Actions

Work Header

Chapter Text

SIERPIEŃ 2016, ALASKA

Na swój sposób Jin cieszył się, że może wrócić na Alaskę. Mimo tego, że współpraca z Rosjanami była bardzo owocna i zaczynał czuć się w ich bazie coraz bardziej komfortowo, Alaska wydawała mu się drugim domem. No i była tam Cath, której bardzo mu brakowało podczas pobytu w Rosji. Nie widzieli się dość długo, a przez to, że pracy było mnóstwo i wszystko działo się bardzo szybko, miał wrażenie, że minęło znacznie więcej czasu, niż w rzeczywistości.

Wszystkie prace nad Cherno Alpha, przy których pomagał, mógł w końcu zostawić mniej wyspecjalizowanej ekipie - w samą porę, chciałoby się powiedzieć, bo tym razem był na powrót potrzebny na Alasce. Andre poleciał do Australii, gdzie razem z dużym zespołem miał pracować nad nowym zakresem ciosów dla kolejnej wersji oprogramowania, i z przyjemnością zabrałby Jina ze sobą, ale niestety na Alasce obecność jednego z nich była absolutną koniecznością. W warsztacie pracowano nad nietypowym Jaegerem, którego sposób walki miał opierać się nie na brutalnej sile, ale na umiejętnościach strategicznych jego pilotów. Pisanie dla niego oprogramowania miało być wobec tego dość wymagającym przedsięwzięciem, nawet dla najbardziej kreatywnych programistów. Jin przyjął propozycję pracy nad nim z wdzięcznością, tym bardziej właśnie, że wiązało się to z powrotem na Alaskę.

Wiedział, że od czasu jego ostatniego pobytu sporo się tu zmieniło - Cath awansowała na głównego inżyniera bazy (co szczerze mówiąc go nie zdziwiło), a w powołanej specjalnie Akademii szkolono nowych pilotów, mechaników i naukowców. Tworzono też nowe zespoły wsparcia dla poszczególnych komórek, co bardzo pomagało inżynierom i zespołom projektowym. Praca wydawała się coraz lepiej zorganizowana, a także zautomatyzowana tam, gdzie tylko było to możliwe. Z lekkim uśmiechem przypomniał sobie, jak krótko po przybyciu na miejsce z Cath przywitał ich kompletny chaos. Oczywiście nadal wiele obszarów wymagało poprawy, ale już z daleka widać było, że liczne wprowadzone usprawnienia dobrze się sprawdzają.

Przez cały czas od ataku Onibaby na Tokio Jin starał się nie myśleć o swoich zaginionych rodzicach. Wmawiał sobie, że skoro nie znaleziono ich ciał, to może udało im się gdzieś ukryć albo uciec z miejsca ataku. Niestety, z każdym kolejnym dniem coraz trudniej było mu w to wierzyć. Uciekał więc w pracę i skupiał się na tym, żeby jak najlepiej wykonywać swoje obowiązki. Paradoksalnie trochę pomagało mu to, że wiele osób było w podobnej sytuacji. Wiedział, że to głupie, ale w głębi serca wyobrażał sobie, że wszyscy ci zaginieni ludzie uciekli gdzieś razem i ukrywają się w jakimś miejscu oddalonym od Tokio na tyle, że nie zagraża im już żadne niebezpieczeństwo, i na pewno ujawnią się po zakończeniu wojny.

Przeszedł przez bazę i zrzucił bagaże w swojej starej kwaterze. Nic się w niej nie zmieniło, nawet współlokator pozostał ten sam. Pozdrowił go gestem dłoni, bo widział, że pracuje nad czymś przy biurku, po czym wyszedł, zabierając tablet i komunikator. Miał spotkać się z Cath, ale napisała mu, że przedłużyło jej się spotkanie z silnikowcami. Postanowił poczekać na nią w kuchni na drugim piętrze, bo poinformowała go w tajemnicy, że w jednej z szafek jest mnóstwo jego ulubionych batonów i dużo innych słodyczy.

