Actions

Work Header

Zemsta

Work Text:

Konrad krążył wściekle po ciasnej, kamiennej celi. Jego kroki odbijały się echem po pomieszczeniu.

Z Bogiem nie szło się ostatnio dogadać. Zazwyczaj nie odpowiadał, ale jeśli już się to zdarzyło, to gadał same bzdury o cierpliwości. Polska pod zaborami, wróg chce nas zniszczyć kulturowo, a ten "cierpliwości". Ha!

 Nieważne. Teraz już nieważne. Mieli podstawowy plan, ustalony na spotkaniu wigilijnym. Reszta w praniu wyjdzie. I niech Bóg błogosławi Kaprala.

Zamek drzwi szczęknął głośno i do celi wszedł właśnie Kapral. Poeta miał nadzieję, że kto inny będzie ofiarą. Polubił Kaprala, był on Polakiem i umożliwił im spotkanie w Wigilię. Ale potrzebował ofiary. No cóż, niech Bóg błogosławi jego duszę.

Konrad rzucił się na mężczyznę i powalił na ziemię. Szamotali się przez chwilę, tarzając po zimnej posadzce. Gdy Kapral wyszedł z pierwszego szoku, zaczął stawiać zacięty opór i chciał krzyczeć, ale Konrad zasłonił mu usta dłonią.

I wbił ostre kły w szyję.

Wysysał ciepłą, lepką krew, czuł ten metaliczny smak, ale był w nim piekący posmak. Oj, Kapral pił na służbie.

Konrad wytarł usta i wyszedł z celi.

Teraz wystarczy uwolnić towarzyszy i wymknąć się z więzienia podziemiem.

Ruszył korytarzem, nucąc cicho "Zemsta, zemsta, zemsta na wroga. Z Boooogiem, i choćby mimo Bogaaaa."