Actions

Work Header

Od zazdrości do próżności

Chapter Text

Zazdrość.
Tiemirchan nie znał jeszcze tego słowa w pierwszej klasie. Dopiero w drugiej; tak mu się wydawało. Znacznie lepiej pamiętał dzień, kiedy zniesiono segregację w szkołach. Dzielił wtedy ławkę z dziewczynką, Rosjanką. Kolejne wspomnienia zaszły mgłą w jego umyśle. Gęstą, dławiącą mgłą.
Kiedy patrzył na tekst, litery zamieniały się miejscami. Jąkał się przy czytaniu. Zapominał o dykcji.
Tiemirchan powtarzał pierwszą klasę. Później drugą. Po kilku latach stało się jasne, że młodzieniec nie ukończy szkoły.
Tymczasem jego starszy brat rozwijał się. Abaj rozwiązywał zadania z niewiadomą. Skakał przez kozła i skrzynię. Potęgował i pierwiastkował. Walczył i bronił się mieczem kilicz. Nie wiedział, której dziedzinie poświęci resztę życia, ale w obu czekała na niego stabilna, owocna kariera.
Tiemirchan starał się, jak mógł. Czytał, zamiast się bawić. Pożyczał od brata zeszyty, żeby przygotować się zawczasu na to, czego miał się wkrótce uczyć. Kontrolował swój oddech. „Wolniej pracuję, trudno. Ale jeśli się zdenerwuję, zajmie mi to jeszcze dłużej. Spokojnie.”
Lecz spokój się wyczerpał.
Kiedy Abaj świętował przyjęcie do akademii, Tiemirchana ogarnęła rozpacz. Nie wstawał z łóżka aż do południa. Włóczył się i wpatrywał w chmury.
Znużenie.
Ocknął się w wieku trzydziestu lat. Abaj wziął matkę w swoje ramiona i wyniósł ją z domu. Zmarła w szpitalu.
„Przestałem walczyć o godne, samodzielne życie, a teraz tracę rodziców. Jeszcze chwila i to Abaj będzie mnie utrzymywał.”
Kupił gazetę. Z trudem przeczytał ogłoszenie: „Poszukujemy śmiałych i chętnych. Naszym celem jest poszerzenie dotychczasowej wiedzy o ludzkim ciele. Dwie godziny treningu dziennie. Wykształcenie niewymagane. Dr N. Dolgow i dr A. Kuratow, Moskwa, ul. …”
Wyjechał pociągiem następnego dnia.

To był rok siedemdziesiąty szósty.

– Towarzyszu, pozwolicie, że będę was nazywał Chan.
Naukowiec z krawatem poruszał się żwawo i często poprawiał swoje okrągłe okulary.
– Pozwolę tylko wtedy, kiedy poznam pańskie imię, doktorze.
– Ależ proszę uprzejmie. August. Tak jak miesiąc. Jak się wam podoba Nogińsk?
– Bardzo. Przepiękne cerkwie. Tylko nie rozumiem, czemu się oddaliliśmy od Moskwy.
– Ponieważ jest tu trochę mniej tłoku. Lepiej wypoczniecie, towarzyszu.

Miał rację. Już po pierwszym dniu treningów Tiemirchan odczuwał zakwasy. Rozłożył koc na dworze i położył się na pięć godzin. Odpoczął, zjadł, zasnął. Drugiego dnia znowu.
Powoli budziła się w nim dawna motywacja. Powrócił do czytania. Z własnej woli, po uzgodnieniu z doktorem, ćwiczył dodatkową godzinę. Kupował czasopismo Ogoniok i rozwiązywał krzyżówki. Uwierzył, że nie jest dla niego za późno, by dogonić brata.
Chełpliwość.

Rozpoczął się rok siedemdziesiąty siódmy.
Tiemirchan obudził się z bólem brzucha. Zgłosił to doktorowi Augustowi, lecz ku jego zdumieniu Kuratow kazał mu trenować. W trakcie ćwiczeń osłabł. Widział migoczące kropki, zielone i różowe.
„Przecież nic takiego nie zrobiłem, co mogłoby uzasadnić ten ból. Trening ten sam, jedzenie to samo… Co się dzieje?”
Doktor stał jak posąg.
Dopiero drugi naukowiec, Dolgow, podbiegł do Tiemirchana z kubkiem wody.
– Zaraz was przebadam, towarzyszu. Usiądźcie. Kolana przy głowie, o tak.