Actions

Work Header

Chapter Text

 

 

LUTY 2015 - ALASKA

Przez ostatnie kilka miesięcy Cath miała wrażenie, że udało jej się przespać łącznie zaledwie kilka godzin. Spodziewała się ciężkiej pracy, ale to, co faktycznie działo się w Centrum, wymykało się jakimkolwiek definicjom przemęczenia. Owszem, pracowała z najlepszymi, tak, jak chciała. Niestety najczęściej ta współpraca polegała na odwalaniu za nich czarnej roboty. Zaciskała jednak zęby i powstrzymywała się przed narzekaniem, bo chyba przez całe życie nie nauczyła się tyle, co podczas tego okresu.

Stworzenie Jaegerów wydawało jej się rewolucyjnym pomysłem – zwłaszcza, że tyle poprzednich już zawiodło. Gigantyczne pociski, napalm, metalowe kraty, a nawet specjalny kwas – wszystkie poprzednie metody zawiodły i poza stworzeniem wielkich robotów nikt nie miał obecnie bardziej realistycznego pomysłu. Pierwsza z wielkich maszyn, Brawler Yukon, już na etapie planów zrobił na Cath niej ogromne wrażenie. Projekt wydawał jej się bardzo pomysłowy i naprawdę wierzyła w to, że Jasper Schoenfeld wymyślił coś genialnego. Niestety, widziała też, co działo się w międzyczasie i miała wrażenie, że mimo ich ciężkiej pracy projekt posuwa się do przodu zbyt wolno. Zwłaszcza, że po drodze napotykali mnóstwo problemów, z którymi nikt wcześniej się nie mierzył. Nie chodziło nawet o konstrukcję - najwięcej problemów sprawiał Dryf.

Jeszcze na początku lutego razem z Gemmą rozmawiały o tym w swojej kwaterze. Dziewczyna była bardzo zestresowana. Podobno podczas prób synchronizacji obciążenie neuronów było zbyt wielkie i Adam Casey, pilot USAF, który jako pierwszy testował ten system, doznał silnego wstrząsu i niestety nie udało się go uratować. Jaeger dosłownie usmażył jego mózg.

- A najgorsze jest to - mówiła Gemma, przeglądając wyniki wszystkich testów i szukając jakiejkolwiek wskazówki, która mogłaby ich nakierować na rozwiązanie problemu - że nie mamy pojęcia, jak zmniejszyć to obciążenie. Takie połączenie świetnie sprawdzało się przy sterowaniu myśliwcami, ale Jaeger jest na to za duży. Nie wiemy, jak znaleźć pilota o odpowiednich predyspozycjach. Caitlin obawia się, że wszystkie kolejne testy tak samo się skończą.

- Ale wiecie, z czego to wynika? Problemem jest rozmiar?

- Między innymi. Jaegery mają tak dużo systemów, że zarządzanie nimi wszystkimi naraz jest gigantycznym obciążeniem dla mózgu. A dodatkowo jeszcze przecież mamy podstawowe funkcje motoryczne, które też trzeba ogarniać. Szczerze, nie mam pojęcia, jak jeden człowiek ma tym wszystkim zarządzać. Obawiam się, że nasze mózgi absolutnie nie są przystosowane do takiego obciążenia. Moglibyśmy spróbować odpalać wszystkie systemy po kolei i stopniowo zwiększać zakres, z jakim pilot musiałby sobie poradzić, ale nie ma na to czasu! - Cath słyszała panikę w jej głosie. Trudno było się dziwić. Nie wiedzieli, kiedy mogą spodziewać się następnego ataku, a musieli udowodnić, że ich plan ma w ogóle rację bytu. Brawler Yukon był być albo nie być całego projektu.

- A może to wina samej konstrukcji Mostu? Może musi lepiej filtrować bodźce?

- Może - Gemma westchnęła i oparła głowę na dłoniach - ale nie mamy czasu, żeby to wszystko rozgrzebywać, no i ludzi też do tego nie mamy. Musimy działać na tym, co jest, i jeśli to się sprawdzi, to wtedy dopiero możemy się zabrać za kombinowanie.

Cath doskonale rozumiała jej frustrację. Inżynierowie na co dzień zmagali się głównie z kwestią wagi komponentów i używanych materiałów, ale i inne problemy piętrzyły się w dokumentacji. Ekipa silnikowców nie miała pomysłu na zabezpieczenie jądra nuklearnego, które miało zasilać całą konstrukcję. A może inaczej - pomysł owszem, był, ale nie było czasu na jego wdrożenie. Co prawda projekt kombinezonu zakładał szczątkową ochronę przed promieniowaniem, ale przez specyfikę konstrukcji receptorów kręgosłupa nie było szans na pokrycie powierzchni całego ciała. Już wtedy wiadomo było, że kombinezony będą wymagały równie ciężkiej pracy, jak całe maszyny.

