Actions

Work Header

Eureka

Chapter Text

GRUDZIEŃ 2014, ALASKA

Cath wyglądała przez okno samolotu i trudno było jej uwierzyć w to wszystko, co wydarzyło się przez ostatni rok. W zasadzie od sierpnia wydawało jej się, że żyje w zupełnie innej rzeczywistości, która podstępnie wyparła tę, do której była przyzwyczajona. Jeszcze niedawno miała prosty plan na życie - skończyć szkołę, skończyć MIT i zaczepić się w pracy przy projektach nowych samolotów wojskowych. Była zresztą na bardzo dobrej drodze, żeby ten plan zrealizować - jeszcze w czerwcu dostała nagrodę za propozycję modyfikacji technologii stealth w oparciu o zupełnie nowe powłoki. Podobnie zresztą jak jej przyjaciel ze szkoły, Jin Takahashi, który w tym samym roku napisał o wiele prostszy i bardziej intuicyjny system operacyjny dla robotów medycznych. Jin teraz siedział razem z nią w samolocie i był podobnie skonfundowany. Nie mieli pojęcia, czego się spodziewać na Alasce. Wiedzieli tylko, że wybrano ich przez wzgląd na wybitne osiągnięcia, żeby pomogli w tworzeniu zupełnie nowych systemów obronnych. Świat był w stanie wojny i nic nie zapowiadało, aby w najbliższym czasie szala zwycięstwa przechyliła się na którąkolwiek ze stron.

Niecały rok wcześniej ciepły, sierpniowy dzień zamienił się w koszmar najpierw dla mieszkańców San Francisco, a potem dla całej reszty świata. Gigantyczny potwór pojawił się w zatoce i zanim udało się go zatrzymać, zniszczył wszystko i wszystkich na swojej drodze. Mówiło się nawet o dziesiątkach tysięcy ofiar. Na początku wydawało się, że to jednorazowy epizod. Niestety, kolejne potwory zaatakowały Manilę i Cabo San Lucas. Dodatkowo nie wyglądało na to, żeby to wszystko miało się skończyć.

Cath dokładnie pamiętała, jak to wszystko się zaczęło. Siedziała w wynajmowanym mieszkaniu w Londynie, gdzie przygotowywała się do powrotu do szkoły po wakacjach i kończyła jeden ze swoich projektów na zaliczenie. Jin, jej ówczesny kolega ze szkoły i współlokator, oglądał telewizję i wypełniał jakieś dokumenty. W pewnym momencie przerwano nadawanie wszystkich programów po to, aby pokazać gigantycznego potwora niszczącego San Francisco. Cath na początku myślała, że to jakiś dowcip albo zapowiedź filmu. Zrozumiała, co się dzieje, kiedy zauważyła, że na wszystkich kanałach pokazują dokładnie to samo.

Jin zastygł z kubkiem herbaty w ręku, wpatrując się w telewizor z szeroko otwartymi oczami. Też nie mógł uwierzyć w to, co widzi. Przez cały czas trwania wiadomości nie odezwali się do siebie ani słowem, nie wiedząc, jak to wszystko skomentować. Świat absolutnie nie spodziewał się takiego zagrożenia i zupełnie nie był gotowy na to, żeby sobie z nim poradzić. Cath zresztą też. Mimo, że potwór teoretycznie znajdował się w bezpiecznej odległości od nich, nie mogła pozbyć się poczucia ogromnego strachu. Przez długi czas każdy, nawet najmniejszy niepożądany dźwięk potrafił obudzić ją w środku nocy. Ogólna panika na ulicach też nie pomagała - wiele osób spodziewało się, że nadchodzi koniec świata, w związku z czym w sklepach zaczęło brakować podstawowych produktów spożywczych, a wiele kontraktów handlowych zawieszono. Nie tylko kraje Pacyfiku cierpiały z powodu problemów z dostawami.

Unicestwienie pierwszego potwora trwało całe sześć dni. Konwencjonalna broń nie radziła sobie ani z jego grubą skórą, ani rozmiarem. Do tego stwór był niezwykle inteligentny i wydawało się, że doskonale wie, iż latające wokół niego myśliwce będą do niego strzelać, jeśli nie strąci ich swoją ogromną łapą. Wojsko straciło mnóstwo jednostek latających i mnóstwo zdolnych pilotów. Nie wspominając już o tym, jak wielu cywili straciło życie pośród ruin.

