Actions

Work Header

Coś niebieskiego

Chapter Text

Wolumin był dla niego o wiele za duży, musiał więc siedzieć ze skrzyżowanymi nogami na kamiennej ławie i opierać go przed sobą. Taras był otoczony skalną ścianą i wyposażony w wysuwane okiennice, które zwężały się ku dołowi i odsłaniały widok na dolinę chroniąc odwiedzających przed wiatrem.

Grzędy już dawno temu zmarniały i zwiędły z braku opieki. Był pewien, że potrzeba mu nowej gleby, i, jak podpowiadała księga, będzie potrzebował popiołu drzewnego żeby cokolwiek wyrosło na naturalnych glebach tych gór. Będzie musiał zaopatrzyć się też w słomę, żeby nawadniać ziemię.

Cóż, w Dale są stajnie, można też użyć popiołu z kominków z królewskich pokojów jeśli tylko udałoby mu się poprosić o to jakąś pokojówkę. Pokojówkę, która nie będzie tylko kiwać głową i wpatrywać się w swoje buty podczas rozmowy.

Bilbo przekręcił ma palcu pierścień, który był o wiele za duży i wciąż przeszkadzał w codziennych czynnościach.

Przydałoby się wyhodować parę warzyw i ziół, zdecydował w końcu. Brakowało mu różnorodności w posiłkach, a kiedy będzie miał własny ogródek może uda mu się wyprosić od kucharzy coś bardziej wyrafinowanego na obiad. Może nawet pozwolą mu skorzystać z kuchni, jeśli tylko nada swojej prośbie bardziej rozkazujące brzmienie. Rodzinna kuchnia nie była zbyt tłoczna, bo Thorin z chłopcami jadali obiad i kolację z wizytującymi danego dnia osobami.

Powinien posadzić warzywa na bardziej osłoniętych grządkach, stwierdził stanowczo. Trudniej będzie zdecydować co posadzić na wielkiej rabacie w samym centrum. Tam muszą rosnąć rośliny bardziej wytrzymałe, jak koper włoski, tymianek czy mięta, które bez trudu się przyjmą w tak niedogodnym miejscu.

Co się zaś tyczy grzędy biegnącej wokół muru, tam powinien rosnąć bluszcz lub żywopłot, może nawet i oba. Przy odrobinie szczęścia i dobrze odżywionej glebie powinno mu się udać posadzić kilka drzew. Jabłoń dobrze by tu wyglądała, osłaniana przed wiatrem przez inne rośliny.

Bilbo marzył o zasadzeniu kwiatów, ale żeby to zrobić musiałby przeczytać inną księgę od ludzi z Dale. Miejsca sadzenia muszą być dokładnie rozplanowane, żeby nie skończyły jako miszmasz wszelkiego rodzaju flory.

Ale jak na razie ten plan brzmiał dobrze. Bilbo zamknął wolumin i zamienił go w swego rodzaju podkładkę do szkicowania. Groch zwyczajny, w grządce przy ściance, zapisał, wyobrażając sobie jego pnącza wspinające się po skale i jedzenie ich świeżych owoców. To nie Bag End, pomyślał z ciężkim sercem. Nieważne co zrobi, to nigdy nie będzie Bag End ze swoimi zielonymi drzwiami i kwiatami Belladonny.

Musiał jednak dać z siebie wszystko, pomyślał kręcąc pierścieniem. Wszyscy muszą się starać.

Nie bez trudu podniósł księgę i zaniósł do środka, gdzie położył ją na niskiej ławie koło oszklonych drzwi prowadzących na zewnątrz. Frywolne i o wiele za szykowne dla zwykłego hobbita z Shire. Ale już nim nie był, więc mało co było dla niego zbyt bogate. Musiałby tylko poprosić by zostało mu to dane.