Główny inżynier i pomysłodawca Brawlera, Jasper Schoenfeld, czasem doprowadzał Cath pod względem podziału obowiązków do szewskiej pasji. Rozumiała, że goni ich czas, ale nie mogła pozbyć się obawy, że Brawler rozpadnie się już podczas pierwszej walki. Razem z ekipą inżynierów pilnowała co prawda, żeby wszystkie łączenia były należycie zabezpieczone i żeby wszystkie pasma mięśniowe Jaegera były odpowiednio zasilane, ale na testy było tak mało czasu, że nie mieli pojęcia, jak całość zachowa się podczas faktycznej walki. Cath miała tylko nadzieję, że Jasper wie, co robi i że to wystarczy, żeby przekonać ONZ do przyznania PPDC większych funduszy, aby mogli dopracować maszyny do perfekcji.

W połowie lutego na Alasce pojawił się kolejny tester Mostu Neuronowego, porucznik Sergio D’Onofrio. Testy miały zacząć się praktycznie od razu. Wszyscy trochę obawiali się wyniku, ale starali się tego nie okazywać. Zwłaszcza Gemma próbowała robić dobrą minę do złej gry. Od kilku dni była poddenerwowana bardziej, niż zwykle.

Tego dnia, kiedy zaplanowano pierwszy test Dryfu dla Sergio, Cath spędzała czas z Jasperem nad dokumentacją. Kończyła przygotowywać rysunki techniczne dla prawej dłoni i kokpitu. Schoenfeld był ewidentnie nie w humorze - od kiedy Sergio pojawił się w Centrum, wiele razy się ze sobą ścinali. Cath jednak nie chciała wnikać w osobiste animozje szefa i postanowiła ignorować wszystkie złośliwości, skupiając się na pracy.

W pewnym momencie zauważyła spore poruszenie. Pracujący w hangarze mechanicy i inżynierowie oderwali się od swoich zajęć i zaczęli biec w stronę centrum dowodzenia. Wstała od biurka i podążyła za nimi wzrokiem. Czyżby kolejny test zakończył się niepowodzeniem? Poczuła w żołądku coś na kształt ciężkiej kuli lodu. Jasper bez słowa ruszył za tłumem, widocznie przewidując najgorsze. Ona również odłożyła swoje rzeczy i postanowiła pójść za nim. Jeśli faktycznie znowu się nie udało, chciała o tym wiedzieć od razu.

Jakież było jej zaskoczenie, kiedy zauważyła biegnącą w jej stronę roześmianą Gemmę. Machała do niej ręką i coś krzyczała, ale przy takiej wrzawie i z takiej odległości Cath niczego nie rozumiała. Dopiero po chwili dotarło do niej, co się właśnie stało.

- Nie uwierzysz! - Gemma mówiła bardzo szybko, z trudem opanowując ekscytację - Caitlin podłączyła się do Brawlera razem z Sergio i udało im się zminimalizować obciążenie! Most działa! Jeśli rozdzieli się go na dwóch pilotów, to działa!

Cath była w takim szoku, że nie wiedziała, co powiedzieć, chociaż miała milion pytań. Jak to się stało? Skąd ten pomysł? Czy to znaczy, że Most jest w końcu na tyle stabilny, że będzie w stanie obsłużyć Jaegera? Czyżby w końcu wykonali prawdziwie milowy krok na drodze do pełnej realizacji Programu?

W ogólnej wrzawie i radości trudno było jej się porozumieć z Gemmą i kimkolwiek w okolicy, ale kiedy dotarło do niej, że nareszcie się udało, sama nie potrafiła ukryć radości. Wyjęła z kieszeni telefon i szybko zadzwoniła do Jina, który tego dnia przebywał poza bazą.

- Jin! - krzyknęła do słuchawki, odbiegając od wrzeszczącego tłumu - Udało się! Most działa!

W krótkiej rozmowie przekazała mu to, co usłyszała od Gemmy. Chłopak koniecznie chciał od niej potem uzyskać więcej informacji, ale i on nie próbował ukryć radości. Teraz w końcu mogli zacząć pracować na pełnych obrotach. Nareszcie byli gotowi, żeby wystawić Brawlera na ostateczną próbę.

 ***

Stacker Pentecost razem z ekipą odpowiedzialną w PPDC za public relations ustawili na godzinę szesnastą specjalną konferencję prasową. Zanim jednak spotkali się z dziennikarzami, marszałek postanowił na szybko zwołać zebranie całego personelu obecnego w bazie.

Gemma sprawdzała odczyty po udanym Dryfie między Caitlin i pułkownikiem D’Onofrio, a dodatkowo monitorowała ich funkcje życiowe, w związku z czym nie mogła się pojawić na zebraniu. Cath złapała po drodze kanapkę i udała się do głównego hangaru, w którym czekał złożony w całość Brawler Yukon. Tylko to miejsce było w stanie pomieścić wszystkich pracowników naraz.

Z daleka zauważyła resztę swojej ekipy i Jaspera, który nadal wyglądał na wyjątkowo zdenerwowanego. Postanowiła jednak nie dolewać oliwy do ognia i udała, że tego nie widzi. Nie chciała wdawać się z nim w żadne dyskusje, bo wiedziała, że potrafi być bardzo nieprzyjemny, kiedy ma zły humor. Usiadła więc obok niego na skrzyni z narzędziami i zaczęła jeść kanapkę.

- Okropna bezmyślność - usłyszała w pewnym momencie - co ona sobie myślała? Przecież mogła zginąć razem z nim!