Potwory pojawiały się nadal - jak się okazało, docierały na powierzchnię Ziemi przez portal na dnie Pacyfiku. Naukowcy dwoili się i troili, żeby zrozumieć naturę tego fenomenu i jego powstania, ale wszystko wydawało się być zupełnie poza standardowym pojmowaniem i prawami fizyki.

Później wszystko potoczyło się bardzo szybko. W obliczu wspólnego zagrożenia nawet kraje, których dotychczasowe stosunki można było określić jako dość chłodne, postanowiły ze sobą współpracować, żeby znaleźć jakiś sposób na potwory. Cath wiedziała, że PPDC, specjalna organizacja powołana przez ONZ, rozpoczęła prace nad specjalną bronią. W związku z tym do najlepszych szkół i uniwersytetów na całym świecie rozesłano prośby o oddelegowanie najzdolniejszych uczniów do pomocy przy tym projekcie. Chociaż zgłoszenia były dobrowolne, Cath i Jin nie wahali się ani chwili. Jeśli tylko mogli w jakikolwiek sposób pomóc, nie było się w zasadzie nad czym zastanawiać.

Tym sposobem zostali odesłani na wyspę Kodiak, gdzie PPDC zbudowało swoją siedzibę, warsztaty i laboratoria. Wiedzieli tylko, że mieli pracować z zespołem inżynierów i programistów. Nie było czasu na dokładne wyjaśnienia - trzeba było działać szybko i wszędzie powtarzano im tylko, że szczegóły poznają na miejscu. Mieli niecałe dwanaście godzin na spakowanie wszystkiego, co chcieli zabrać ze sobą i wypełnienie potrzebnych dokumentów. Cath nigdy wcześniej nie widziała tylu paragrafów dotyczących poufności w jednym miejscu; z drugiej strony trudno było się dziwić, skoro to operacja ONZ. Do tego odpowiedni funkcjonariusz cztery razy sprawdzał, czy wszystkie pola wypełniła jak należy i czy na pewno zgadza się na wszystkie ustalenia. Oczywiście, że się zgadzała. Paradoksalnie po podjęciu decyzji o dołączeniu do PPDC poczuła się lepiej i bardziej bezpiecznie, niż gdyby miała po prostu gdzieś się ukrywać i czekać na rozwój wydarzeń.

Samolot wylądował na niewielkim lotnisku, z którego mieli się przemieścić do bazy helikopterem. Po zejściu na płytę Cath uderzył lodowaty wiatr. W sumie można było się spodziewać, że grudzień na Alasce nie jest szczególnie przyjemnym okresem.

- Chyba wolałam deszcz i wiatr w Londynie - westchnęła, próbując zawinąć szalik ciaśniej wokół szyi.

- Przypomnę ci to, jak następnym razem będziesz narzekać na brytyjską pogodę - Jin próbował zażartować, ale Cath wiedziała, że nie jest mu do śmiechu. Byli zmęczeni, głodni i przemarznięci, a do tego nie spali od ponad dwudziestu czterech godzin.

Po wejściu na teren lotniska, które bardziej przypominało rozbudowany dworzec autobusowy, w końcu udało im się jakoś osłonić przed wiatrem. Odebrali bagaże i zauważyli przy wyjściu rosłego mężczyznę w ciepłej, puchowej kurtce, który trzymał w dłoniach tabliczkę z ich nazwiskami.

- Dzień dobry - Cath starała się zachować resztki uprzejmości, choć tak naprawdę była wykończona i marzyła o tym, żeby być już na miejscu, gdziekolwiek nie miałoby to być - jestem Catherine Keats, a to Jin Takahashi. Do usług.

- Zaraz tam dobry - mruknął mężczyzna, chowając tabliczkę do torby, którą miał przewieszoną przez ramię - Mark Daniels. Lecicie ze mną na Kodiaka. Chodźmy.

Cath westchnęła i tęsknym wzrokiem spojrzała na pobliskie stoisko z kawą i ciastkami. Jin podążył za jej wzrokiem.

- Możemy zrobić krótki przystanek na jakąś przekąskę? - zapytał, wskazując na stoisko - Jesteśmy wykończeni, a w samolocie dostaliśmy tylko jakąś nędzną bułę i jabłko.

