Actions

Work Header

Chapter Text

W końcu księżniczki dotarły na sam dół i zobaczyły wyjście z jaskini. Twilight wyszła i ujrzała jezioro, a na nim zamek ze srebra i złota, zaś ponad tym wszystkim – rozgwieżdżone niebo.

– Łał! – Pinkie aż rozdziawiła pyszczek.

– Och, jest wspaniały – zapiszczała Rarity. – Po prostu wspaniały!

– Ta, fajny jest… na sto dwadzieścia procent! – wykrzyknęła Rainbow Dash.

– Bardziej lśniący niż milion złotych monet! – oświadczyła Applejack.

– Jest śliczny… – zachwyciła się Fluttershy.

– Ale… – Twilight przekręciła głowę w zamyśleniu. – Jest… w nim… coś znajomego… – Ale potem odtrąciła tę myśl. – Nieważne… – Spojrzała w dół i ujrzała wielką, wysadzaną klejnotami łódź z sześcioma siedziskami, w sam raz dla nich. Obróciła się z powrotem do reszty. – No, to może… Hej, gdzie jest Pinkie?

Szybko dostała odpowiedź na swoje pytanie. Usłyszawszy gwizd, obróciła się i zobaczyła, że jej starsza siostra jest już w łodzi.

– Na co czekamy? Chodźmy! – Pinkie podskoczyła, prawie przewracając łajbę.

– Jak… jak ona…? – Twilight wskazywała na swoją siostrę.

Rainbow i inne jedynie wzruszyły ramionami i weszły do łodzi.

Przepływając przez wodę, dotarły do celu. Srebrne drzwi otwarły się przed nimi na oścież, odsłaniając wielką złotą salę balową.

– Oo…– powiedziały zadziwione, wchodząc, by się rozejrzeć.

– Niech ktoś się upewni, że nie obudzę się z tego snu! – Podekscytowana Rarity zaczęła krążyć po sali.

– Nie śnisz – powiedziała Applejack, dotykając pobliskiego wazonu. – To na serio jest prawdziwe.

– W takim razie mogłabym nigdy nie opuszczać tego miejsca! – Biały jednorożec uśmiechnął się szeroko.

– Kwiaty są tu takie ładne. – Fluttershy spojrzała na rośliny w złotych i srebrnych donicach. Kwiaty i liście lśniły jasno, gdyż również były srebrne i złote.

– Wiecie, czego tu brakuje!? – Pinkie zawirowała. – Muzyki! Chcę muzyki do tańca!

Nagle kwiaty się otwarły, uwalniając złoty pył, który zawirował nad parkietem, tworząc instrumenty, które same grały!

– Łoo! – Podobnie jak jej siostry, Rainbow przez dłuższą chwilę gapiła się na tę scenę. – To… jest… czadowe! – Aż podfrunęła z podekscytowania.

– Na niebiosa! – Oszołomiona Rarity usiadła.

Twilight postanowiła przyjrzeć się tym kwiatom bliżej.

– To niesamowite! Nigdy nie słyszałam ani nie czytałam o magicznych kwiatach!

– Skoro możemy dzięki nim imprezować, to je lubię! – Pinkie zaczęła tańczyć w rytm muzyki, a Rainbow i Applejack do niej dołączyły.

– Wiecie co, myślę, że ona ma rację! – zauważyła Rarity. – Chciałabym oszałamiającej sukni do tańczenia!

Kwiaty posłuchały jej rozkazu i pojawiła się na niej iskrząca żółta suknia. Klacz zapiszczała z zachwytu, widząc, że jej życzenie się spełniło, i również zaczęła tańczyć.

Twilight wzruszyła ramionami, mówiąc do Fluttershy:

– Cóż, skoro nie można się z nimi dogadać, to można dołączyć. – Weszła na parkiet i zaczęła tańczyć po swojemu.

A tymczasem Fluttershy i pozostałe siostry tańczyły, poruszając się z wdziękiem.

Po pewnym czasie, który zdawał się długimi godzinami, Twilight przestała tańczyć i zaczęła ziewać, co wywołało reakcję łańcuchową.

Gdy Applejack skończyła ziewać, spytała:

– Jak myślicie, ile już tu jesteśmy?

– Nie jestem pewna… – Twilight podeszła do kwiatów, mówiąc: – Chciałabym wiedzieć, która godzina.

Magiczny pyłek wyfrunął z kwiatów i uformował wielki drewniany zegar po przeciwnej stronie sali. Gdy Twilight zobaczyła, gdzie znajduje się mała wskazówka, spanikowała.

– Trzecia w nocy?!

– O, rety – gestykulowała Rarity – musimy wracać, bym mogła zażyć swojego snu dla urody.

– Ale wracamy tu jutro w nocy, co nie? – Rainbow zatrzepotała skrzydłami.

– Oczywiście, że tak! – Podskoczyła Pinkie. Nawet pozbawiona snu wciąż miała mnóstwo energii. – Nie bawiłam się tak dobrze, odkąd matka powiedziała nam, że będziemy mieć zalotników!