Nie była pewna, czy Schoenfeld mówi do siebie, czy do niej. Skupiła się wobec tego na swojej kanapce i zdecydowała, że nie będzie się odzywać, póki szef nie zwróci się do niej bezpośrednio. Pentecost miał się pojawić za pięć minut, więc istniała dość realna szansa, że nie zdąży.

Kiedy marszałek pojawił się na prowizorycznej mównicy, wszystkie rozmowy ucichły. Setki oczu zwróciły się w jego kierunku, czekając na oficjalne ogłoszenie. Cath pierwszy raz widziała, żeby na twarzy Pentecosta tańczył cień uśmiechu.

- Moi drodzy - zaczął mówić, starając się ukryć ekscytację - jak zapewne już wiecie, dziś wielki dzień. Doktor Lightcap i porucznik D’Onofrio odnieśli wielki sukces. Udało im się osiągnąć synchronizację w Dryfie, dzięki czemu będą w stanie pilotować Brawlera Yukona. Od dzisiaj oficjalnie możemy prowadzić testy z wykorzystaniem dwóch pilotów zamiast jednego. Będziemy musieli zmodyfikować kokpit, ale nasz największy problem został chwilowo rozwiązany.

W hangarze rozległy się gromkie brawa i okrzyki. Wiedząc, że całość trzeba opracować na dwóch, a nie jednego pilota, wykonali gigantyczny krok naprzód.

- Będziemy teraz musieli pracować ze zdwojoną siłą, ale jestem przekonany, że przy następnym ataku będziemy w stanie pokazać w stu procentach, na jak wiele nas stać. Podamy dzisiaj tę informację do wiadomości publicznej, a tymczasem oczekuję, że jak najszybciej wrócimy do dalszych prac. Panie i panowie, dzisiaj tworzymy historię!

Dało się słyszeć kolejne brawa, ale Cath nie bez zdziwienia zauważyła, że Schoenfeld wcale nie wygląda na zadowolonego. Wręcz przeciwnie, wydawał się czymś wyjątkowo zmartwiony.

- Keats - zwrócił się do niej, kiedy wrzawa trochę ucichła i Pentecost zszedł z mównicy - za godzinę widzę ciebie i resztę ekipy w warsztacie. Musimy zacząć prace nad modyfikacją uprzęży dla pilotów. Rzuć plany na ścianę, zanim przyjdę.

- Tak jest - Keats zeskoczyła ze skrzyni i postanowiła bezzwłocznie się wszystkim zająć, żeby nie dawać szefowi kolejnych powodów do narzekania - wszystko będzie gotowe za godzinę.

- No ja myślę.

Westchnęła i ruszyła do prowizorycznego biura, gdzie zwykle pracowali nad dokumentacją. Zapowiadało się ciężkie popołudnie. 

***

Gemma sprawdzała odczyty z Dryfu i nie wierzyła własnym oczom. To było przecież tak proste! Wystarczyło rozłożyć obciążenie neuronowe na dwie osoby, żeby być w stanie kontrolować maszynę. Dwa umysły złączone w jeden były w stanie bez problemu poradzić sobie z Dryfem, a dodatkowo połączone umiejętności dwóch pilotów mogły się o wiele lepiej sprawdzić w walce. Było to jednak o tyle problematyczne, że w momencie połączenia obydwaj piloci widzieli i słyszeli to, o czym myśli ten drugi. W Dryfie niczego nie dało się ukryć. Z drugiej jednak strony nie trzeba było rozmawiać, żeby działać razem.

Gemma zauważyła, że obciążenie rozkłada się tak, jakby jeden pilot kontrolował lewą półkulę, a drugi prawą. To dawało wielkie możliwości w kwestii używanej broni i opracowania stylu walki. Musiała to skonsultować z Jinem, ale spodziewała się, że i jemu pomoże to w programowaniu.

Poza bólem i zawrotami głowy ani Caitlin, ani Sergio nie odczuwali żadnych ubocznych objawów. Sprawdziła aktywność ich mózgu i nic nie wskazywało żadnych odstępstw od normy.

- Prax - odezwała się w końcu do niej Caitlin - jak wyniki?

- Wydaje się, że wszystko jest w porządku - odpowiedziała ostrożnie dziewczyna – wszystkie odczyty w akceptowalnych granicach. A jak wy się czujecie?

- Dziwnie - wtrącił się Sergio - to trochę nietypowe mieć kogoś w swojej głowie.

Uśmiechnęli się do siebie z Caitlin. Gemma nagle poczuła się trochę niezręcznie w tej dyskusji. Rozmawianie z jedną osobą to jedno, ale z dwoma, które w dodatku właśnie przed chwilą myślały jednym umysłem sprawiało, że Gemma czuła się jak piąte koło u wozu.

Na przestrzeni kolejnych dni dziewczyna planowała sprawdzić bardziej dokładnie, jak dwa umysły zachowują się w Dryfie. Połączeni piloci nie mieli dostępu do swoich wspomnień i wszystkich myśli. W danym momencie wiedzieli jednak doskonale, o czym myśli i co czuje osoba, do której byli podłączeni. Było to o tyle ciekawe, że na tej podstawie mogli się ze sobą bardzo dobrze zsynchronizować, ale niosło to też ryzyko skrajnego niedopasowania, jeśli ktoś będzie próbował coś podczas Dryfu ukryć.