Na przykład te pokoje. Przed atakiem Smauga nie były przeznaczone na obszary mieszkalne. Dís powiedziała mu, że wcześniej był to pokój przyjęć dla gości. Ale Bilbo, który tęsknił za światłem słonecznym wśród ciemności otaczającej Erebor, był nimi zauroczony. Dlatego Thorin bez pytania odnowił je i zmienił w pokoje godne królewskiego małżonka. Co niegdyś było pokojem przyjęć, stało się salonem i przejściem do sypialni. Takie szybkie załatwienie spraw prawdopodobnie kosztowało Thorina niemało groźby ze strony innych krasnoludów.

W pewnym momencie Bilbo uświadomił sobie, że jego ojciec wybudował Bag End dla Belladonny. A teraz i on został obdarowany nowym domem. Tak więc historia zatoczyła koło.

Spędził wieczór planując rozkład roślin i układając listę zakupów. Będzie to odpowiednie zadanie, dobra wymówka do opuszczenia apartamentów i porozmawiania z innymi. Postanowił, że zejdzie do Dale i zakupi wszystkie potrzebne rzeczy właśnie tam, a nie w Erebor. Tym sposobem będzie w stanie złapać trochę promieni słonecznych, może nawet i parę kropli deszczu, co by mu wcale nie przeszkadzało, a zarazem przejdzie się na spacer przy jeziorze, jeśli pogoda na to pozwoli.

To nie Bag End, ale da sobie radę.

Nie, żeby miał jakiś wybór.

Następny poranek był jasny i słoneczny, więc Bilbo wstał wcześnie i ubrał się z uśmiechem na ustach. Rzadko opuszcza górę, było to prawie niemożliwe z natłokiem zadań jakie spoczywały na jego barkach. Nawet Fíli i Kíli pochłonięci byli przez obowiązki i zmuszeni do uczęszczania na lekcje o manierach i dziesięciu rodzajach tytułów szefa Gildii Jubilerów i Gildii Górników.

Jak dotąd nie nastąpiła jednak żadna zmiana w ich zachowaniu.

Jego własna obecność była wymagana o wiele częściej niż chciałby to przyznać, nierzadko musiał bowiem zabawiać małżonków i przyjaciół pomniejszych szlachciców kiedy Thorin był zbyt zajęty, lub gdy Dís odmawiała konwersacji z powodu nieukrywanej niechęci do ich podejścia do życia. Balin powiedział mu, że Kíli, jako drugi syn, powinien mu pomagać, jednak oboje doszli do wniosku, że lepiej będzie dla wszystkich, jeśli dyplomację zostawi się w rękach Bilbo.

Jego niechęć do uczęszczania w balach nie była bezpodstawna. Miał bowiem na swoim koncie wiele niemiłych spotkań, z których wybrnął z uśmiechem, oferując herbatę, a skoro potrafił przetrwać obiad z Lobelią Sackville-Baggins i jednym z jej słynnych złych humorów, dawał z siebie wszystko i teraz, chociażby dla dobra Thorina. Czuł się dostatecznie niezręcznie w tej sytuacji i nie zamierzał jej pogarszać zaniedbywaniem swoich nielicznych obowiązków.

Wolałby pójść do Dale samotnie, ale wiedział, że zarówno Thorin, jak i Dís byliby na niego wściekli, więc pozwolił na obecność eskorty. Rozkazał młodemu strażnikowi, odległemu kuzynowi Dwalina, który jednak nie był spokrewniony z Thorinem, żeby podążał za nim w pewnej odległości. Bilbo miał wrażenie, że nigdy nie zrozumie poplątanych więzi rodzinnych krasnoludów.

Młodzieniec, myśląc pewnie, że jest podstępny, szedł niecały metr za hobbitem.

Bilbo odnotował to odrobiną rozczarowania i rozpoczął poszukiwania przedmiotów z listy. Miał również ze sobą zamówienie na słomę, najlepiej z czyjejś stajni, razem ze wskazówkami dla strażników z Erebor odnośnie miejsca jej złożenia.

- Próbujesz pan założyć ogród? - zapytała sprzedawczyni, starsza już kobieta, wysoka nawet jak na człowieka. - Będziesz pan potrzebował dobrej ściółki jeśli chciałby, żeby cokolwiek się przyjęło. Górska gleba nie ma żadnych składników odżywczych, rosną na niej tylko zielska.

