Actions

Work Header

Right to the Peace PL

Chapter Text

Sarai nie mogła się pogodzić z tym co się stało. To było nie możliwe. W końcu  kto mógł przypuszczać że Callum ukryje się między pakunkami i razem z nimi pojedzie na Xadiańską stronę granicy. Moment w którym odkryła że Callum był między nimi pojawił się gdy wróciła po Virena. Bez niego całą wyprawa byłaby nieudana. Było blisko by Grom wykończył ich wszystkich.

 

Nagle znikąd pojawił się Callum. Ona sama nie wierzyła w to co widzi. Chłopczyk krzyczał, błagał i nawoływał smoka by pozwolił jej odejść. Smok zawahał się. Jednak nie na długo. 

 

Chwycił chłopca w swoje szpony i zarządał wyjaśnień. Po krótkiej i burzliwej rozmowie Smok spojrzał na nich i powiedział że Xadia da im zarówno pokój jak i żywność której tak potrzebują. Warunkiem było spędzenie 10 lat w Xadii przez Calluma w roli zakładnika. W wypadku odmowy chłopiec zginie. Sarai nie miała najmniejszego zamiaru pozostawiać jej syna w ich rękach. Harrow także nie miał zamiaru. Jednak odmowa umowy kosztowałaby jego życie. Musieli się zgodzić. Wtedy coś w niej pękło. Po powrocie do zamku zamknęła się w ich sypialni. Od dwóch dni nie jadła, nie piła, nie spała. Harrow próbował jej pomóc, choć sam był jednak w podobnym stanie. 

 

-Wasza Wysokość... - Sarai usłyszała za sobą głos Opeli, jej przyjaciółki z dzieciństwa. 

 

-Proszę Opeli. Daj mi spokój. - powiedziała. Cały czas drżała. Co ona najlepszego zrobiła? Zawiodła swojego syna jako matka.

 

Opeli jednak podeszła do niej i położyła rękę na jej ramieniu. 

 

-Nie potrafię sobie wyobrazić przez co teraz przechodzisz, ale Wasza Wysokość, musisz żyć dalej. Callum żyje, jest tylko zakładnikiem na następne 10 lat w Xadii. On wróci, a w twoim interesie będzie leżało upewnienie się że Elfy w żaden sposób nie poczują się zagrożone od strony ludzi. Jeżeli nie dojdzie do żadnego incydentu na granicy to wypuszcza go i będzie wszystko dobrze. Wyślą żywność dla naszych ludzi i do Dureń, i każdy będzie żył własnym życiem. 

 

-A co jeśli... A co jeśli ktoś specjalnie sprowokuje elfy aby... go zabiły? On jest na łasce wroga, Opeli. Ja... Ja go zawiodłam... 

 

-Mówisz dokładnie jak Harrow. Rozmawiałam z nim. On widzi to jako swoją porażkę. Ludzie zaczynają się martwić. Viren, Amaya, cała rada, garnizon żołnierzy i nawet poddani są  z wami. Są gotowi by ratować waszego syna, a nawet w geście solidarności zrobić składkę na wykup księcia. 

 

-Wątpię by się udało. Ale dziękuję. Dobrze wiedzieć że ludzie nie są głusi na cierpienie dziecka. Za tydzień mają się pojawić transporty żywności z Xadii. Wtedy spróbuję chociaż przekonać ich by pozwolili mi pisać do niego listy. - powiedziała Sarai. 

 

-Jesteśmy z wami. A tak na marginesie, twój drugi syn także za tobą tęskni. Harrow próbuje go uspokoić, choć chyba tylko ty możesz tego dokonać. - poklepała ją Opeli po ramieniu. 


-Nie, nie, nie i jescze raz nie! - protestował Runaan. - Nie możemy go przyjąć. To człowiek! Wiesz przecież co oni robią. Ich Czarna Magia... Nawet jeśli byśmy go przyjęli, inne dzieci w jego wieku by mu dokuczały i to w najlepszym przypadku. 

 

-Runaan, taki jest rozkaz. Będzie on bezpieczny tylko tutaj. Możemy też nałożyć na niego Iluzję. Zresztą on ma ledwie 10 lat i jest niegroźny. Możemy wmówić pozostałym że to dziecko jednego z członków Smoczej Straży. - wykłócał się Lain.