Westchnęła. Zapowiadało się mnóstwo pracy nad stworzeniem specjalnego programu szkolenia, który pozwoli pilotom jak najlepiej się do siebie dopasować.

- Proponuję, żebyśmy jutro spróbowali spędzić w Dryfie więcej czasu - odezwała się nagle Caitlin, wstając z leżanki i zerkając na wyświetlone na ekranie wyniki - możemy spróbować spędzić trochę czasu w Brawlerze i zobaczyć, do jakiego stopnia jesteśmy w stanie nim działać.

- Jasne - Gemma otworzyła kalendarz testów i szybko wrzuciła Dryf z Brawlerem na następny dzień - jeśli czujecie się na siłach, to jak najbardziej.

- Damy radę - Sergio się uśmiechnął - szczerze mówiąc, dawno tak dobrze się nie czułem.

- Ja podobnie - Gemma słyszała w głosie Caitlin lekkie niedowierzanie - mam nadzieję, że skutki ubocznie nie pojawią się z opóźnieniem. Gemma, możesz proszę monitorować i notować wszystkie zmiany? Na wszelki wypadek założymy dzisiaj headsety i zobaczymy, czy coś się będzie działo.

- Okej - Gemma wstała od biurka i udała się w stronę jednej z szafek, żeby wybrać odpowiedni sprzęt - tak czy siak cieszę się, że jesteście dobrej myśli.

- Tak - odpowiedziała jej Caitlin z uśmiechem - w końcu.

***

Pentecost miał czterdzieści minut, żeby przygotować się do wystąpienia podczas konferencji prasowej. Nie lubił tego, ale wiedział, że nie mają wyboru. Projekt to jedno, ogólnoświatowa aprobata to coś zupełnie innego. Wiedział, że muszą się pokazać z jak najlepszej strony, żeby opinia publiczna zaczęła im kibicować. Samo pokonanie potwora nie wystarczy - muszą od samego początku pokazywać się jako zwycięzcy i profesjonaliści, którzy doskonale wiedzą, co robią. Nawet, jeśli to nie do końca prawda i przynajmniej póki co działają trochę po omacku.

Otworzył szafę w swojej kwaterze i wybrał jeden z ciemnych garniturów, które kupił specjalnie na podobne okazje. Przebrał się i dopilnował, żeby wszystkie odznaczenia były dobrze widoczne. Jeśli ma być twarzą tego projektu, nie może pozwolić sobie na wpadki i musi stosować wszystkie możliwe triki, które pomogą mu budzić respekt.

Wziął do ręki tablet z przemówieniem, które miał tego dnia wygłosić, kiedy zadzwonił telefon. Jeszcze zanim spojrzał na ekran wiedział, że to ktoś z ONZ.

- Dzień dobry - powiedział, odbierając telefon.

- Być może nawet bardzo dobry - usłyszał w słuchawce - doszły nas słuchy, że udało wam się potwierdzić zasadność wykorzystania technologii… jak wy go nazywacie… Dryfu?

- Za godzinę mamy konferencję prasową w tej sprawie.

- Mam nadzieję, że w najbliższych dniach PPDC prześle nam szczegółowy raport.

- Oczywiście. W tydzień będzie u Pana na biurku. Jutro przeprowadzamy jeszcze ostateczny test.

- Proszę pamiętać, że jeśli plan faktycznie się powiedzie, znacznie zwiększymy wasze fundusze. Ustaliliśmy z pozostałymi krajami członkowskimi, że po kilku zmianach w budżecie będziemy w stanie dać wam więcej, niż planowaliśmy.

Tego Pentecost się nie spodziewał. Myślał, że będą musieli walczyć o każdego dolara, a przynajmniej takie wrażenie odniósł na początku. Czyżby to znaczyło, że faktycznie nie ma innej alternatywy? Czyżby desperacja ONZ była tak wielka, że w PPDC widzieli ostatnią szansę na obronę ludzkości?

- Dziękuję. Nie zawiedziemy oczekiwań.

- Do usłyszenia. Z niecierpliwością czekamy na konferencję.

- Do usłyszenia.

Przebieg tej rozmowy bardzo zaskoczył Pentecosta. Wiedział, że nie tylko PPDC pracowało nad propozycją rozwiązania konfliktu i że wiele pomysłów prywatnych przedsiębiorców również walczyło o dofinansowanie, dlatego tak intensywnie pracowali nad tym, żeby pokazać, na co ich stać. Jeśli jednak ONZ decyduje się na taki krok i śledzi ich poczynania tak uważnie, to istnieje spora szansa, że już podjęli decyzję i jeśli tylko Brawler Yukon nie zawiedzie, program budowy Jaegerów będzie mógł ruszyć pełną parą.

Uśmiechnął się pod nosem. To istotnie mógł być bardzo dobry dzień.