Usiadł na jednym z wysokich krzeseł przy blacie czekając, aż zagotuje się woda na herbatę. Od dawna już nie miał chwili wytchnienia - a tym razem pracę zaczynał dopiero następnego dnia. Postanowił dobrze wykorzystać te kilkanaście godzin, bo doświadczenie nauczyło go, że tak długie przerwy w pracy nie zdarzają się często.
Zaparzył herbatę, wyjął z szafki dwa batoniki i zajął się przeglądaniem internetu. Zawsze dziwiło go, jak dużym powodzeniem cieszą się oficjalne profile na portalach społecznościowych, gdzie PPDC informowało o postępach podejmowanych prac i nadchodzących projektach. Choć w sumie, biorąc ten ogólnoświatowy szał pod uwagę, nie był zaskoczony, że kolejnym planowanym krokiem było wyprodukowanie serii zabawek i modeli opartych na wszystkich typach Jaegerów. Czuł się mimo wszystko trochę nieswojo z tą całą komercjalizacją. Ludzie fascynowali się gigantycznymi robotami, każdym ich zwycięstwem, a przede wszystkim pilotami, którzy zasiadali za sterami tych maszyn. W głębi serca cieszył się, że strona techniczna pozostaje tu raczej w cieniu. Przynajmniej mógł się skupić na swojej pracy i nie rozwalały mu jej jakieś wywiady, udział w programach telewizyjnych czy oficjalne gale, na które najczęściej narzekali piloci. Nawet w Rosji Sasza i Aleksis byli traktowani z o wiele większym zainteresowaniem, niż jakiekolwiek inne osoby publiczne, co czasem okropnie ich denerwowało, bo niezbyt lubili takie szopki. W przeciwieństwie do nich, amerykańscy piloci wydawali się czuć z taką formą promocji jak ryby w wodzie.

- Nie czytaj tych wszystkich bzdur - usłyszał nagle za sobą głos Cath - ja już dawno odpuściłam.

Odwrócił się i zauważył stojącą za nim dziewczynę. Mimowolnie się uśmiechnął.

- Cześć, Cath - powiedział, wyciągając dłoń w jej kierunku - dobrze cię widzieć.

- Wzajemnie - Cath uścisnęła jego dłoń, po czym objęła go ramieniem i cmoknęła w policzek - dużo masz tej herbaty?

- Cały czajnik. Bierz kubek i siadaj.

- Zaraz, bo jestem głodna jak wilk. Muszę zrobić sobie coś do jedzenia. Co u ciebie? Jak się czujesz?

Cath stanęła przy blacie i zaczęła przeglądać wszystkie szafki. Standardowo, poza stołówką, w kuchniach na każdym piętrze bazy można było przygotować sobie drobne przekąski. Wyznaczone do tego pomieszczenia były mniejsze i cichsze niż główna jadłodajnia, więc o wiele lepiej nadawały się na miejsce do rozmów. Jin już wcześniej lubił w nich przesiadywać, zwłaszcza wtedy, kiedy musiał się skupić.

- Całkiem nieźle - odpowiedział - cieszę się, że mogłem wrócić.

- Ja też - odpowiedziała, stawiając na jednym z blatów chleb, awokado i jakiś bliżej niezidentyfikowany ser - powiem ci, że nieszczególnie miałam tu z kim gadać podczas twojej nieobecności. Chcesz kanapkę?

Uśmiechnął się. Cath wyglądała lepiej i wyraźnie miała dobry humor. Chyba faktycznie dobrze się czuła na nowym stanowisku.

- Poproszę. Co taka zadowolona jesteś?

- Miałam bardzo owocne spotkanie z silnikowcami, prawdopodobnie uda nam się zaprojektować nowy sposób odprowadzania ciepła. Powiem ci, że od kiedy nie ma Schoenfelda, mam o wiele lepiej zorganizowaną pracę. Spada na mnie co prawda dużo papierologii, ale nie blokuje mnie przynajmniej brak decyzyjności. Tylko nie mówię o tym głośno przy marszałku, bo się lubią i jeszcze mu doniesie. A, no i jeszcze mam teraz swoją własną kwaterę z biurem, także naprawdę nie mam na co narzekać.

- Zazdroszczę! - Jin zaśmiał się - Ja musiałem wrócić do mojego starego współlokatora. Z tego co widziałem, nadal nie nauczył się rozwieszać prania.

