Actions

Work Header

Śmierć to jednak nie koniec

Chapter Text

To było... nieoczekiwane.

Miranda pracowała w Cerberusie kilka lat. Połowę tego czasu poświęciła skrytemu studiowaniu osoby, która niedawno stała się jej bezpośrednim przełożonym.

Człowiek Iluzja.

A właściwie Jack Harper - należała do ekskluzywnej garstki osób, które to znały prawdziwe dane osobowe owej ludzkiej persony. Ekscentryk, ale nie do przesadyzmu. Z pozoru realista, który lubił przekraczać granice niemożliwego. Wizjoner, który nie pytał "czy to zrobicie", tylko "kiedy". Twarz pokerowa, znawca charakterów lubujący się w badaniu ludzkich umysłów i naginaniu ich do swoich potrzeb.

Miranda pierwszy raz widziała go wytrąconego z równowagi.

Owszem, na pierwszy rzut oka miał tę samą, zwyczajową pozę, siedział ze spokojem w fotelu, paląc nonszalancko papierosa. Ale ona widziała. Widziała zbyt dużą ilość niedopałków w popielniczce jak na jego gust. Szybko założona koszula, jakby w gorączkowym podnieceniu. I te oczy... błyszczące nienaturalnym, cybernetycznym światłem, pełne utajnionej wściekłości. Coś musiało się stać.

- Sir? - skinęła na przywitanie głową; ruch ten zdawał się być niezauważony.

- Straciliśmy ją, Mirando.

Ją? Chyba nie mówił o...

- Shepard? W jakim sensie "straciliśmy ją"?

Mocny wdech, niemal pół papierosa zamieniło się w popiół. Był zdecydowanie wściekły.

- Mgławica Omega, system Amada, atmosfera Alchery. Godzinę temu okręt Shepard został nieoczekiwanie zaatakowany przez nieznaną, wrogą jednostkę, której dane właśnie ustalamy.

Papieros zgaszony w popielniczce. Nerwowy, długi łyk złotego trunku ze szklanki obok.

- Większość załogi ocalała. Na samym początku uważano, że najwyższym stopniem poległym jest nawigator Charles Pressly, zastępca dowódcy. Jednakowoż... ostatnia kapsuła ratunkowa miała powrócić z pilotem i dowódcą, która ruszyła mu na ratunek. Wrócił tylko pilot.

Miranda poczuła zimny dreszcz na plecach. To znaczyło, że...

-Shepard zginęła w wybuchu? - zapytała nerwowo. Na szczęście, Człowiek Iluzja w swoim wzburzeniu zignorował jej nerwowość.

- Gorzej. Żywcem zaczęła spadać w atmosferę, wyrzucona w przestrzeń kosmiczną po wybuchu. Podobno widziano, jak miała przerwany dopływ tlenu.

O mój Boże... Chociaż widziała wiele w swoim życiu, poczuła niepokój. Dusząca się, rozsadzana ciśnieniem w kosmosie Shepard, która zaczęła palić się żywcem w atmosferze Alchery, miażdżona przez potężne przeciążenia... Straszna śmierć, której nie życzyła najgorszemu wrogowi. No, może z wyjątkiem ojca. Jeśli Shepard miała szczęście, straciła przytomność, jeśli nie...

- Jaki teraz mamy plan? - wzięła głęboki, uspokajający wdech. Ludzkość właśnie straciła swój największy atut, i to w tak głupi sposób. Pierwsze ludzkie Widmo wysłane przeciwko gethom... Gethom! Śmiech na sali...

- Należy odzyskać najważniejsze dobro ludzkości, Mirando - Człowiek Iluzja spojrzał na nią, niemal przewiercając ją wzrokiem na wylot. To było przytłaczające. - Jesteśmy najpotężniejszą, ludzką organizacją. Mamy nieograniczone zasoby i wykwalifikowanych pracowników. Ty zaś, Mirando, jesteś naszym najlepszym, najbardziej wszechstronnym specjalistą. Uosobienie inteligencji i perfekcji. Dlatego zadanie to powierzam tobie. Chcę, by komandor Jane Shepard do nas wróciła. Cała, zdrowa i nienaruszona, taka, jak wcześniej.

- Wróciła?! - to, że była w szoku, było mało powiedziane; to absurd, wbrew nauce! Shepard zginęła, i to w taki sposób, że niemożliwym jest uzyskać jej powrót. - Nie mamy jej ciała, a nawet jeśli je zdobędziemy, to będzie zmasakrowane. Nawet użycie najnowszej technologii nie sprawi, że wróci do świata żywych. To awykonalne nawet dla nas.