- Co zatem pani proponuje? - zapytał ochoczo, zadowolony z możliwości poradzenia się miejscowych, a kobieta zapytała o rozplanowanie ogrodu. Bilbo przyniósł ze sobą plan, więc pokazał je jej, by miała pojęcie o wielkości pomieszczenia. - Mógłbym umieścić jakiś system irygacyjny w moich pokojach. Jak widać, cały taras znajduje się naprzeciwko moich apartamentów, więc nie byłoby problemu z nawadnianiem.

- Ta, ta część góry jest nietknięta. Cholerny jaszczur – przeklęła, jak zresztą większość miało w zwyczaju gdy wspominało smoka. - Będziesz pan musiał wybudować jakiś system. Nie można polegać na deszczach w lecie, nie na takich wysokościach, a nawet jeśli popada, to będzie tam sucho. Mogę się tam rozejrzeć jeśli pan chcesz, a jeśli nie, to mój kompost też powinien pomóc.

Bilbo nie był do końca pewny jak Thorin zareagowałby na obecność człowieka w pokojach rodzinnych, ale nie miał żadnego pojęcia o systemach wodnych, a jeśli towarzyszyliby im dwaj strażnicy, Thorin nie miał podstaw by oskarżyć go o podejmowanie zbędnego ryzyka. Poza tym przyjęcie gości bez politycznych powiązań, z którymi mógłby porozmawiać na temat róż byłoby miłą odmianą.

- Myślę, że to dobry pomysł – powiedział i rozpoczęli dyskusje na temat zapłaty i terminu spotkania, podczas gdy znudzony strażnik się w nich wpatrywał.

- Robienie z panią interesów to sama przyjemność – powiedział, ale zanim zdążyć wyciągnąć rękę, kobieta dygnęła pochylając głowę i przypominając mu o jego statucie.

- Z wzajemnością, Wasza Wysokość – powiedziała, a on poczuł się przez to odrobinę nieswojo, więc uniósł dłoń by dotknąć swojego pierścienia, by trochę nim pokręcić. Jak gdyby mógł choć przez chwilę zapomnieć o istnieniu tej obrączki.

Opuścił jej stragan czując się niezręcznie, niepewny tego, co powinien teraz zrobić. Ciągle zapominał, że jest jedynym hobbitem na tym terenie, więc trudno jest go pomylić z kimkolwiek innym. Ludzie z Dale znów byli sojusznikami Erebor, jednak ich przymierze wciąż jeszcze spoczywało na grząskim gruncie i nie mogło tego naprawić parę miesięcy, czy nawet i lata pokoju. Obie strony chciały się nawzajem udobruchać, co nie polepszało całej sytuacji.

Bilbo myślał czasem, że byłoby o wiele łatwiej, gdyby Thorin poszedł za radą Balina i innych doradców i po prostu poślubił kogoś z miasta pod górą. Było jednak powszechnie znanym faktem, że zazwyczaj słowa Thorin i rozsądek nie szły ze sobą w parze, więc nic dziwnego, że to Bilbo nosił teraz pierścień Thorina. Całkowicie nierozsądna decyzja, a jednak właśnie o to poprosił władca Erebor. Bilbo nigdy nie był dobry w odmawianiu Thorinowi, nawet na samym początku znajomości.

Zakupił również parę innych rzeczy, głównie dla własnej przyjemności, jak czerwone, dojrzałe truskawki wyhodowane w cieplarniach, i świeżą śmietanę jako dodatek, które z pewnością mógłby dostać na górze, jeśli tylko by poprosił. Bilbo tęsknił za gotowaniem i pieczeniem, tęsknił za próbowaniem każdego dania, szczególnie tęsknił za słodyczami. Kupił więcej składników, mając w myślach pieczenie ciasta, choćby i małego. Na samo wspomnienie o kandyzowanych fiołkach i różach budziła się w nim tęsknota za latem i pełnym ogrodem. Musiał minąć jeszcze rok by mógł je zasadzić, więc na razie Bilbo zadowalał się nasturcjami i bratkami w swoich sałatkach.