Cath postawiła przed nim talerz z kanapką, po czym usiadła obok i zabrała się do jedzenia swojej porcji. Nalała herbaty do kubka i na chwilę zamilkła. Nagle Jin usłyszał dziwny dźwięk szurania czymś ostrym po podłodze. Spojrzał przez ramię i zauważył truchtającego w ich stronę psa.

- Max! - krzyknęła Cath, wypluwając przy okazji kawałek awokado - Co ty tu robisz, maluchu?

- Co to za pies? - Jin wyglądał na wyraźnie zaskoczonego.

- Hansenów, tych z Sydney. Co pewnie znaczy, że gdzieś tu się kręcą.

Prawie jak na zawołanie zza zakrętu wyszedł Chuck, tym razem w za dużej bluzie i z wyraźnie potarganymi włosami. Chyba wcześniej ucinał sobie drzemkę.

- O! - krzyknął na widok Cath - Cześć, Cath. Zrobisz mi kanapkę?

- Duży chłopak z ciebie, sam sobie zrób.

- Ale ty robisz lepsze!

Jin spojrzał na dziewczynę, nie kryjąc rozbawienia.

- Cześć, jestem Jin - powiedział, zwracając się do dzieciaka z uśmiechem.

- Charles Hansen, znajomi mówią na mnie Chuck. - chłopak obejrzał go uważnie od stóp do głów - To ty jesteś tym kolegą Cath, co był w Rosji?

- Tak, to ja.

- O, fajowo! To prawda, co mówią o Cherno Alpha? Że jest taki super? Widziałem go w telewizji, wyglądał mega!

Cath westchnęła i poddała się. Podeszła do blatu i zrobiła jeszcze dwie kanapki, tym razem z serem, szynką i odrobiną musztardy, po czym postawiła talerz przed Chuckiem.

- A soczek? - chłopak spojrzał na nią z oczekiwaniem. Jin prawie udusił się swoją kanapką ze śmiechu.

- Nie przeginaj - Cath posłała mu mordercze spojrzenie - weź sobie sok z lodówki.

Chłopak ze zrezygnowaniem ruszył w stronę lodówki, chwytając w dłoń jedną z kanapek. Pytający wzrok Jina zmusił Cath do wyjaśnienia.

- No co? - sciszyła głos do szeptu - Przyczepił się i łazi za mną. A że to syn Hansena, to nie mogę go tak po prostu spławić.

- Ale żeby cię aż tak owinąć wokół palca, żebyś mu robiła kanapki… jestem pod wrażeniem.

- Spadaj. To dobry dzieciak. Trochę bezczelny, ale wyrobi się.

Chuck wrócił do stołu z butelką soku, usiadł obok Cath i Jina, po czym zajął się swoim posiłkiem. Rzucił też psu kawałek szynki i pogłaskał go po grzbiecie.

- Dasz mi dzisiaj jakieś karteczki? - spojrzał na Cath z wyczekiwaniem.

- Chuck, ile razy mam ci powtarzać, to nie są karteczki. To rysunki techniczne! Dam, ale musisz sobie po nie przyjść, bo nie mam ich przy sobie.

- Dobra! To przyjdę!

Szybko pochłonął ostatnią kanapkę, po czym wziął Maxa pod pachę i pobiegł przed siebie. Oczywiście nie wkładając po sobie naczyń do zmywarki. Cath westchnęła.

- No dobra, nie jest trochę bezczelny, jest bardzo bezczelny.

- O co chodzi z tymi karteczkami?

- Młody nie ma tu nic konkretnego do roboty, więc snuje się po bazie. Daję mu czasem kserówki rysunków technicznych, żeby je poopisywał i przerysował, a potem wystawiam mu oceny. Muszę ci powiedzieć, że jest mega zdolny. Mógłby być kiedyś świetnym inżynierem - pociągnęła łyk herbaty z kubka - ale uparł się, że chce być pilotem. No cóż, na własne życzenie się zmarnuje. A teraz opowiadaj, co tam w Rosji.