Uświadomiwszy to sobie, Twilight aż się zapowietrzyła.

– Masz rację… przebywanie tutaj sprawiło, że zapomniałam, z czym będziemy miały do czynienia na górze.

– Zdecydowanie! – zgodziła się AJ.

– Bez wątpienia! – uśmiechnęła się Fluttershy.

– Musimy tu wrócić! Musimy! – oświadczyła Rarity.

– I to zrobimy – powiedziała Twilight. – Ale teraz musimy się trochę przespać.

Skinąwszy głowami, ponownie zajęły miejsca w łodzi i dotarły do brzegu, a później do jaskini i schodów.

Następnego ranka Applejack zeszła na dół do kuchni, by pomóc ze śniadaniem; przed wejściem do środka ziewnęła. Choć była zmęczona, nie powstrzymało jej to przed wykonywaniem porannych obowiązków. Ale gdy weszła do kuchni, zdziwiła się, widząc Spike’a stojącego na podnóżku i mieszającego w misce ciasto na naleśniki.

– Spike?

Smok obrócił głowę w jej stronę i uśmiechnął się.

– O, cześć, Applejack. – Odwrócił się z powrotem ku misce i zaczął sobie podśpiewywać.

– Co ty tu robisz tak wcześnie?

Doskonale wiedziała, że zazwyczaj o tej porze smok wciąż spał w swoim pokoju na zamku.

– No, a co ty tu robisz tak późno? Wiem przecież, że zawsze wstajesz bladym świtem.

– Apple Bloom? – Klacz zmrużyła oczy.

– E, no tak… więc czemu spałaś tak długo?

Nieco spanikowała. Ona i jej siostry zgodziły się przed snem, że nikomu nie powiedzą o swym specjalnym miejscu, żeby nie zostało od nich zabrane wraz ze szczęściem, które im dawało. Jednakże nie mogła też skłamać.

– Ja… znaczy my, nadrabiałyśmy stracony wspólny czas i Pinkie zaczęła tę szaloną walkę na poduszki. I potem byłyśmy na nogach do późna.

– Ha. No cóż, to cała Pinkie.

Applejack zachichotała.

– Ta. – Zaczęła się na niego gapić, po czym szybko potrząsnęła głową. – W każdym razie: czemu jesteś tutaj, a nie z Twilight?

– Zostawiłem jej w bibliotece liścik, że dziś będę pomagał tobie.

– O… – Wtem coś sobie uświadomiła, a jej oczy się rozszerzyły. – Hej… czekaj chwilę! Nie potrzebuję pomocy! Poradzę sobie sama!

– Nie mówię, że nie. Po prostu… wolę dziś być z tobą. – Spojrzał na nią.

Jej policzki zaczęły się czerwienić.

Naraz Spike zorientował się, co właśnie powiedział.

– Znaczy, chcę zobaczyć, jak to jest pracować gdzieś indziej w zamku! Tak, właśnie tak… – wymamrotał.

– O! Pewnie! Racja! – Klacz wydała z siebie niepewny śmiech i odwróciła głowę, besztając się za liczenie na to, że on po prostu chciał z nią spędzić czas.

Było blisko!” – pomyślał Spike. – „Nie mogę się wydać, jeśli mam odkryć, czy Applejack żywi do mnie jakieś uczucia! Może, gdyby tak było, mógłbym… zasypać prezentami ją zamiast Rarity, skoro ona nie okazała mi żadnych uczuć. Może po prostu byłem zabujany w nie tej księżniczce… Applejack jest równie piękna jak jej siostra, a może i bardziej. Troszczy się o każdego sługę, który tu mieszka. Przyjęła Apple Bloom, dając jej dom i zajęcie, bo biedna klaczka była sierotą z ulicy. A teraz przyjaźni się ze Sweetie Belle, jedną z młodszych pokojówek Rarity i ze Scootaloo, sportową asystentką Rainbow. I właściwie, to gdzie są te klaczki? Zawsze zgłaszają się do mnie rano po listę obowiązków do wykonania.”

Applejack chyba czytała mu w myślach, bo zaraz potem zapytała:

– Słuchaj, gdzie jest Apple Bloom? Zwykle już tu jest, gdy przychodzę.

Ledwo to powiedziała, a usłyszeli łoskot dochodzący z pomieszczenia, w którym przechowywano żywność. Popędzili do środka i zobaczyli trzy pokryte mąką klaczki.

– Co się tu, do stogu siana, wyprawia?! – wykrzyczała Applejack.

Sweetie Belle przemówiła w imieniu swoim i pozostałych:

– No, próbowałyśmy się przekonać, czy możemy zrobić coś więcej dla zamku i czy dostaniemy znaczki za robienie czegoś ważnego…

– I pomyślałyśmy – Scootaloo przejęła pałeczkę – że inwentaryzacja będzie do tego najlepsza.

– Ale chyba nam nie wyszło. Przepraszam, Applejack… – Apple Bloom spuściła głowę.

AJ zmarszczyła brwi, ale po chwili jej twarz złagodniała.