 

-To polityczna gra. Jest zakładnikiem który na dziesięć lat może zapewnić nam pokój. Jego rodzice chcieli zabrać resztki jednego z poddanych Avizanduma do jakiegoś obrzędu z Czarnej Magii. Doszłoby do masakry gdyby nie on. Ludzie nie zaryzykują życia dziecka jednego z Monarchów. Na dodatek Avizanduma ujęła odwagą chłopca. Stanął w obronie matki. I o nią jest największa obawa. Wiem z własnego doświadczenia jakie to uczucie gdy nie można być blisko własnego dziecka. - Tiadrin spojrzała na drzwi do pokoju Rayli.- Na pewno będzie go szukać, zbierać informacje. A tutaj nawet inne Elfy mają problem nas znaleźć. Gdyby nie fakt że czasami wychodzimy z nimi handlować traktowaliby nas jako mit. 

 

-To nie zmienia faktu że... - Runaan dalej protestował.

 

-Runnan, proszę. Sam wiesz że Rayla by się cieszyła gdyby miała w domu kogoś z kim mogłaby się bawić. Mamy jeszcze jeden wolny pokój. Jeżeli uda nam się namówić chłopca na chodzenie cały czas w naszyjniku z Księżycowym Opalem iluzja by wytrzymała. - wtrącił się Ethari. Runaan spojrzał na swojego męża. Oczywiście że go przekonał, tylko on był do tego zdolny.

 

-... Niech będzie. Postaramy się go... Przechować.- powiedział Runnan.


Rayla otworzyła oczy. Rozejrzała się po pokoju. Dalej ciężko było jej się przyzwyczaić do mieszkania z Runaanem i Etharim. Nie rozumiała dlaczego rodzice nie mogą jej zabrać ze sobą. Może zrobiła coś złego i to miała być kara? Ethari mówił że gdy będzie starsza to zrozumie.

 

Rayla wstała z łóżka i wyszła z pokoju. Pomyślała że lepiej będzie dać znać Ethariemu że wstała. Ethari był miły i przyjacielski, Rayla naprawdę lubiła tego kowala. Jednak jego mąż, Runaan, przerażał ją. Zawsze był cicho, mało mówił, nigdy się nie uśmiechał. Rayla czuła się przy nim dziwnie.

 

Wchodząc do kuchni zastała obu mężczyzn rozmawiających o czymś. Nie chciała im przerywać więc podeszła do szafki by wziąć trochę owoców i chleb. Z tego co mówił Runaan, śniadanie było podstawą zdrowego odżywiania. 

 

-Ładny mamy dzisiaj poranek, prawda Rayla? - spytał ją Runnan. Zaskoczyło ją to tak bardzo że Rayla aż podskoczyła. 

 

-Tak... Chyba. - powiedziała niepewnie. 

 

-Też tak uważam. Twój nowy kolega pewnie też tak uważa. Prawda?- odpowiedział Runaan. Dopiero teraz Rayla zauważyła że przy stole siedział mały elf. 

 

Był mniej więcej w jej wieku. Chłopiec miał brązowe włosy, zielone oczy i kremową skórę. Co dziwne, nie miał żadnych znaków na twarzy ani rogów. Nawet jego ręce miały pięć palców. Miał na sobie niebieską tunikę, czarne spodnie i brązowe buty. Wydawał się też dziwnie przerażony obecnością dorosłych. 

 

Usiadła na przeciwko niego. Nie mogła oderwać od niego oczu. Ciekawość była silniejsza i w końcu odezwała się. 

 

-Jak masz na imię? 

 

Chłopiec patrzył na nią przestraszony. 

 

-Jakim rodzajem elfa jesteś? - znowu zadała pytanie Rayla. Chłopiec dalej nie odpowiadał. Spojrzał się na Ethariego. Ten tylko się uśmiechnął. 

 

-Umiesz mówić? - zapytała się znowu Rayla. 

 

-Umie... Podobno przekonał naszego Króla do zawieszenia broni z ludźmi. - uśmiechnął się Runaan. 

 

-Musisz być bardzo sprytny. Jestem Rayla, jak masz na imię? - kontymuuowała Rayla. 

 

-C... Callum... - odpowiedział Chłopiec. 

 

-Miło cię poznać Callum. To jest Ethari i Runaan. Mieszkam z nimi odkąd moi rodzice... - Rayla umilkła na chwilę. Odkąd rodzice dostali wezwanie do Smoczej Straży. Mieszkała tutaj zaledwie trzy miesiące. -...musieli wyjechać w ważnej sprawie. A Twoi rodzice? Gdzie oni są?

 

-Moja mama... i mój brat mieszkaliśmy w zamku za czerwoną rzeką. - powiedział niepewnie chłopiec. 

