Actions

Work Header

Someday Maybe

Chapter Text

Louis otwiera oczy tak jak każdego dnia od 38 lat i wpatruje się w wielkie okno swojej sypialni, próbując wygonić z umysłu resztki snu. Na jego twarzy nie widnieją żadne emocje.
Po bliżej nieokreślonym czasie wstaje i bosymi stopami stąpa po panelach, idąc w stronę kuchni. Nalewa sobie szklankę zimnego soku pomarańczowego i wypija ją, błądząc myślami we własnym świecie.
Przechodzi do salonu, kierując się prosto do czarnego fortepianu stojącego w centralnej części pomieszczenia. Zasiada na ławce i stroi instrument, po czym rozgrzewa się kanonem Pachelbela, zanim przejdzie do swoich normalnych ćwiczeń. Gra czternastą fortepianową sonatę w C-dur, przymykając powieki i sunąc płynnie palcami po klawiszach. Promienie słońca padają na jego twarz i fortepian, widząc ich jako jedną, nierozłączną postać. Ekspresja jego twarzy zmienia się wraz z melodią wypływająca spod jego smukłych palców. To jest życie szatyna. On i jego ukochany instrument, więcej do szczęścia mu niepotrzebne.