– No, możecie to wynagrodzić, sprzątając bałagan, którego narobiłyście. – Rzuciła im mopa i powiedziała do Spike’a: – Mógłbyś im pomóc?

– Jasne! Już się robi! – Smok chwycił innego mopa i zaczął sprzątać z klaczkami. Wkrótce podłoga zaczęła lśnić.

Applejack zaśmiała się, widząc, że teraz to dziewczynki zrobiły się brudne.

– I koniecznie się wykąpcie.

– Kąpiel?! Nie! – wykrzyczała przerażona Scootaloo.

– O, tak – odparła Applejack, po czym powiedziała z uśmiechem: – A potem wasza trójka ma wolne.

– Naprawdę?! – Oczy trzech klaczek rozszerzyły się z niedowierzania.

– Naprawdę? – Spike’owi też było trudno w to uwierzyć.

– Naprawdę. Wciąż jesteście młodymi kucykami i skoro powiedziałyście, że chcecie zdobyć wasze znaczki, to myślę, że macie rację. Nie znajdziecie swojego specjalnego talentu podczas pracy w zamku. Idźcie się pobawić.

– Tak! – rozradowała się cała trójka.

– Ale zaraz – powiedziała Sweetie. – Co z Rarity?

– I z Rainbow Dash? – spytała Scoot.

– Nie martwcie się nimi; zajmę się tym, jak tylko skończę robić śniadanie.

– Taak! – zawiwatowały znowu małe i pobiegły się umyć.

AJ już miała wrócić do kuchennej lady, gdy Spike zatrzymał ją, mówiąc:

– Czekaj, Applejack, ja im powiem. Dostarczanie wiadomości członkom rodziny królewskiej to w końcu moja praca.

– To miłe, ale nie chcę, żebyś się przepracowywał…

– Przepracowywał? Przepracowywał?! – praktycznie wykrzyczał smok. – Ani trochę się nie przepracowuję! Nawet nie zacząłem dziś pracować, bo nie miałaś jeszcze dla mnie nic do zrobienia!

– Spike, proszę, to nie jest ko…

– Nie! Mam zamiar to zrobić i mnie nie powstrzymasz!

Już miał ostentacyjnie wyjść, gdy zdumiona AJ wykrzyczała z wściekłą miną:

– O, a właśnie że mogę! Rozkazuję ci tu zostać!

Potem wstrzymała oddech i zakryła usta, a Spike zatrzymał się w pół kroku. Wtedy dotarło do niej, co zrobiła. Nigdy wcześniej nie używała swojego królewskiego statusu na żadnym słudze, więc użycie go na słudze, który dla niej i jej sióstr był raczej drogim przyjacielem z dzieciństwa, było niepokojące.

Gdy smok powoli odwrócił się w jej stronę, ujrzała w jego oczach szok, jakby myślał o tym samym, co ona.

– Spike, ja… prze… przepraszam, ja nie chciałam…

– Ale dlaczego…? – prawie wyszeptał, a jego oczy zrobiły się wielkie jak spodki.

– Ja… – Klacz klapnęła na podłogę, nie mając odwagi, by na niego spojrzeć. – Nie chcę patrzeć, jak pracujesz tak ciężko, nie otrzymując nic w zamian…  Przez lata widziałam, jak robisz te wszystkie rzeczy dla Rarity i nic z tego nie masz… Nie chcę, żebyś myślał, że musisz coś dla mnie robić, jeśli nie mogę ci się odwdzięczyć…

– AJ…

– I dlatego nie mogę pozwolić, żebyś dla mnie pracował. To byłoby znacznie więcej pracy, niż przywykłeś, a ja nie chcę, żeby stała ci się krzywda…

– AJ. – Smok podniósł jej podbródek. Ku swemu zaskoczeniu, zobaczyła, że był blisko i uśmiechał się do niej. – Nie musisz się odwdzięczać… Robiłem te rzeczy dla Rarity, bo chciałem. I teraz chcę je robić dla ciebie z tego samego powodu… i szczerze mówiąc, nie obchodzi mnie, jak ciężko będzie. Jeśli będziemy to robić razem, to jestem pewien, że będzie o wiele łatwiej…

– Jesteś… tego pewien…?

– Całkowicie. – Uśmiechnął się chytrze.

Na jej twarzy pojawił się uśmiech, a po chwili, przybierając zdecydowaną minę, AJ powiedziała:

– No, to ogon w ruch. Mamy naleśniki do zrobienia!

– Tak jest! – wykrzyknął Spike, salutując, po czym obydwoje się roześmiali.

Choć naleśniki były przepyszne (dzięki temu, że Spike przyrządzał je na swoim ogniu), to praktycznie nikt nie mógł się nimi cieszyć, a to przez zachowanie Blueblooda, który domagał się lepszego posiłku. Rainbow wspomniała wtedy, że chciałaby spędzić z Bluebloodem ranek. Gdy tylko ich matka wyraziła zgodę i na sekundę odwróciła wzrok, tęczowogrzywa księżniczka spojrzała wilkiem na rozpieszczonego księcia.