***

KWIECIEŃ 2015, ALASKA

Cath obudziła się zdecydowanie za późno. Poprzedniego dnia pracowała prawie do trzeciej nad ranem, bo nadal mieli problem z kombinezonami. Warstwa, którą roboczo nazywali “zbroją”, nie była na szczęście aż tak wymagająca. Najwięcej problemów sprawiało umiejscowienie czujników w kombinezonie obwodowym, który znajdował się pod nią. Wszystkie elektrody i czujniki musiały być dokładnie dopasowane do ciała pilota, bo inaczej nie przewodziły odpowiednich sygnałów. Podczas kilku testów mieli problemy z przewodzeniem, a żel przekaźnikowy wsiąkał w materiał, co denerwowało pilotów. Pracowała z jednym z chemików, którzy próbowali zsyntetyzować inną substancję, która będzie mniej klejąca i nie będzie wymagała półgodzinnej wizyty pod prysznicem po zdjęciu kombinezonu, ale niestety nie udało im się niczego na szybko wymyślić.

Wpadła do gabinetu Schoenfelda dobre pół godziny po czasie. Spodziewała się sporej połajanki i przynajmniej kilkunastu wyrzutów. Szef nie znosił, kiedy ktoś się spóźniał, zwłaszcza w momencie, kiedy mieli tyle pracy. Sam zawsze pojawiał się w umówionym miejscu co do minuty. Cath też nie znosiła się spóźniać, ale tego dnia najwyraźniej po prostu potrzebowała tych dodatkowych trzydziestu minut snu i jej organizm zadecydował za nią.

Ku jej zdziwieniu, Schoenfeld nie skomentował jej spóźnienia. Siedział przy biurku, trzymając nogi na blacie, i palił papierosa. Coś ewidentnie było nie w porządku.

- Dzień dobry - powiedziała niepewnie, nie wiedząc, czego się spodziewać - szefie, wszystko w porządku?

Powoli odwrócił głowę w jej stronę. Wyglądał, jakby tej nocy w ogóle nie spał.

- Nie, Keats - westchnął - nic nie jest w porządku.

Pierwszy raz widziała go w takim stanie. Nie miała pojęcia, jak zareagować. Mimo tego, że nie był szczególnie sympatycznym człowiekiem, było jej przykro widzieć go aż tak zmęczonego.

- Coś się stało?

- Poza tym, że zawiodłem na całej linii, to nie, nic się nie stało.

Zatkało ją. O czym on w ogóle mówił? Przecież niedawno osiągnęli ogromny sukces, a ich projekt świetnie się rozwijał. Dlaczego wobec tego uważał, że zawiódł?

- Nie rozumiem - tylko na taką odpowiedź wpadła w tamtym momencie.

- No bo jak miałabyś rozumieć - westchnął - jesteś jeszcze młoda, całe życie masz przed sobą. A ja? Straciłem najpierw żonę, a potem kobietę, którą kochałem. Co mi wobec tego po Jaegerach, skoro nie mam dla kogo i po co walczyć? Po co ty to wszystko robisz, Cath? Dlaczego zgodziłaś się dołączyć do programu?

Nie wiedziała, co powinna odpowiedzieć. Wtedy po raz pierwszy pomyślała, że może jej pobudki są odrobinę zbyt egoistyczne. Nie czuła, że walczy, żeby kogoś chronić. Jej rodzina była daleko od tego wszystkiego i chociaż kaiju były potencjalnym zagrożeniem dla całego świata, to póki co Europa była względnie bezpieczna. Może dlatego czuła raczej, że jej celem jest nauczyć się więcej i pracować przy najbardziej ambitnym projekcie w historii ludzkości, a nie chronić tych, na których jej zależy. Co jeśli okaże się, że to nie wystarczy?

- No właśnie - kontynuował Schoenfeld - nie wiesz. I ja też nie wiem. Robienie tego wszystkiego dla siebie to chyba trochę za mało. I tak sobie myślę, że nie umiałbym się zdobyć na taki gest jak Caitlin. Była gotowa poświęcić własne życie, żeby ratować Sergio, rozumiesz? Ani przez moment nie pomyślała o sobie. I dzięki temu rozwiązała największą zagadkę Dryfu. Ja podejrzewam, że nie potrafiłbym się tak zachować.

Cath słyszała plotki na temat tego, że Caitlin i Schoenfeld mieli kiedyś romans. To jednak podobno były dawne dzieje. Czyżby to ona była drugą kobietą, o której opowiadał? Do tej pory myślała, że to tylko takie gadanie, ale może to jednak była prawda. W końcu plotki nie biorą się znikąd.

- Szefie… - zaczęła coś mówić, ale wpadł jej w słowo.

- Dobra, koniec tych rzewnych pogaduszek - Jasper zgasił papierosa w popielniczce i wstał z krzesła - do roboty. Musimy najpóźniej do jutra ogarnąć te kombinezony, bo mi się te punkty styku nie zgadzają.

Cath kiwnęła głową i w sumie z ulgą zajęła się przerwaną pracą. Może i jej szef nie był najbardziej sympatyczną osobą, jaką spotkała w swoim życiu, ale miała wrażenie, że teraz trochę lepiej go rozumie. Kto wie, może z czasem będzie im się pracowało razem dużo lepiej.