Jin uśmiechnął się. Cieszył się, że Cath w końcu czuje się w bazie bardziej swobodnie. Dopóki pracowała z Schoenfeldem, zawsze była przemęczona i chyba nie do końca pewna własnych umiejętności. Najwyraźniej wszystko zaczynało jej się powoli układać, a przy okazji uczyła się mnóstwa nowych rzeczy, co ewidentnie sprawiało jej frajdę.
O ile w przypadku wojny z gigantycznymi potworami można w ogóle mówić o “frajdzie”.

- Wszystko okej - odpowiedział, dolewając sobie herbaty - przyznam, że naprawdę fajnie się tam pracowało. Mają zupełnie inny system pracy, ale są bardzo otwarci i przyjacielscy. Powiem ci, że chętnie tam wrócę, bo Cherno Alpha to świetny materiał do pracy. Poeksperymentowałem sobie trochę z jego oprogramowaniem. Mimo, że to pierwsza generacja, jest bardzo elastyczny i ma mnóstwo możliwości ruchowych, choć na pierwszy rzut oka wygląda jak klocek.

Cath wpatrywała się w niego wyczekująco. Wiedział, czego chciała się dowiedzieć i o co pewnie prędzej czy później zapyta. Nie mógł jej przecież za to winić, bo po prostu się o niego martwiła.

- A twoi rodzice? Żadnych wieści?

Wzruszył ramionami. Co miał jej powiedzieć? Wiedziała tyle, co on. Był też pewien, że podobnie jak on regularnie sprawdzała kanały informacyjne PPDC w poszukiwaniu jakichkolwiek informacji.

- Niestety. Nie wiem nic nowego. Zarówno po nich, jak i po kilkunastu innych zaginionych nie znaleziono ani śladu. Jakby po prostu rozpłynęli się w powietrzu.

Kiwnęła głową. Widziała, że nie chce o tym rozmawiać. Ku jego wielkiej uldze postanowiła zmienić temat.

- Słuchaj, mam pewien pomysł. Nie wiem jeszcze, czy to się uda, i jeśli już, to na pewno nieprędko, ale chciałabym się do tego przymierzyć. Mam plan, żeby zaprojektować swojego Jaegera.

Jin otworzył szeroko oczy ze zdumienia.

- Ale… jak to?

Cath westchnęła i również dolała sobie herbaty.

- No tak to. Widzę bardzo dużo rzeczy, które można byłoby uwzględnić przy kolejnych modelach. Zaczynają już składać trzecią generację, czwarta jest o krok od powstania, bo PPDC już zaakceptowało pierwsze plany. Nikt jeszcze nie myśli o piątej generacji, a przydałoby się. Mam pomysł na to, jak wprowadzić zmiany w zasilaniu, żeby już nie opierać się na rdzeniu nuklearnym. Ale sama tego wszystkiego nie ogarnę, więc potrzebuję ludzi, którzy będą chcieli pomóc.

No tak. Cała Cath. Osiem kroków do przodu na wszelki wypadek, gdyby o jeden trzeba było się cofnąć. W sumie nie powinien być zaskoczony.

- Wiesz - powiedział po chwili - podejrzewam, że nikt nie myśli o piątej generacji, bo wszyscy liczą na to, że uda nam się do tego czasu powstrzymać kaiju.

- Oby tak było. Ale sam wiesz, że to się może nie udać. Nie mamy pojęcia, czego chcą, jak dużo jeszcze przelezie przez ten portal, a do tego jak bardzo będą się różnić między sobą. K-Science pracuje intensywnie nad badaniem ich tkanek, ale są na tyle różne od wszelkich żywych organizmów, jakie znamy, że nie da się ich w żaden sposób sklasyfikować. Bardzo chciałabym, jak pewnie wszyscy, żeby jutro okazało się, że nikt z nas nie jest już potrzebny. Niestety obawiam się, że musimy być przygotowani również na tę drugą ewentualność - że ta wojna jeszcze długo się nie skończy.

Westchnął. Miała rację. Nie lubił, kiedy miała rację w takich kwestiach.

- Na mnie oczywiście możesz liczyć - powiedział, próbując się uśmiechnąć - chętnie się czymś zajmę. Powiedz mi tylko, jakie są założenia.

