Actions

Work Header

Bodyguard

Chapter Text

-Że co?- Artur nie mógł uwierzyć własnym uszom- ojcze nie możesz mi tego zrobić!
-Mogę i robię- Uther Pendragon nie zaszczycił swojego syna ani jednym spojrzeniem podczas tej rozmowy
-Ale..
-Nie Artur, nie ma żadnego ale, jestem królem tego kraju, a co za tym idzie ty jesteś księciem i kiedyś mnie zastąpisz, jednak co najważniejsze jesteś moim synem i nie pozwolę żeby coś Ci się stało, szczególnie kiedy mogę temu zapobiec
-Jak niby? Naprawdę myślisz, że zatrudnienie Bodyguarda coś da? Przecież mam już ochronę, nie widzę jak dodatkowy jej członek może poprawić moje bezpieczeństwo.
-To osoba, która pokieruje Twoją ochronę i stanie się Twoim cieniem
-Moim czym? Chyba sobie żartujesz, jestem już dorosły i chyba mam prawo decydować o..
-Dosyć!- Uther rzadko się unosił, ale jeżeli już do tego dochodziło, nikt nie potrafił mu się przeciwstawić
-Dobrze ojcze, jeżeli tego chcesz- dopiero te słowa doprowadziły do tego, że Uther spojrzał na syna. Artur zaskoczony cofnął się o krok, jeszcze nigdy nie widział swojego ojca w takim stanie.
-Prawie Cię straciłem Artur, nie chce nawet sobie wyobrażać co by się stało gdyby ktoś nie krzyknął i nie odwrócił uwagi tego zamachowca....Kula mogła Cię zabić na miejscu.
-Ale nie zabiła, nawet mnie nie trafiła tato- kiedy te słowa nie przyniosły żadnego rezultatu, Artur westchnął pokonany- dobrze, zgadzam się.
Dopiero to zdanie sprawiło, że na twarzy Uthera zagościł delikatny uśmiech
-Zobaczysz nawet nie zauważysz zmiany, to bardzo wyszkolony chłopak
-Oj uwierz mi na pewno zauważę- dopiero po chwili sens słów Uthera do niego dotarł- zaraz, to ty go już wybrałeś?
-Oczywiście- Uther tylko wzruszył ramionami, zaskoczony reakcją syna
-Bez konsultacji ze mną, przecież sam powiedziałeś, że to będzie mój cień, chyba miałem prawo uczestniczyć w wyborze
-Artur nie było żadnego wyboru, powiedziałem Gajuszowi o swojej decyzji i polecił mi syna swojej znajomej, przejrzałem Jego akta i jeszcze dzisiaj się tutaj zjawi
-Świetnie po prostu świetnie- Artur ufał Gajuszowi, był to lekarz rodziny królewskiej i zaraz po ojcu najbliższa osoba dla księcia, jednak nie lubił być informowany o czymś po fakcie
-Oj nie przesadzaj, na pewno się polubicie- po krótkiej chwili wahania, dodał jakby od niechcenia- do tego ma takie same jakby to ująć poglądy na niektóre sprawy tak jak ty- Uther sugestywnie poruszył brwiami, Artur od razu wiedział, że ten widok będzie go prześladował do końca życia
-Chcesz w ten sposób powiedzieć, że jest gejem?- Uther pokiwał głową z takim uśmiechem, jakby ta rozmowa nagle sprawiała mu wielką radość
-Jeszcze lepiej, mam rozumieć, że spodziewasz się romansu niczym z Bodyguarda?- zanim Uther zdążył coś powiedzieć, Arturowi odpowiedział głos osoby stojącej za nim
-Na to bym nie liczył, nie jesteś tak ładny jak Whitney Houston- Uther zaśmiał się serdecznie i to był najprawdopodobniej pierwszy raz, kiedy Jego ojciec uśmiechnął się do kogoś obcego w ten sposób.
Artur obejrzał się szybko, w wejściu stał Gajusz, a obok niego najpiękniejszy mężczyzna jakiego w życiu widział...Zaraz co? Skąd to się w ogóle wzięło? Wzrok Artura szybko prześliznął się po sylwetce mężczyzny, dlatego dopiero po chwili zauważył, że ten patrzy prosto w Jego oczy i w momencie kiedy ich oczy się spotkały Arthur wiedział, że jest zgubiony. Nieznajomy odwrócił wzrok jednak książę dalej stał w tej samej pozycji jakby nie mógł wyjść z szoku.
-Panie pukałem, jednak chyba niedosłyszałeś, dlatego pozwoliliśmy sobie wejść
-Nic się nie stało Gajuszu- Uther zbył go machnięciem ręki, nieodwracając wzroku od chłopaka stojącego obok lekarza- a pan to pewnie Emrys, cieszę się, że udało się Panu tak szybko do nas dotrzeć- i ku zaskoczeniu Artura podszedł do niego i uścisnął mu dłoń
-To dla mnie zaszczyt Wasza Wysokość- mężczyzna delikatnie się ukłonił- i wystarczy Merlin, panie
-Doskonale, Merlin chciałbym żebyś poznał mojego syna Artura, oczywiście już pewnie znasz sytuację, poprosiłem Gajusza żeby Cię we wszystko wtajemniczył,
-Tak- kolejny ukłon, ktoś tutaj się chyba próbuje podlizać, pomyślał Artur z kpiną, szybko budząc się ze swojego odrętwienia, to miał być jego bodyguard, a nie obiekt westchnień na miłość boską. Nie czekając dłużej książę podszedł do rozmawiających mężczyzn z wyciągniętą dłonią
-Artur Pendragon, je...
-Wiem kim Pan jest- Merlin podał mu dłoń, nie zaszczycając go nawet spojrzeniem, tak chłodnego przywitania książę jeszcze nigdy nie doświadczył
-Artur, myślę, że powinieneś Merlina przedstawić swojej ochronie, teraz będą pod niego podlegać
-Oczywiście zaraz po mnie- Artur nie mógł się powstrzymać od tego komentarza, wyczuwał, że ktoś musi pokazać temu całemu Emrysowi kto tu rządzi. Wydawało mu się, że od strony młodego mężczyzny usłyszał prychnięcie dziwnie podobne do słowa palant, ale zanim zdążył choćby zerknąć w tamtą stronę, słowa Jego ojca podziałały na niego jak kubeł zimenj wody
-Nie, Twoja ochrona od teraz podlega wyłącznie Merlinowi i to od niego będą przyjmować rozkazy dotyczące Twojego bezpieczeństwa
-Że co?
-Artur wydawało mi się, że tę rozmowę mamy już za sobą, a teraz panowie pozwólcie, że omówię pewną kwestię z Gajuszem- Artur już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, jednak wzrok ojca szybko go uciszył
-Dobrze ojcze- młodzi mężczyźni ukłonili się i wyszli.