***

Stacker Pentecost popijał kawę i przeglądał ostatnie raporty. Im więcej czasu mijało od ataku ostatniego kaiju, tym bardziej był niespokojny. Wszyscy zresztą mieli nerwy napięte jak postronki i byli coraz bardziej poddenerwowani. Póki co ataków było zbyt mało, żeby zdążyli zaobserwować w pojawieniu się potworów jakiś wzorzec. Byli więc skazani na to nadzwyczaj nerwowe oczekiwanie. Mieli co prawda system wczesnego ostrzegania, kiedy w Wyłomie pojawiały się jakieś aktywności, ale najczęściej działo się to dopiero na dwie, trzy godziny przed atakiem kaiju.

Mimo ogólnego poddenerwowania marszałek musiał przyznać, że jest bardzo zadowolony z rekrutów, których ściągnęli na Alaskę. Chociaż w większości byli bardzo młodzi, ich pomoc zarówno podczas pracy z Jaegerem, jak i Dryfem okazała się nieoceniona. Miał nadzieję, że w skali mniej więcej dwóch lat będą w stanie pracować samodzielnie, co pozwoli PPDC szybko się rozwijać. Jeśli oczywiście Brawler Yukon się sprawdzi i nie okaże się, że cały czas gonili za mrzonką, która nie ma szans zostać zrealizowana. Starał się nie myśleć o takim scenariuszu, ale w obecnej sytuacji nie mógł go również całkowicie wykluczyć. Tak samo jak na sukces musiał być przygotowany na to, że po wielkiej próbie będzie mógł pakować się do domu w niesławie.

Z raportów wynikało, że wszystkie systemy bojowe są sprawne, a wyposażenie Brawlera w pełni przetestowane. Przez ostatnie kilka dni próbowali zmodyfikować jedno z ramion w taki sposób, aby zmieścić tam większą wyrzutnię rakiet, niemniej jednak to była już praca ponad podstawowy program. Jeśli natomiast chodziło o Dryf, Caitlin i Sergio nie osiągnęli co prawda stuprocentowej synchronizacji, ale wzrastała systematycznie i obecnie była na poziomie mniej więcej osiemdziesięciu procent. Jak na pierwsze próby był to całkiem niezły wynik. Zresztą, póki co i tak nie było pewności, że w ogóle da się osiągnąć sto procent. Pojawiało się przy okazji kilka skutków ubocznych, nad którymi będą musieli się pochylić - zwłaszcza, jeśli mieli angażować kolejnych pilotów - ale nie było to nic na tyle poważnego, żeby zagrozić całej operacji. Wszystko zdawało się być na dobrej drodze i Pentecost miał nadzieję, że w przeciągu tygodnia uda im się zakończyć wszystkie testy i będą gotowi na ewentualne starcie.

Niestety, kolejny kaiju nie dał im tyle czasu.

Dźwięk alarmu rozległ się niespodziewanie, zagłuszając codzienne hałasy w Centrum. Stacker zauważył ludzi biegających w tę i z powrotem z wyrazem przerażenia na twarzach. Mieli zaledwie dwie, może trzy godziny, zanim bestia dotrze do lądu i zacznie siać spustoszenie. Musieli działać szybko i zdecydowanie. Nie było miejsca na pomyłkę.

- Kaiju w Wyłomie! - rozległo się z głośników krótko po tym, jak ucichł dźwięk alarmu - wszyscy na stanowiska! Operatorzy na mostek! J-Tech do strefy zrzutu! Kryptonim: Karloff!

Marszałek odstawił kubek z kawą, wyrównał klapy marynarki i ruszył przed siebie. Czas, żeby zabrał się za to, w czym zawsze był najlepszy - zarządzanie kryzysowe.

***

Cath nie przypominała sobie, żeby zdarzyło jej się wcześniej tak szybko biec. Po drodze starała się założyć na ucho specjalną słuchawkę, ale na zakręcie przy hangarze wpadła w poślizg i miała wrażenie, że zaraz rozbije się na ścianie; na szczęście w ostatniej chwili udało jej się wyhamować.

Spokojnie, powtarzała sobie w myślach. Przygotowywaliśmy się do tego. Przećwiczyliśmy to kilkanaście razy. Rób swoje, a będzie dobrze.

- Keats! Gdzie ty jesteś, do cholery?! - usłyszała nagle w słuchawce głos Schoenfelda. Wzdrygnęła się, ale szybko opanowała emocje. Nie było na nie czasu.

- Będę za minutę! - krzyknęła, mając wrażenie, że przez wrzawę dookoła Jasper jej nie słyszy - Jest już Caitlin i Sergio?

- Jeszcze nie, ale kombinezony nie są gotowe! Rusz dupę!

Na szczęście Cath oszczędzono kolejnych przekleństw, bo właśnie wbiegła na platformę w strefie zrzutu. Mechanicy przynieśli kombinezony, ale już z daleka widziała, że coś jest z nimi nie tak.

- Doskonale - mruknęła do siebie, sprawdzając wszystkie punkty styku - jak się dowiem, kto nie zamknął obwodów po ostatnich testach, to chyba zabiję.

- Nie zabijesz - usłyszała za sobą Jaspera - tylko ogarniesz. Ja muszę sprawdzić przyrządy sterujące, więc na jednej nodze!