Kiedy zegar wybił południe, Bilbo wiedział, że musiał wracać na górę. Nie mógł ryzykować zbyt długiego przebywania poza nią. Udało mu się jednak zakupić nowy zestaw do ogrodnictwa i słodycze, czuł się więc radośnie wkraczając w ciemne bramy Erebor, a zgodnie z etykietą krasnoludów strażnik niósł wszystkie zakupy.

Hobbit ułożył kilka truskawek na chusteczce, podjadając je podczas pracowania nad grządkami, które okazały się być o wiele głębsze niż myślał, miały co najmniej metr głębokości. Idealne by rośliny, które planował zasadzić, mogły rozwinąć swoje korzenie na tyle głęboko, że żaden powiew wiatru ich nie zwieje, a mrozy w zimie nie uszkodzą.

Tak, to się uda, pomyślał siadając na brudnej skalnej ławie stworzonej dla kogoś dwa razy większego. Będzie miał przynajmniej to miejsce, zielone i nasłonecznione, ziemię i niebo, w całej mrocznej i nieprzystępnej górze. Nie usłyszał wyjścia Thorina ani otwarcia przez niego tarasowych drzwi. Zdał sobie sprawę z jego obecności dopiero kiedy krasnolud pochylił się nad nim z uniesioną brwią i rękami splecionymi za plecami.

- Co porabiasz? - zapytał.

- Pracuję w ogrodzie – odpowiedział Bilbo siadając. - Truskawkę?

- Nie, dziękuję – powiedział Thorin siadając w skrzypiącej zbroi na ławie obok niego. - Słyszałem, że wyszedłeś dzisiaj do miasta. Chciałeś stamtąd czegoś konkretnego?

- Głównie kupić nasiona. Wyznaczyłem spotkanie z ogrodnikiem, żeby pomógł mi zbudować system irygacyjny. - Zatoczył ręką koło, po czym skinął głową na narzędzia. – Kupiłem też to.

Thorin zmarszczył brwi i podniósł się z ławy by bliżej się im przyjrzeć, jak zrobiłby to każdy krasnolud. Jakąkolwiek wadę w nich znalazł, zdawał się być z niej skrajnie niezadowolony, więc Bilbo spokojnie czekał by usłyszeć powód jego niechęci.

- Wykułbym ci zestaw narzędzi, gdybyś o to poprosił – powiedział Thorin z cierpliwością podszytą irytacją.

- Jesteś królem, Thorinie – westchnął Bilbo.

- A ty moim mężem – powiedział Thorin tonem, który sprawiał, że Bilbo odchylał się do tyłu w oczekiwaniu na nieunikniony wybuch zranionej dumy – wszystkie używane przez ciebie narzędzia powinny być wykute przeze mnie.

- Czy ty specjalnie starasz się być tak niedorzeczny? - spytał Bilbo machając stopami. Ława była dla niego za wysoka, nawet jeśli została stworzona dla krasnoludów, ale powoli się do niej przyzwyczajał. - Jesteś królem.

- Jestem kowalem – odpowiedział żarliwie. Bilbo zranił jego dumę, i teraz za wszelką cenę chciał postawić na swoim.

- W takim razie wykuj je, jeśli sprawi ci to przyjemność – ustąpił Bilbo. - Co sprowadza cię dzisiejszego wieczoru do moich pokoi, Thorinie?

Słysząc to, krasnolud widocznie się najeżył.

- Czy potrzebuję jakiegoś powodu by odwiedzić własnego męża?

- O nic cię nie oskarżałem – powiedział Bilbo żałując, że nie wziął ze sobą swojej fajki. - Byłem po prostu ciekaw.

Nadąsany Thorin usiadł z powrotem na ławce. Był wyraźnie zirytowany, nie czynami Bilbo jednak, więc hobbit spróbował go pocieszyć starając się być przykładnym mężem.

- Co cię martwi? - zapytał.

Thorin westchnął głęboko i wsparł głowę na dłoniach, które wcześniej oparł na kolanach.

