Actions

Work Header

Rozmawiając ze Śmiercią

Work Text:

Gabriel patrzył Lucyferowi prosto w oczy, gdy ten się podniósł.

—Lucy… Jestem w domu — powiedział.

Diabeł podniósł się z podłogi i ruszył w stronę Kali, by ją zabić.

— Nie tym razem. — Trickster zasłonił pogańską boginię i pomógł jej się podnieść. — Chłopaki! Zabierzcie ją stad! — krzyknął w stronę Winchesterów.

Sam i Dean wyszli zza stołu i omijając Lucyfera szerokim łukiem, wyprowadzili Kali z sali.

— Dla dziewczyny? Naprawdę, Gabrielu? Mam nadzieję, że nic nie złapałeś, kiedy zwiedzałeś slumsy — powiedział starszy archanioł lekkim, ale trochę zaniepokojonym tonem.

Zrobił zabawną minę, gestykulując, jak zawsze przy ich rozmowach.

— Lucyferze, jesteś moim bratem i kocham cię — zaczął Gabriel, a mina Lucyfera diametralnie się zmieniła. Wyprostował się, przyjmując postawę starszego brata. — Ale prawdziwy z ciebie kutas — zakończył, marszcząc czoło.

— Coś ty do mnie powiedział? — spytał Lucyfer, przybliżając się do Trickstera.

— Spójrz na siebie! — Gabriel nie pierwszy raz używał przy nim swojego szyderczego tonu, ale jeszcze nigdy nie robił tego, gdy gra miała tak wielką stawkę.

 Diabeł położył ręce na biodrach, przybierając swoją pozę, którą młodszy z braci pamiętał, jako tę, której należało się obawiać. Nie przestraszył się jednak, a kontynuował spokojnie:

— Boo hoo! Tatuś jest na mnie zły, więc rozwalę wszystkie jego zabawki!

— Zważaj na swój ton! — warknął Lucyfer.

— Możesz udawać ofiarę tak długo jak chcesz. Ale ty i ja? My znamy prawdę. Tata kochał cię najbardziej. Bardziej niż Michała, bardziej niż mnie. — Gabriel wyzbył się już całego żalu z tych słów. Nie brzmiały tak gorzko, jak przed wieloma wiekami, gdy uciekał z domu. — Ale wtedy pojawiło się nowe dziecko w domu, a tu nie mogłeś tego znieść. Więc to wszystko, to tylko wielki napad złości. — Lucyfer uśmiechnął się krótko, słysząc to. — Czas dorosnąć.

Anielskie ostrze błysnęło w świetle zapalonych lamp.

 

W tym samym czasie, Dean, Sam i Kali wybiegli z hotelu.

— Nie wsiądę do tego — powiedziała bogini, wskazując na auto.

— Ta, wsiadaj do auta księżniczko — rozkazał Dean, siadając za kierownicą.

Widział jak Sam otwierał Kali drzwi, a chwilę później usiadł obok niego. Gdy tylko jego brat zamknął drzwi, Dean ruszył z piskiem opon.

 

— Gabrielu, jeśli robisz to dla Michała… — zaczął Lucyfer.

— Walić go — przerwał mu brat. — Jeśli stałby tu, to też skopałbym mu dupę.

— Ty nielojalny… — Diabeł wycelował w niego palcem, zupełnie jakby chciał dać mu naganę.

— Ależ jestem lojalny! Im! — krzyknął.

— Komu? — spytał rozbawiony Lucyfer. — Tym samozwańczym bogom?

Zaczęli zataczać wokół siebie koło i to mogło wydawać się niezamierzone, ale każdy z nich, dokładnie wiedział co robił.

— Ludziom, Lucyferze. Ludziom — powiedział Gabriel.

— Więc jesteś gotów umrzeć, za chmarę karaluchów. Czemu? — Starszy archanioł nie rozumiał, jak jego brat mógł  być tak głupi.

— Ponieważ tata miał rację. — Głos Trickstera był spokojny i pewny siebie. — Są lepsi od nas.