 

-Callum jest człowiekiem Rayla. Będzie mieszkał u nas przez pewien czas. Może pokażesz mu swój pokój i okolicę. - powiedział Ethari. Na te słowa Rayla zbladła. 

 

-Ale... Runaan powiedział że... - chciała zaprotestować Rayla. 

 

-Wiem co mówiłem o ludziach. Ale ten jest miły. Prawda Callum? - spytał chłopca Runaan. Delikatnie się uśmiechnął. Chłopiec przytaknął nerwowo. 

 

-No dobrze. Choć, pokażę Ci mój pokój! - Rayla złapała chłopca za rękę i pociągnęła za sobą. 

 

Ethari obserwował jak dzieci znikają za rogiem. Uśmiechnął się. 

 

-Przysięgam że ona zasnęła jakieś trzy godziny temu. Skąd ona bierze tyle energii? - śmiał się Ethari. 

 

-Ma to po rodzicach. Wiesz, ta dwójka nieźle dokazywała gdy byliśmy w ich wieku. Potrafili się jednego dnia pokłócić i pogodzić trzy razy, a na koniec dnia wkraść się do kuźni i nasypać kowalowi do butów piachu w takiej ilości że nie dało się ich włożyć.- zaśmiał się Runaan. 

 

-Pamiętam. My pilnowaliśmy czy nikt nie idzie, a oni sypali... To były czasy.... - powiedział Ethari patrząc za okno. 


Rayla otworzyła drzwi i weszła do środka wciągając Calluma za sobą. Zamknęła za nim drzwi. Pokój był mały a jego ściany były koloru fioletowego, natomiast podłoga białego. W pokoju znajdowała się szafa, biurko i łóżko. Po pokoju były porozrzucane pluszowe zabawki, drewniane klocki, łuk i kilka strzał. 

 

-Więc tutaj śpię ja. Niezły pokój, prawda? Runaan mówił że mieszkał w tym pokoju jak był w moim wieku. - Rayla spojrzała na swoje składane miecze leżące na biurku. Te cuda kowalstwa wykuł dla niej Ethari gdy ta miała 7 lat. Trochę za ciężki prezent dla dziecka, ale według Runaana przyszłościowy. - Ethari dał mi je na moje ostatnie urodziny...- Powiedziała Rayla podnosząc i odbezpieczając jeden z mieczy. Ostrze wysunęło się błyskawicznie. 

 

Callum nagle się cofnął i wywrócił. Rayla zdziwiona próbowała do niego podejść ale ten czołgał się do tyłu. Widziała na jego twarzy przerażenie. W końcu chłopiec zatrzymał się na ścianie. W akcie bezradność skulił się i zamknął oczy. 

 

-Błagam nie pij mojej krwi! - pisknął Callum. 

 

Rayla zdumiona patrzyła na niego jakby ten oszalał. 

 

-Ale dlaczego... To obrzydliwe. Nie chcę pić twojej krwi. - powiedział Rayla odkładając miecz na miejsce- Czemu miałabym pić twoją krew? 

 

-Bo.... koleżanka mówiła... Że...-Callum czuł się głupio. Cały się czerwienił. - że wy.... Znaczy elfy... Podobno pijecie krew. 

 

-Co? Nie. To by było obrzydliwe. Jemy normalne rzeczy, takie jak owoce, warzywa, chleb... - zaczęła wymieniać Rayla. 

 

- Czyli... Nie zrobisz mi krzywdy? - zapytał się Callum. 

 

-Nie. Czemu miałabym? 

 

-Bo moja mama ostatnio przyjechała do Xadii. I spotkaliśmy smoka. On... On chciał zrobić jej krzywdę. Wtedy wybiegłem... Prosić żeby nie zrobił jej krzywdy. Ale on mnie złapał i powiedział mojej mamie że jak się nie zgodzi na jego warunki to on...-chłopiec zaczął płakać. Rayli zrobiło się smutno. Podeszła do chłopca i go przytuliła. 

 

-Hej... Wiem że tak nie wygląda, ale wszystko będzie dobrze. Twoja mama pewnie tęskni, ale wie że nic ci się nie stanie. Runaan nie pozwoli. - powiedziała Rayla. W sumie powtórzyła to co mówił jej przez pierwszy tydzień mówił Ethari gdy ta nie mogła zasnąć. 

 

Chłopiec również ją objął. Siedzieli tak dłuższą chwilę. W końcu Rayla puściła go i siadła obok. 

