemuś Alfie, temu, któremu się spodobasz i któremu ty sam będziesz chciał się oddać, by cię zaklinował, a potem spłodził szczeniaczka. Wiem, że to teraz brzmi dla ciebie trochę abstrakcyjne, jesteś bardzo młody i masz jeszcze sporo czasu przed sobą, ale mówię ci to dlatego, by cię uświadomić i wpoić ci, że na ten czas też masz parę zakazów i nakazów.- Tego Dean najbardziej się obawiał. Gdy zobaczył reakcje ojca, na to, co robił, wiedział, że to z pewnością będzie tego dotyczyć. – Nie możesz spotykać się z żadnymi Alfami, niektóre nie będą potrafiły się przy tobie opanować i będą próbowały przywłaszczyć cię siłą. Nie chcę, by cię skrzywdzili, zgwałcili, a tym bardziej, byś został zaklinowany w tak młodym wieku i złamał zasady panujące w naszym kościele. To samo dotyczy tego, co robiłeś przed chwilą. – John widział, że syn jest tym wszystkim przestraszony, zawstydzony i zmęczony, więc postarał się złagodzić ton.-Ja rozumiem, że czułeś potrzebę, by to zrobić, ale nie możesz, tak jak ci mówiłem, Omegi stanu wolnego nie są zaspokajane przez swoich partnerów, dopiero jak będziesz dorosły, będziesz w związku, jakiś Alfa cię zaklinuje, to wtedy podczas rui on będzie cię zaspokajał i pomagał przetrwać te chwile, a na razie musisz to po prostu przetrzymać… Wiem, że jest ci ciężko, zwłaszcza z początku będzie, ale potem nauczysz się, jak panować nad ciałem i nad jego potrzebami. To, co przed chwilą próbowałeś zrobić, to się nazywa masturbacja. Chciałeś sam się zaspokoić i choć wiem, że to bardzo przyjemne i pomaga ci się zrelaksować i zmęczyć jakoś tę ruję, to muszę ci tego zakazać. Choć będzie ci ciężko, to musisz się pilnować, pozostać pod każdym względem w czystości. Nie chodzi tylko o to, byś nie przespał się z pierwszym lepszym Alfą, ale też byś się nie rozdziewiczył palcami, lubi nie daj boże jakimś dildo, czy wibratorem, proszę synu, pamiętaj o tym, chcę cię uchronić przed grzechem. Chcę, by twój przyszły Alfa był z ciebie zadowolony, by nie usłyszał, że przed nim rżnąłeś się palcami czy czymkolwiek innym, to on musi być dla ciebie pierwszy, rozumiesz?- Dean miał już łzy w oczach, gorączka go wykańczała, a koniec tej nieprzyjemnej, wstydliwej rozmowy nie nadchodził.

-Tato, to jest tak ciężko wytrzymać… Źle się czuję. To boli…- Dean zaskomlał, mając nadzieję, że tata zrobi jakiś mały wyjątek, pozwoli mu się po dotykać, że jakoś mu pomoże, coś poradzi, albo chociaż przytuli i powie, że wszystko będzie dobrze. W końcu nie tylko John był zaskoczony prezentacją syna, ale przede wszystkim sam Dean. To w ogóle nie miało być tak, miał być Alfą, zadawał się z samymi Alfami, szkolił się na Alfę, pana domu… A tu taka niespodzianka.

-Podczas rui będziesz musiał siedzieć w domu.- John nic sobie nie zrobił z reakcji Dean i kontynuował.- Nie będzie ci wolno wyjść, choć na moment, choć na sekundę otworzyć okna, jeśli nie chcemy, by jakiś chętny i napalony Alfa przyszedł tu i domagał się, byś się przed nim zaprezentował, by mógł cię zaklinować. Ja ci ze wszystkim pomogę, będę cię bronił, ale musisz się mnie słuchać. – Dean zapłakał żałośnie, nie mogąc już wytrzymać. John zawarczał i Dean natychmiast spróbował się opanować. – Jeśli przyłapię cię na tym, że się zaspokajasz, ukarzę cię. Musisz nauczyć się dyscypliny, jeśli chcesz być w przyszłości dobrym Omegą dla swojego Alfy. – John wstał z łóżka i wyprostował się. –Chyba nie muszę dodawać, że jeśli zobaczę, że mnie nie słuchasz, albo przymilasz się do jakiegoś Alfy, zamknę cię w domu, załatwię ci nauczanie indywidualne i dopilnuje, żebyś do czasu uzyskania pełnoletniości nie wyszedł z tych murów.

Dean rozpłakał się już na dobre, teraz bał się nie tylko o to, jak będzie sobie radził, ale też bał się ojca. Wiedział, że jest rygorystyczny, że będzie go pilnował i nie pozwoli złamać mu żadnej z zasad, ale na samą myśl o karze całe jego ciało zadrżało.

-Zostawię cię teraz samego, byś sobie to wszystko poukładał. Ufam ci i wierzę, że się dostosujesz. Nie mam do ciebie żalu za ten wybryk, nie wiedziałeś, kierowałeś się tym, co każda płodna Omega, ale mam nadzieję, że to się więcej nie powtórzy.- Ostatnią część zdania zaakcentował bardzo wyraźnie, przez co Dean zrozumiał, że musi się podporządkować. John widział rozbicie chłopaka. Za dużo ostatnio spadło na jego barki. Wieść o tym, że został Omegą, że musi porzucić swoje dawne życie, zacząć całkiem nowe, że nie będzie potrafił żyć na własną rękę, będzie zależny od swojego Alfy, że będzie przechodził ruje, które tak ciężko jest przetrwać bez pomocy partnera, a właściwie jego klina, że zamiast być traktowanym z powagą, z szacunkiem, po prostu jak Alfę, w zamian zostanie Omegą swojego Alfy, wilkiem bez większych przywilejów, a jeśli trafi na konserwatywnego Alfę, jedynie dziurką do zaklinowywania, popychadłem, kurą domową…

Dean obrócił się na plecy i otarł łzy. Nie mógł uwierzyć, że tak ciężko jest wytrzymać te ruje. Pierwsza należała do najgorszych, nie wiedział czego się spodziewać, bał się i strasznie cierpiał. Był pewny, że lada moment spłonie, albo wybuchnie. Poranki były najgorsze, budził się zlany potem, w pościeli mokrej nie tylko od potu, ale też i nasienia. Przed zaprezentowaniem się, nigdy nie odczuwał żadnego pociągu seksualnego, a teraz jego ciało dosłownie szalało. Nie potrafił sobie poradzić. Ojciec, jak obiecał, pomagał mu… Przynosił kompresy i lemoniadę, raz nawet, by umilić mu ten ciężki okres, przyniósł mu babeczkę z cukierni nieopodal ich domu. Zgodnie z kościołem, wszelkie smakołyki były tylko niepotrzebnymi fanaberiami, zbędnym dogadzaniem ciału, zamiast duszy, dlatego ten gest zdziwił chłopaka, ale czuł, że ojciec, mimo wszystko stara się go wspierać.

Dean zakleił taśmą wieczko kartonu i odstawił je na podłogę. Żegnał się z tym domem, z tym miastem, gdzie każdy Alfa doskonale go znał i wiedział, gdzie mieszka, co było dla niego niebezpieczne. Ojciec, widząc zalecające się do niego Alfy, wytrzymał do końca roku szkolenego i zdecydował o wyjeździe. Musieli przenieść się z ich rodzinnego Lawrence do Lebanon. Może do miasta w tym samym stanie, ale z pewnością miejsca, gdzie nikt nie ma pojęcia, kim jest Dean Winchester- Omega…