Mark przewrócił oczami i spojrzał na zegarek. Jinowi wydawało się, że zastanawiał się nad odpowiedzią dobre kilka minut, zanim w końcu ponownie na nich spojrzał.

- No dobra, ale szybko.

Kawa nie była jakoś szczególnie smaczna, a ciastka ewidentnie leżały na stoisku przynajmniej dwa dni, ale ani Cath, ani Jin nie planowali narzekać. Zwłaszcza, że ta kawa była pierwszym ciepłym napojem, jaki wypili od czasu opuszczenia Londynu.

Kiedy razem z Markiem wsiedli do helikoptera i upchnęli w środku bagaże, byli już w zdecydowanie lepszym humorze. Lot do bazy, nazywanej w dokumentach briefingowych Centrum Dowodzenia, zajął znacznie mniej czasu, niż się spodziewali. Niestety, na miejscu zimny wiatr był jeszcze bardziej dokuczliwy.

Centrum Dowodzenia w zasadzie było jeszcze w budowie. Oczywiście konstrukcja większej części była już zakończona, ale Cath zauważyła rozsiane w okolicy metalowe żurawie i materiały budowlane. Główny budynek, do którego mieli się udać, był w całości ukończony, a niedaleko za nim znajdowały się gigantyczne hangary. Wzdrygnęła się. Co oni chcą tu budować? Samoloty pasażerskie?

Po wejściu do środka w końcu zrobiło się trochę cieplej. Gigantyczny korytarz przywodził na myśl ruchliwą ulicę, gdzie non stop ktoś próbuje przejść na czerwonym świetle. Mijali ich mechanicy, ludzie w długich fartuchach, wojskowi, a także kilku poważnie wyglądających mężczyzn w garniturach. Wyglądało na to, że praca wre i przygotowania idą pełną parą. Nie było to jednak żadnym zaskoczeniem, zwłaszcza, że kolejny atak mógł nastąpić w każdej chwili, a ewidentnie tym razem PPDC chciało być na niego przygotowane, żeby pokazać, że ich program faktycznie powstrzymać potwory.

Po odnalezieniu sali briefingowej usadowili się w środku. Na miejscu czekało już kilka osób w wieku podobnym do nich. Dzieciaki, niektóre nawet jeszcze niepełnoletnie. W większości zabrani ze szkół i pierwszych lat uniwersytetów. Najstarsza osoba w pomieszczeniu mogła mieć jakieś dwadzieścia dwa lata.

- Cześć - usłyszeli nagle za sobą i odwrócili się w stronę, z której dochodził głos - jesteście akurat na czas. Pierwszy briefing ma się rozpocząć za niecałą godzinę.

- Dopiero? W dokumentach napisali, że teraz.

- Niby tak, ale jeszcze kilka osób się spóźnia. Złe warunki pogodowe w Anchorage.

- Czemu mnie to nie dziwi - Cath mruknęła bardziej do siebie, niż swojego rozmówcy, ale stojący obok chłopak i tak się zaśmiał.

- Tak w ogóle, Jacob Danvers, miło mi poznać. Ten obok to mój brat, Adam. - wskazał stojącego nieopodal chłopaka o bardzo podobnej posturze.

- Nam również. Catherine Keats i Jin Takahashi.

- Macie ochotę na coś do jedzenia? Tam po drugiej stronie jest stół z cateringiem.

“Catering” był określeniem trochę na wyrost. W podgrzewanych bemarach znajdowała się zupa, puree ziemniaczane i klopsiki wątpliwego pochodzenia. Dodatkowo w termosach znaleźli herbatę i kawę. Nie byli jednak szczególnie wybredni, zwłaszcza po tak długiej podróży, i z przyjemnością zjedli zaserwowany lunch.

- Organizacja na najwyższym poziomie - Jin próbował zażartować, ale Cath wiedziała, że nie jest mu do śmiechu. On też miał swoje plany na życie i na to, jak chciał spędzić swoją młodość. Z jednej strony pewnie nie zakładał, że będzie pracował dla wojska. Z drugiej jednak - wojna rządzi się swoimi prawami i nie wyobrażał sobie, że mógłby zignorować szansę, żeby pomóc.