— Są zepsuci! Złamani! — Nie wytrzymał Lucyfer. — Niedoskonali!

— Cholerna racja. Są niedoskonali — powiedział Gabriel i westchnął. — Ale wielu z nich próbuje. Starają się być lepszymi, wybaczać — odsunął się trochę od brata. — Żebyś widział Spearmint Rhino — chciał przybrać lekki ton, ale niezbyt mu to wyszło.

Lucyfer wyglądał na zdradzonego.

— Długo nie opowiadałem się za żadną ze stron — przyznał Gabriel. — Ale teraz jestem w grze i nie jestem ani po twojej, ani po Michała stronie. Tylko po ich.

Wymienili spojrzenia.

— Bracie, nie zmuszaj mnie do tego — powiedział słabym głosem Lucyfer.

— Nikt nas do niczego nie zmusza — przypomniał mu brat.

— Wiem, że myślisz iż postępujesz słusznie, Gabrielu. — Lucyfer spojrzał na Gabriela smutno, wiedząc o tym, że się skopiował. — Ale wiem, gdzie naprawdę znajduje się twoje serce.

Starszy z braci odwrócił się nagle, chwytając wycelowane w siebie ostrze i dłoń Gabriela, by wbić je prosto w serce swojego młodszego brata.

Kiedy zobaczył jego bursztynowe oczy i przypomniał sobie o dawnych czasach poczuł, jakby ten miecz znalazło się w jego sercu, a nie Trickstera.

— Tutaj. — Odwrócił się, by zobaczyć jak iluzja znika. Znów spojrzał na brata. — Amatorskie hokus-pokus. Nie zapominaj, że nauczyłeś się tej sztuczki ode mnie, młodszy bracie.

Przekręcił ostrze bardziej, a łaska zaczęła ulatywać z Gabriela w rozbłysku jasnego światła. Lucyfer puścił go, oddychając płytko, usiłując pogodzić się z tym co właśnie zrobił.

Zabił swojego młodszego braciszka. Tego, którego obiecał chronić ponad wszystko. Przełknął ślinę i spojrzał na naczynie, które niegdyś było jego bratem.

Na podłodze wypalił się skrzydła, ślad który pozostanie tu na zawsze.

 

Śmierć odłożył kartki podane mu przez Chucka i spojrzał na samego autora. Wyglądał okropnie. Gorzej niż po opuszczeniu swoich dzieci. Gorzej niż po zamknięciu Lucyfera w klatce.

— Jesteś pewien? — spytał, a ten ledwo na niego spojrzał.

— On nie żyje — jego głos był przerażająco smutny. — Umarł przeświadczony o tym, że nie kochałem go tak mocno, jak Lucyfera, rozumiesz? Umarł, będąc pewnym że opuściłem go na dobre. Nie wyczuwam go! — krzyknął zrozpaczony. — Nie wyczuwam! Co oznacza, że albo się przede mną ukrył, albo nie żyje. Nie da ukryć się przed Bogiem — powiedział gorzko, pijąc whisky prosto z butelki.

— To Trickster-archanioł — przypomniał mu Śmierć. — Twój syn. Na pewno żyje i się ukrywa. Poza tym, nie zapominaj że rozmawiasz ze Śmiercią. Mam władzę nad całymi zaświatami i jestem informowany, gdy ktoś, obojętnie anioł, czy potwór, demon czy człowiek. Nie ma go po tej drugiej stronie, wierz mi. A to oznacza, że musiał znaleźć jakiś sposób. Przewidział swoją śmierć, co nie jest wcale takie proste — uświadomił mu. — Sam mówiłeś o płycie, w której zostawił Winchesterom wskazówki. Przewidział to wszystko — powtórzył. —  Na pewno żyje. Nie ma go u mnie.

— Chciałbym byś miał rację, przyjacielu — Chuck spojrzał na niego, a Śmierć dostrzegł, jak pusty był jego wzrok. Jakby stracił całą nadzieję. — Naprawdę bym tego chciał.