 

-Widzisz. Wszystko będzie dobrze. - powiedziała Rayla. 

 

-Tęsknię za mamą... - powiedział Callum. 

 

-Ja za moją mamą też. I za tatą. Ale oni tam są, a wszystko jest z nimi w porządku. - powiedziała Rayla.-No... A co o elfach mówią jeszcze ludzie? 

 

-Że jesteście szybcy... I bezlitośni... I że jesteście bardzo nieprzyjaźni. - wymieniał Callum. 

 

-Wcale nie! Większość Elfów jest przyjacielska. No, może Runaan jest straszny...ale on ma chyba taką pracę.- odpowiedziała Rayla. 

 

-A co mówią elfy o ludziach? - zapytał Callum. Powoli robił się coraz śmielszy w rozmowie. 

 

-Że macie niepochamowaną rządzę władzy, że jesteście chciwi i kłamliwi. No i że lubicie robić krzywdę zwierzętom by móc z ich części pozyskiwać moc do Czarnej Magii.- odpowiedziała Rayla. 

 

-Moja mama mówi że Czarna Magia jest zła. I mimo że Lord Viren wydaje się być miły zakazała mi się do niego zbliżać ani za długo z nim rozmawiać. - powiedział Callum. 

 

-Twoja mama musi być bardzo mądra. - powiedziała Rayla. 

 

-I jest! - potwierdził Callum. 

 

-No dobra. Skoro już nie boisz się to co chcesz robić? - zapytała Rayla. 

 

-Możemy... Nie wiem. Porysować? - zaproponował Callum. 


Ethari zaglądał do dzieci co kilkanaście minut. Wydawało się że mimo faktu iż od małego wpajali Rayli że ludzie są potworami to zdawała się dobrze bawić z Callumem. Na początku dzieci próbowały rysować. 

 

Ethari zauważył wtedy jak dobrze chłopiec rysuje. Musiał przyznać, że jego rysunki były bardzo dokładne jak na jego wiek. Widział na nich głównie cztery osoby. Małego chłopca, jego, dorosłą kobietę i mężczyznę. Ethari spochmurniał. Zabrali go od rodziny w tak młodym wieku, a chłopiec miał tu mieszkać przez 10 lat. Okrutne choć pewnie konieczne rozwiązanie. 

 

Pod wieczór wszedł do pokoju by sprawdzić jak się miewają dzieci. Widok tego co zastał stopiłby każde serce. 

 

Chłopiec spał a obok niego siedziała Rayla, trzymając mu rękę na głowie. Dziewczynka pokazała aby dorosły był cichutko. Przykryła chłopca kocem i wyszła z pokoju. 

 

-Jak się miewa twój nowy kolega. 

 

-Chyba dobrze. Runaan chyba przesadził, bo Callum nie jest złym człowiekiem. Jest naprawdę miły. - powiedziała Rayla.

 

-Cieszę się. - uśmiechnął się Ethari

 

-Ale, Ethari, czegoś nie rozumiem. 

 

-Czego nie rozumiesz? - zapytał Ethari.

 

-Skoro król Avizandum jest dobry i mądry, to dlaczego groził że on... Calluma.... zabije. - spytała niepewnie Rayla. 

 

Ethari nie wiedział jak odpowiedzieć. W końcu, dziecko zadało pytanie z kategorii polityki. To było ciężkie do wyjaśnienia. 

 

-No cóż... Król pewnie kłamał aby wytargować dla Xadii jak najlepszą umowę. Obecność Callum tutaj a nie w jakimś lochu to dowód na to że nasz Król nie chce aby coś mu się stało. 

 

-Aha... A dlaczego niektórzy ludzie mówią że pijemy ich krew?-zapytala znowu Rayla. 

 

-Em.... Nie wiem. Pewnie nie widzieli dawno Elfa i dlatego zgadują jak może on wyglądać i się zachowywać. Callum powiedział ci o tym? 

 

-Nie do końca. Pokazywałam mu moje miecze, a on się przestraszył i błagał abym nie piła jego krwi. Powiedział potem że koleżanka mu to powiedziała. - odpowiedziała Rayla. 

 

-Rozumiem. No dobrze. Umyj zęby i idź spać.  Pojutrze  pokażesz Callumowi okolicę. - powiedział Ethari.

 

Dziewczynka ruszyła do łazienki. W tym samym czasie Ethari położył Calluma w jego nowym łóżku w nowym pokoju chłopca. Współczuł chłopcu, ale nie mógł mu pomóc.