- Nie pytałem o opinię, Mirando. To było polecenie służbowe. Dostaniesz tyle zasobów, ile ci potrzeba, w jednym celu - kolejny, spokojniejszy łyk alkoholu. - Zwróć ludzkości komandor Jane Shepard. Taką, jak przed śmiercią.

 

*

 

Jeszcze parę dni temu Miranda była gotowa wykpić każdego, kto dawał do zrozumienia, że plan Człowieka Iluzji może się udać. To było niewykonalne pod każdym względem, w sferze fizycznej, psychicznej, emocjonalnej... Jack Harper nie wyglądał ani na nieprzekonanego, ani na zbyt pewnego swojej decyzji. On po prostu żądał. Shepard ma ożyć? Ma. A jak, to już zostawiam tobie, Mirando Lawson.

Owszem, uwielbiała wyzwania. Właśnie to było w jej pracy najpiękniejsze - dostawała z góry określony cel i nieograniczone środki, w zamian z reguły miała dokonać niemożliwego. Kredyty, wykwalifikowani specjaliści, technologie, zasoby... Nie znała słowa ograniczenie. Dzięki wrodzonemu geniuszowi wystarczał jej maksymalnie tydzień czasu, urozmaicany niekiedy butelką półsłodkiego wina i spokojnymi tonami muzyki klasycznej. Po tym okresie mogła wstępnie przedstawić plan działania przy danym projekcie. Ale to...

Hm...

Nie bez powodu ostrzegano ich początkowy zespół badawczy, by wcześniej nie spożywali posiłku. Jeden z asystentów, Wilson, który widział wiele makabrycznych widoków po prostu zwymiotował jako pierwszy. Inny współpracownik bardzo szybko i niedyskretnie wybiegł do toalety. Ona sama z trudem powstrzymała mdłości, patrząc na COŚ w kapsule na podwyższeniu.

Widok był wręcz odrażający, niczym w niskobudżetowych horrorach  pełnych flaków i hektolitrów krwi. Tyle, że to nie był horror, a rzeczywistość. Bezkształtna masa mięsa, krwi, tkanek i stopionego kombinezonu, która ani trochę nie przypominała ciała ludzkiego. Gdyby nie fakt, że szczątki uderzyły w zwały śniegu, to kto wie, czy cokolwiek by odnaleziono. Mimo to, to zawsze coś. Muszą chociaż spróbować zwrócić życie tej nieokreślonej bryle przed nimi. To będzie jeszcze trudniejsze, niż myślała.

Bezwiednie sięgnęła pamięcią do momentu, gdy z doktor T'Soni ustalała warunki zwrotu ciała Shepard. Musiała przed sobą przyznać, że asari zrobiła na niej całkiem pozytywne wrażenie, dlatego też agentka Cerberusa niecodziennie dla siebie starała się być empatyczna i wyrozumiała na miarę swoich możliwości. Nie miała pojęcia, co się działo z towarzyszącym Liarze T'Soni drellem, podobno został schwytany przez swojego poprzedniego pracodawcę. Amator...

Pokiwała głową z niesmakiem, po czym wróciła do oględzin szczątków. Zdała sobie sprawę, że były lepiej zachowane, niż się spodziewała - zapewne zasługa kombinezonu N7, który to martwa komandor miała na sobie. Wstępnie szukając informacji na temat zmarłej Miranda odkryła, że komandor była fanką uzbrojenia Hahne-Kedar, firmy uważanej w całej galaktyce za najlepszą w kwestii tworzenia pancerzy; na chwilę obecną prawdopodobnie tylko ta firma zbrojeniowa mogła zaoferować pancerze zdolne przetrwać w tak ekstremalnych warunkach. Oczywiście, wszystko ma jednak swoje granice, zaś z fizyką nie warto zadzierać.

Ciało niemal wszędzie nadpalone i zgniecione; cud, że Shepard po prostu nie rozerwało na strzępy. Liczne uszkodzenia spowodowane zarówno samym wypadkiem, jak i tym, co działo się potem, chociażby niedokrwieniem i niedotlenieniem tkanek. O dziwo, ocalała część rynsztunku, przykładowo połowa naramiennika... i nieśmiertelnik, który Miranda w chwili słabości uznała za stosowne ofiarować doktor T'Soni. Nigdy nikt nie obdarzył jej tak wdzięcznym uśmiechem, jak wtedy młoda asari.

No i włosy. Brudne, nadpalone, lepkie od krwi i innych płynów ustrojowych, ale długie włosy pięknej, rudej barwy. Miranda widząc je, niemal nietknięte, niczym promień nadziei w mroku rezygnacji, pierwszy raz pomyślała, że może warto spróbować.

Musimy spróbować. Dla dobra ludzkości.

Powoli otarli kapsułę. Czerwień włosów wysypujących się na stół operacyjny nadała kierunek jej motywacji.