- Super - Cath aż się rozpromieniła - na razie jestem na etapie dokumentowania koncepcji, ale prześlę ci wszystko jak tylko to spiszę i naszkicuję. Mam w głowie wstępny projekt, ale muszę jeszcze kilka rzeczy posprawdzać, zanim się całkiem rozpędzę.

- Jasne. Daj znać, gdybyś czegoś potrzebowała w międzyczasie. Mogę podrzucić parę pomysłów.

- Spoko, póki co chciałam się tylko dowiedzieć, czy w razie czego będziesz chętny do pomocy. Jak już się ogarnę, pogadamy bardziej szczegółowo.

W sumie to był bardzo dobry pomysł. Zwłaszcza teraz, kiedy potrzebował jakiejś odskoczni i zajęcia czymś myśli. Kto wie, może uda im się wymyślić coś faktycznie innowacyjnego? Jeśli zabierała się za to Cath, była na to spora szansa. Zwłaszcza, że zawsze świetnie pracowało im się ze sobą.

- No dobrze - Jin ze smutkiem zauważył, że wypili już cały dzbanek herbaty - to ja zaparzę kolejną herbatę, a ty powiesz mi, o co chodzi z tym super pomysłowym Jaegerem, którego zaczynają składać i przy którym mam pracować. Nie mam żadnych konkretów poza informacją, że to próba pracy z bardziej strategicznym podejściem do walki i że ma się nazywać Gipsy Danger.

Cath energicznie pokiwała głową, przełykając ostatni kęs kanapki.

- Właśnie! Wszyscy tutaj strasznie się nim ekscytują. Nie wiem, czy słyszałeś, ale zaprojektował go Patrick Fawkes. Jest tu od kilku dni i przygotowuje linię produkcyjną. Słyszałam też, że spośród nowych rekrutów w Akademii najlepsi będą pilotowali właśnie Gipsy. Także wszędzie panuje ogromne poruszenie, zwłaszcza przez to, że dla odmiany naprawdę istotne będą tu umiejętności taktyczne. K-Science zaobserwowali, że kaiju nie są bezmyślnymi stworami i często podczas walki wykorzystują elementy otoczenia. Musimy po prostu być w tym lepsi.

Jin kiwnął głową. Zapowiadało się wspaniałe wyzwanie dla programistów.

- Doskonale - uśmiechnął się - rozumiem, że te godziny, które mam w harmonogramie wpisane jako “Akademia”, to zajęcia, które mam prowadzić?

Cath wyraźnie zmarkotniała.

- Owszem. Niestety też je mam, co trochę rozwala mi pracę, zwłaszcza, że do Akademii trzeba dojechać specjalnym pociągiem, ale trudno, jakoś to będzie. Opracowaliśmy z Herculesem Hansenem nowy plan szkoleniowy, szczegóły programowe dostaniesz na maila, ale nasze zajęcia zaczynają się dopiero w przyszłym miesiącu, więc spokojnie sobie to wszystko przejrzysz. Akurat ten nowy plan mnie bardzo cieszy, bo w końcu mamy skondensowaną wiedzę od specjalistów, a nie prowadzących z łapanki i zajęcia bez konkretów.

- No dobrze - Jin wyjął z torby tablet i zerknął na rozpisany harmonogram - widzę, że mam zajęcia tylko dwa razy w tygodniu, więc nie ma tragedii.

- Ja niestety mam trochę częściej, ale tylko na początku. Jak się inżynierowie nauczą, to będą je za mnie prowadzić. Na razie niestety, hmm, nie ma kto. Więc przez jakiś czas będę i głównym inżynierem, i wykładowcą. Na szczęście cały zespół inżynierów jest na tyle konkretny, że damy sobie radę. Matko, jak dobrze mieć wszystko poukładane...

Jin zaśmiał się. No tak, jeśli Cath nie miała wszystkiego poukładanego po swojemu, pracowała w o wiele większym stresie. Jeszcze zanim pojawili się na Alasce często się o to sprzeczali. Teraz jednak sytuacja była zupełnie inna, bo nie dotyczyła już prac semestralnych, tylko ratowania świata.