Niewiele myśląc Cath zdjęła bluzę (mimo dość chłodnej temperatury w bazie właśnie poczuła, że robi jej się gorąco), założyła specjalne rękawiczki i rozłożyła kombinezony na równej powierzchni. Lewa noga kombinezonu Caitlin i prawe ramię Sergio były przeciążone. Chyba po raz pierwszy udało jej się wymienić obwód poniżej minuty. Zakleiła punkty styku, wyrównała materiał, sprawdziła przewodniki i w zasadzie wyrobiła się w ostatniej chwili, bo Caitlin i Sergio pojawili się właśnie na platformie.

- To co, kopiemy dupska potworom? - Sergio starał się zażartować, ale uśmiechał się tak samo nerwowo, jak Caitlin. Dla nich również to była pierwsza i najważniejsza próba.

Cath bez słowa pomogła im założyć kombinezony i z ulgą zauważyła, że punkty styku przesyłają sygnały dokładnie tak, jak powinny. Na pierwszą warstwę założyli zbroję, a potem wpięli w nią specjalny kręgosłup, który poza byciem ośrodkiem dla układu ruchu Jaegera działał również częściowo jako centryfuga dla żelu przekaźnikowego. Chemikom udało się odrobinę ulepszyć skład żelu, ale niestety w dalszym ciągu piloci będą skazani na przesiąkanie kombinezonu. Z czasem pewnie to rozgryzą, ale teraz mieli na głowie poważniejsze problemy; to tak naprawdę była tylko kwestia komfortu, a nie sprawności systemu.

Kiedy Caitlin i Jasper założyli zbroje oraz hełmy i stanęli w środku kokpitu, po czym wpięli ciężkie buty w specjalną uprząż, rola Cath chwilowo się skończyła. Kątem oka zauważyła Gemmę, która krzyczała do mechaników.

- Z drogi, z drogi! - poganiała ich, ustawiając się przy konsolecie - zrzucajmy ich szybko, bo muszę otworzyć Most!

J-Tech i pozostały personel wybiegli z kokpitu, który został opuszczony na ogromne cielsko Brawlera. Cath nie mogła uwierzyć, że to już ten moment. Ostateczny test, sprawdzian wszystkiego, co zrobili przez ostatnie miesiące. Z jednej strony trudno jej było ukryć ekscytację.

Z drugiej była przerażona.

- Ukłon Neuronowy za trzy, dwa, jeden…! - dobiegał do niej głos Gemmy i widziała, że dziewczyna stoi obok, ale miała wrażenie, że wszystko dzieje się poza nią, jakby chwilowo oddzieliła się od swojego ciała - Mamy Dryf! Synchronizacja siedemdziesiąt pięć procent, stabilnie!

Brawler Yukon został podczepiony do sześciu specjalnych śmigłowców, które wyniosły go z hangaru. Cath i wszyscy pozostali zwrócili się w stronę ogromnego ekranu, gdzie było widać obrazy z kamer zamontowanych na kilku śmigłowcach zwiadowczych. Mniejszy ekran obok pokazywał bieżące wiadomości.

- Keats! - Cath prawie podskoczyła na dźwięk głosu Schoenfelda w słuchawce - Na mostek! Szybko!

Odwróciła się na pięcie i pobiegła w stronę mostka. Miała wrażenie, że słyszy w głowie tylko szybkie bicie swojego serca. Próbowała się na nim skupić, żeby nie zwariować. Zwłaszcza, kiedy rzuciła okiem na ekran i zauważyła, z czym przyjdzie się zmierzyć Caitlin i Sergio.

Ogromny potwór był już u wybrzeża Vancouver i rozwalał pancerniki jednym ruchem potężnego ramienia. Poruszał się na dwóch nogach i miał wyciągniętą do góry czaszkę, co nadawało mu jeszcze bardziej złowieszczego wyglądu. Błękitne oczy błyszczały jasną poświatą, a półotwarta gęba wyglądała z daleka jak ogromna czarna dziura. Jakby tego było mało, zakończona tępym kolcem spiczasta broda przywodziła na myśl golemy, które dziewczyna widziała w kreskówkach w dzieciństwie.

To ten moment, pomyślała. Ten moment, kiedy potwory, których baliśmy się jako dzieci, przychodzą w końcu nas dopaść.

Nie pamięta, jak znalazła się na mostku, ale usiadła na miejscu, które wskazał jej Schoenfeld. Znalazła się przy panelu tuż za Pentecostem, który śledził transmisje z kamer.

- Kaiju jest w Vancouver. Powtarzam, Karloff wdarł się do miasta - Pentecost mówił do mikrofonu i dopiero wtedy Cath uświadomiła sobie, że marszałek rozmawia z załogą Brawlera.

- Jesteśmy na miejscu za 60 sekund - Cath usłyszała głos Sergio - wszystkie systemy sprawne, Most Neuronowy się trzyma, bez odchyleń. Dopadniemy tego skurwiela, szefie.

Schoenfeld śledził wszystkie odczyty, przełączając się między kilkoma różnymi ekranami. Cath była w szoku, że jest w stanie wszystko przeanalizować w tak krótkim czasie. Wiedziała, że jest geniuszem w swoim zawodzie, ale rzadko miała okazję w taki sposób obserwować go przy pracy.