- Nie narzekaj - Cath przeżuwała klopsika i po raz kolejny wczytywała się w broszurę, którą na tym etapie znała już prawie na pamięć - zwłaszcza, że to pewnie nasza ostatnia szansa, żeby trochę odpocząć. Czuję, że niedługo zacznie się masakra.

Dyskutowali jeszcze przez chwilę, próbując trochę się odprężyć, ale obydwoje czuli dziwny ścisk w żołądku. Obce miejsce, daleko od domu, wojsko… z jednej strony powinni być do tego przyzwyczajeni, bo obydwoje trafili do londyńskiej szkoły spoza terenu Wielkiej Brytanii i od dawna nie mieszkali ze swoimi rodzinami, ale z drugiej strony to miejsce było dla nich trochę czymś kompletnie nieznanym, a trochę sennym koszmarem.

W końcu rozważania zebranych w sali dzieciaków przerwało pojawienie się marszałka Pentecosta. Wszystkie rozmowy nagle ucichły do tego stopnia, że dało się usłyszeć skrzypienie jego butów, kiedy przechodził przez pokój, aby stanąć po jego drugiej stronie. Dłonie trzymał za sobą i uważnie przyglądał się wszystkim zebranym. Cath poczuła mimowolny dreszcz. Widziała go w telewizji i czytała wywiady, których udzielał, ale nigdy nie widziała go na żywo. Samą swoją posturą wzbudzał ogromny respekt.

- Witajcie - odezwał się po chwili, rozglądając się po pomieszczeniu - jak zapewne wiecie, nazywam się Stacker Pentecost. Po pierwsze chciałem wam podziękować za to, że zdecydowaliście się do nas dołączyć. Nie będę ukrywał, że sytuacja jest dramatyczna. Na szczęście nasi najzdolniejsi inżynierowie wpadli na pomysł, który może nam pomóc przechylić szalę zwycięstwa na naszą stronę.

Cath wpatrywała się w marszałka jak zahipnotyzowana. Nigdy jeszcze nie spotkała człowieka z taką charyzmą. Rozejrzała się po pomieszczeniu i zauważyła, że wszyscy pozostali wpatrywali się w niego dokładnie tak samo.

- Jako najzdolniejsi i najbardziej obiecujący zostaliście wybrani, aby dołączyć do zespołu, który będzie pracował nad technologią, o jakiej jeszcze niedawno nikomu się nie śniło. Ostrzegam, praca nie będzie łatwa, będziecie musieli nauczyć się zupełnie inaczej wykorzystywać to, co wiecie do tej pory, a dodatkowo myśleć niekonwencjonalnie i szybko reagować na wprowadzane zmiany. Będziecie współpracować z najlepszymi inżynierami, programistami i technikami z całego świata po to, żeby zrealizować cele, które wyznaczyło nam ONZ. A to, nad czym będziecie pracować, już niedługo zobaczy cały świat.

W tym momencie Pentecost włączył ekran znajdujący się za jego plecami i wyświetlił slajd z czymś, co przypominało Cath figurki, jakimi bawiła się w dzieciństwie. Jeszcze wtedy nie dotarło do niej, co tak naprawdę będą robić. Zrozumiała to dopiero po kolejnym slajdzie, przy którym westchnęła z zaskoczenia tak głośno, że na pewno wszyscy zebrani w pokoju to usłyszeli.

- Panie i panowie - marszałek uśmiechnął się pod nosem - przedstawiam wam pierwszy model Jaegera, którego budujemy tutaj, na wyspie Kodiak. Dzięki niemu w końcu będziemy mogli walczyć z tymi potworami jak równy z równym.

Właśnie wtedy Cath i Jin po raz pierwszy zobaczyli plan budowy gigantycznego robota o kryptonimie Brawler Yukon. 

***

Jin trafił do kwatery z chłopakiem o imieniu Bryce. Niestety, już od samego początku podejrzewał, że raczej się ze sobą nie dogadają. Chłopak był wyjątkowo małomówny, a do tego zdawał się w ogóle nie zauważać, że ma współlokatora. Może to lepiej, pomyślał Jin. Będzie przynajmniej mógł bez problemu skupić się na pracy.