Czasem rozmyślał nad tym, co w ostatnich latach działo się na Ziemi i jak potoczyło się jego życie. Zawsze wyobrażał sobie, że skończy studia, wróci do Japonii i rozpocznie pracę w jednej z gigantycznych korporacji. Pewnie znajdzie żonę, będzie miał dzieci, ładne mieszkanie w jakiejś malowniczej dzielnicy Tokio, może psa, może dwa koty. Gdyby ktoś mu wtedy powiedział, że za jakiś czas z Wyłomu na dnie Pacyfiku wypłyną gigantyczne potwory, z którymi świat nie będzie sobie umiał poradzić, pewnie by go wyśmiał. A tu proszę. Życie jednak czasem serwuje nie lada niespodzianki.

Postawił na stole kolejny dzbanek herbaty i wyjął z jednej z szafek opakowanie ciastek. Cath od razu sięgnęła po jedno i dolała sobie gorącego napoju.

- Tak czy siak - Jin schował tablet i odłożył torbę - cieszę się, że tu wróciłem. Przyzwyczaiłem się już do tych wszystkich hangarów i korytarzy.

- Ja też się cieszę - Cath się uśmiechnęła - ale jak wybudują nowe bazy, to pewnie znów nas porozdzielają. Wiem, że mają w planach postawienie kilku wyposażonych na tyle, żeby można było w nich prowadzić naprawy, a nie wysyłać Jaegery za każdym razem aż tutaj. A to się pewnie będzie łączyło z tym, że trzeba będzie tworzyć nowe grupy inżynierów.

- I obsługi - Jin westchnął - ale pewnie usprawni to pracę. To dlatego teraz szkolą w Akademii tak wszechstronnie?

- Tak podejrzewam. Pilotów, inżynierów, programistów… Gemma też prowadzi zajęcia, na których tłumaczy zasady działania Mostu Neuronowego. Jest tego naprawdę sporo.

- No cóż, to chyba dobrze? Im więcej Jaegerów, tym więcej rąk potrzeba na pokładzie. W sumie nikt nie wyszkoli ich lepiej, niż my, a do tego...

W tym momencie rozbrzmiał dzwonek telefonu Cath. Wyjęła go z kieszeni, rzuciła w stronę Jina przepraszające spojrzenie i odebrała rozmowę.

- Halo? Tak, słyszę. Teraz? Dobrze, będę za chwilę, ale muszę jeszcze zahaczyć o swoją kwaterę. Do zobaczenia za chwilę. Jin - odłożyła telefon, po czym zwróciła się do chłopaka - sorry, ale muszę lecieć. Hansen senior wzywa, bo mamy kilka spraw do obgadania. Zgarnę jeszcze tylko kserówki dla młodego i spadam. Widzimy się jutro na śniadaniu?

- Jasne - chłopak uśmiechnął się - do zobaczenia.

- Pa! - Cath szybko wrzuciła swoje naczynia do zmywarki i pobiegła przed siebie, łapiąc po drodze jeszcze jabłko z jednej z pater i pakując je do kieszeni.

Jin rozsiadł się wygodnie na krześle i ponownie napił się herbaty. Bardzo cieszył się, że wrócił do bazy. Pogadanki z Cath przypominały mu dom, dzięki czemu czuł się w jej towarzystwie zdecydowanie lepiej. Trochę jak z dawno niewidzianą siostrą. Do tego doszło mu mnóstwo obowiązków, praca nad oprogramowaniem Gipsy Danger i ten projekt Cath, który wydawał się mieć ogromny potencjał.


Po raz pierwszy od dłuższego czasu poczuł przypływ pozytywnej energii i optymizmu. Do kwatery wrócił uśmiechnięty i zrelaksowany. Nie czuł w ogóle stresu związanego z nowymi zadaniami - wręcz przeciwnie, czuł się tak, jakby dostał solidnego, inspirującego kopa. Zapowiadał się czas wytężonej pracy, ale przynajmniej będzie mógł w końcu w pełni rozwinąć skrzydła.


I będzie mógł dalej robić wszystko, co w jego mocy, żeby więcej dzieciaków nie cierpiało z powodu zaginięcia rodziców.