- Uwaga, zrzut!

Na jednym z ekranów Cath zauważyła, że śmigłowce zrzuciły Brawlera jakieś dwieście metrów od kaiju. Potwór wyraźnie zainteresował się gigantycznym robotem. Ruszył powoli w jego stronę, jeszcze bardziej rozdziawiając gębę i biorąc gigantyczny zamach jedną z długich łap. Brawler uchylił się w ostatniej chwili. Schoenfeld się uśmiechnął.

- Dobra robota, Brawler! - Pentecost krzyczał do słuchawki - A teraz prawy sierpowy!

Gigantyczne prawe ramię Brawlera spadło na kaiju z ogromną siłą. Głowa potwora odskoczyła w bok, a on sam - wyraźnie zdezorientowany - wpatrywał się w robota, nie pojmując wyraźnie, co się właściwie stało.

- Dostał! - w słuchawce odezwała się Caitlin - Kto ma ochotę na szaszłyki?

Piloci aktywowali wysuwane ostrza w obydwu ramionach i jednym szybkim zamachem odcięli jedną z łap kaiju. Potwór ryknął przeraźliwie. Wtedy chyba zdał sobie sprawę z powagi zagrożenia i zrozumiał, że musi się ostro postawić.

Jego kolejny cios był lepiej wymierzony i posłał Brawlera między budynki. Caitlin i Sergio nie spodziewali się tak mocnego uderzenia. Ponieważ nie zdążyli schować ostrzy, jedno uległo awarii i lewe ramię całkowicie straciło zasilanie.

- Przekierowuję - Cath zadziałała automatycznie, nie myśląc; w takich sytuacjach tylko instynkt mógł się sprawdzić - pięćdziesiąt procent w prawym ramieniu i pięćdziesiąt w lewym. Ograniczona mobilność.

- Słyszeliście? - zapytał Pentecost, zwracając się do pilotów, którzy właśnie podnosili się po upadku.

- Jasne - odezwał się Sergio - drugi raz nie damy się tak zaskoczyć.

Faktycznie, kolejnego uderzenia udało im się uniknąć. Może i mieli mniej mocy w ramionach, ale byli w stanie sobie z tym poradzć. Wypuścili cztery pociski, z czego trzy trafiły potwora w klatkę piersiową. Zanim zdążył się pozbierać i zorientować, co się dzieje, Brawler był już przy nim i dosłownie rozerwał go na dwie części. Obie upadły wśród zgliszczy na przedmieściach. Przez chwilę na linii panowała cisza; na mostku było słychać tylko miarowy oddech pilotów i chrzęst metalu, kiedy przyjmowali ponownie wyprostowaną pozycję. Ale Pentecost już wiedział.

Udało się. Brawler Yukon zwyciężył.

- Marszałku Pentecost - odezwał się nagle Sergio - cel zlikwidowany. Meldujemy wykonanie zadania.

- Dobra robota, piloci. Wracajcie do domu.

Kiedy Stacker odwrócił się do wszystkich obecnych na mostku, nawet nie próbował ukryć swojej radości. Na jego ustach powoli wykwitł delikatny uśmiech.

- Cały świat właśnie zobaczył, że nie jesteśmy już bezbronni - powiedział, zerkając na ekrany, na których można było zobaczyć pozostałości po kaiju i relacje z walki w materiałach wiadomości na całym świecie - udało się. Gratuluję wam i dziękuję.

Sięgnął po mikrofon i przełączył transmisję na hangar. Takich wiadomości nie trzyma się długo w tajemnicy.

- Zwyciężyliśmy! - krzyknął z radością - Pokonaliśmy kaiju i pokazaliśmy, kto tu rządzi! Dzisiaj ogłaszam dzień świętowania!

Cath usłyszała jeszcze wrzawę i ogrom braw, jakie wywołały słowa marszałka, a potem poczuła, że jest wyczerpana. Wcale nie miała ochoty imprezować. Miała ochotę się w końcu wyspać.

Wtedy poczuła, że ktoś chwyta ją za ramię. Odwróciła się. Schoenfeld. Do tego uśmiechnięty Schoenfeld.

- Świetna robota, młoda - powiedział. Nie wierzyła własnym uszom. - Zawsze wiedziałem, że będą z ciebie ludzie.

Dopiero wtedy to poczuła. To ciepło i radość gdzieś na wysokości żołądka. Udało im się, zdali najważniejszy test, jaki czekał ten projekt. Szaleńcza praca przez ostatnie pół roku się opłaciła. W końcu mieli sposób na to, żeby walczyć z kaiju jak równy z równym.

- Dziękuję - odpowiedziała, również się uśmiechając - to dlatego, że mam dobrego nauczyciela.

- Weź przestań. Zarumienię się.

- Naprawdę!

Cały stres powoli zaczął z niej schodzić i w końcu zaczęła się rozluźniać. W tym momencie poczuła, że żaden kaiju już ich nie zaskoczy. Chcą niszczyć ich planetę? Niech tylko spróbują. Tym razem postawią się o wiele bardziej stanowczo.

PPDC w końcu miało sposób na to, żeby walczyć z huraganem.