Podczas briefingu dowiedział się, że dołączy do zespołu programistów pracujących nad systemem operacyjnym dla Jaegerów i całym oprogramowaniem bojowym. Nie miał pojęcia, jaka jest struktura kodu i jak zaawansowane są prace nad nim, ale wiedział, z kim będzie pracował i nie potrafił ukryć ekscytacji. Andre Moran był jego idolem w zasadzie od kiedy tylko zaczął się bawić kodem. Nie spodziewał się, że go tu spotka; z drugiej strony jednak mógł to przewidzieć, skoro do pracy nad Jaegerem ściągali najlepszych.

Dopiero wtedy uświadomił sobie, jak wielką nobilitacją była propozycja, którą otrzymał. Podejrzewał, że nigdy w życiu może się już taka nie wydarzyć. Nie dość, że będzie się uczył od samego Andre Morana, to jeszcze dodatkowo będzie pracował przy gigantycznych robotach, które nawet w prezentacji wyglądały na absolutny cud techniki. Miał wielką nadzieję, że to, co się dzieje, nie jest tylko snem.

Jin dobrze radził sobie z liczbami w zasadzie od najmłodszych lat. Rodzice bardzo chcieli, żeby został w rodzinnej Japonii, w Kioto, gdzie mógłby uczyć się w jednej z najbardziej prestiżowych placówek. On jednak uparł się na szkołę w Londynie, którą polecił mu jeden z nauczycieli. Egzaminy wstępne nie były łatwe, ale wiedział, że da radę - zwłaszcza, że to właśnie tam mógł uczyć się od najlepszych. Jego głód wiedzy sprawiał, że nigdy nie wystarczał mu tylko jeden kurs i tylko jeden przedmiot. Jeśli czymś się zainteresował, nie spoczął, póki dogłębnie tego nie poznał.

Jin i Cath przyjaźnili się w zasadzie od początku szkoły, ale to Jin był tą bardziej sympatyczną i otwartą częścią duetu. Chociaż i tak Cath była teraz bardziej znośna, niż wtedy, kiedy ją poznał. Mimo początkowo niezbyt pozytywnego nastawienia z czasem zaczęła tolerować, a potem nawet lubić jego obecność. Cieszył się z tego, bo uwielbiał z nią pracować. Miał nadzieję, że na Alasce też będą mieli ku temu okazję.

Z racji tego, że miał przed sobą ostatnie wolne godziny przed rozpoczęciem morderczej pracy, postanowił się wyspać. Po śniadaniu miał się zgłosić do budynku D, gdzie miał dokładnie poznać zakres swoich obowiązków. Obawiał się jednak, że ekscytacja nie pozwoli mu zasnąć.

***

Cath zawsze była przesadnie dojrzała jak na swój wiek. Już od najmłodszych lat wydawała się znudzona zabawami, w które angażowali się jej rówieśnicy. Zawsze w swoim świecie albo z dorosłymi, którym zadawała niewygodne pytania. Rodzice obawiali się, że może mieć problemy z komunikacją, skoro nie chce spędzać czasu z rówieśnikami. Dodatkowo bardzo często objawiał się u niej lęk separacyjny i trudno było zainteresować ją prostymi “rozpraszaczami”. Szkołę podstawową skończyła dwa lata wcześniej, niż powinna - wtedy rodzice zrozumieli, że jej umiejętności trzeba wykorzystać, zamiast się o nią obawiać. Wysłali ją do jednej z najlepszych londyńskich szkół, gdzie miała rozpocząć przygotowania do zawodu inżyniera. Mimo tego, że na miejscu zaaklimatyzowała się dość szybko, nadal martwili się o to, jak poradzi sobie sama. Ona jednak angażowała się w tyle pracy, że zupełnie nie miała czasu się nad tym zastanawiać. Czasem miała wrażenie, że jej rodzice są bardziej zestresowani jej sytuacją z dala od domu, niż ona sama.

Teraz nie było inaczej. Wiedziała, że w pierwszej wolnej chwili musi zadzwonić do matki i zameldować, że wszystko w porządku. Kiedy matka dowiedziała się, że jej córka zostanie wysłana na Alaskę, żeby pracować przy tajnym wojskowym projekcie, prawie dostała zawału. Wolałaby, żeby Cath wróciła do domu i nie znajdowała się blisko tego całego konfliktu. Z drugiej strony jednak nie dało się ukryć, że umiejętności dziewczyny mogły się tam przydać. No i była to też swego rodzaju nobilitacja.

Po rozpakowaniu rzeczy w swojej kwaterze - a raczej niewielkim, dwuosobowym pokoju, który miała dzielić z dziewczyną o imieniu Gemma Prax - Cath postanowiła w końcu wykonać obiecany telefon. Wszyscy dostali nowe aparaty i nie wolno było im łączyć się z nikim za pomocą żadnych niezarejestrowanych urządzeń, co znaczyło mniej więcej tyle, że odpowiednia komórka wojskowa słuchała ich wszystkich rozmów z rodzicami.

- Cześć, mamo - powiedziała Cath, kiedy matka odebrała telefon - jestem już na miejscu. Dawno nie byłam tak zmęczona.

- Całe szczęście - Cath nawet przez telefon usłyszała, jak mama oddycha z ulgą - już myślałam, że nigdy nie zadzwonisz. Wszystko w porządku?

- Tak, tak. Jutro zaczynamy od szkoleń, a potem będziemy przydzielani do zespołów.

- Wiesz w końcu, nad czym będziecie pracować?

- Wiem, ale nie mogę powiedzieć. Zresztą, niedługo wszystkie informacje będą publicznie dostępne. A co u was?

Porozmawiała jeszcze chwilę z mamą, po czym odłożyła telefon na stolik obok łóżka i postanowiła wziąć prysznic. Kwatera była wyposażona w niewielką łazienkę, ale ogólnie rzecz biorąc nie była ani bardzo wygodna, ani szczególnie przestronna. W zasadzie poza dwoma łóżkami, biurkami i szafkami w surowym pokoju nie było niczego.

Podczas briefingu Pentecost dokładnie wytłumaczył, czym mają się zajmować w bazie. Podzielą ich na grupy i nauczą pracować z Jaegerami, czyli gigantycznymi maszynami, za pomocą których specjalnie wyszkoleni piloci będą walczyć z równie ogromnymi potworami nazywanymi kaiju. Nie potrafiła jeszcze do końca sobie tego wyobrazić, ale wiedziała przynajmniej, do której grupy zostanie przydzielona. J-Tech, inżynierowie, grupa C. Miała się od nich nauczyć wszystkiego, co wiedzą, a następnie pracować przynajmniej równie dobrze, jak oni.

Kiedy wyszła spod prysznica, okazało się, że jej współlokatorka jest już w pokoju. Na pierwszy rzut oka wydawała się jeszcze młodsza od niej.

- Cześć - uśmiechnęła się, zauważając ją w drzwiach od łazienki - jestem Gemma. Ty musisz być Catherine.

- Dla znajomych Cath - poprawiła ją z uśmiechem - miło mi poznać.

Z krótkiej rozmowy dowiedziała się, że Gemma zajmuje się sieciami neuronowymi. Następnego dnia miała zgłosić się do doktor Caitlin Lightcap, która miała ją wdrożyć w interfejsy Jaeger-pilot. Cath spodziewała się, że technologia, którą DARPA wykorzystywała w swoich myśliwcach, zostanie jeszcze ulepszona i rozwinięta. Nie podejrzewała jednak, że będzie służyła do budowania połączeń między umysłami pilotów i gigantycznych maszyn.

- Nie masz takiego poczucia, że to wszystko jest tak nieprawdopodobne, że nie może się dziać naprawdę? - zapytała ją Gemma po rozpakowaniu swoich rzeczy.

- Mam - odpowiedziała jej Cath - ale tyle razy już myślałam o tym, że to wszystko tylko mi się śni, że przestałam w to wierzyć. Trzeba się po prostu dopasować.

- Po prostu dopasować - Gemma zaśmiała się - mówisz tak, jakby to było coś łatwego.

- Łatwego może i nie - Cath z zamyśleniem wpatrywała się w ścianę - ale na pewno koniecznego.

W głębi duszy naprawdę miała nadzieję, że plan PPDC się powiedzie. Z jednej strony pomysł z wykorzystaniem gigantycznych robotów wydawał się mieć ogromny potencjał. Z drugiej jednak pamiętała, jak kończyły się dotychczasowe próby walki z potworami, jak bardzo zaawansowane by nie były. Wtedy po raz pierwszy poczuła strach. Strach, że jeśli im się nie uda, kolejnej próby już nie będzie.