- Dáin wraca do Erebor.

- Przecież niedawno stąd wjechał – zdziwił się Bilbo i wstał, by przejść do stołu, na którym leżała jego fajka. Nabił ją, po czym powrócił do swojego miejsca przy Thorinie, który wciąż wpatrywał się ponuro w dal. Bilbo usiadł przy nim, zaciągnął się dymem i zaproponował fajkę Thorinowi. Krasnolud prawdopodobnie nie miał zamiaru jej zwrócić, ale Bilbo podejrzewał, że tego właśnie potrzebował w tej chwili. Zauważył, że jego towarzysz był spięty.

- Dlaczego wraca? - spytał.

- Chce wynegocjować stacjonowanie swoich wojsk w pobliżu Erebor. - Thorin wypuścił dymne kółko, po czym ku zaskoczeniu hobbita zwrócił ją Bilbo. - Podejrzewam, że jego generałowie chcą po prostu być w pobliżu Erebor.

- Tak jak wszyscy? - zapytał Bilbo zaciągając się. Coraz więcej krasnoludów chciało wrócić do Erebor, przelewali się przez bramy w stadach szukając opuszczonych przed laty domów. Od czasu odzyskania miasta widział wiele łzawych spotkań dawno zagubionych krewnych.

- Dziwisz im się? - spytał.

- Ani trochę – powiedział Thorin biorąc fajkę w dłoń. - Ale nie podoba mi się myśl o generałach lojalnych Dáinowi stacjonujących w pobliżu. Nie znam ich wszystkich. Nie ufam im.

Bilbo pokiwał głową.

- Powiedziałbym, że jesteś przewrażliwiony, ale niestety poznałem jego doradców. Fíli i Kíli nie przypadli im do gustu.

- Nie dziwię się. Czasem się zastanawiam, czy Kíli... - powiedział wzruszając ramionami.

- Z Kílim wszystko w porządku, po prostu jest jeszcze młody – Bilbo uniósł wzrok ku zachodzącemu słońcu i oparł się wygodniej o ławkę. - Kiedyś mu przejdzie.

Thorin spojrzał na niego jak na szaleńca.

- Powiedziałem przecież, że kiedyś. - Bilbo skrzywił się gdy pechowy ruch poruszył nadużyty mięsień w plecach. Zmiękł trochę, tu, w Erebor. Już teraz mógł poczuć odciski tworzące się na stawie między kciukiem a palcem wskazującym, jednak jego skóra niedługo zgrubieje.

- A Fíli będzie dobrym następcą. Ma wyczucie w dyplomacji, chociaż jej nie lubi.

Thorin pokręcił głową.

- To nie Fíli mnie martwi, tylko ambicja Dáina.

Bilbo spróbował rozprostować plecy, ale nic to nie dało, postanowił więc wziąć gorącą kąpiel. Postara się o nią kiedy skończą rozmawiać.

- Może rościć sobie prawa do tronu?

- Jesteśmy kuzynami. Dalekimi, ale Dáin pochodzi z linii Durina i udowodnił, że jest dobrym przywódcą. Według niektórych to on powinien być moim następcą, a Fíli jego, ale... - ucichł i zdawał się być zagubiony. - Czy jestem zbyt uparty?

- Zawsze jesteś nieugięty – przypomniał mu Bilbo. - Dlatego za ciebie wyszedłem.

Powiedział to w żartach, jednak jego słowa zdawały się napełnić Thorina goryczą. Zniknęła rozluźniona atmosfera, a sam król zdawał się emanować czymś, co Bilbo nazwałby irytacją, gdyby nie opisywał właśnie władcy Erebor.

Wygląda królewsko, pomyślał Bilbo nieobecnie, i jak zawsze nie mógł pozbyć się tej myśli.

- Naprawdę? - zapytał władczo. - Naprawdę tylko dlatego za mnie wyszedłeś?

Bilbo westchnął i sfrustrowany uścisnął nasadę swojego nosa.

- Nie. Wyszedłem za ciebie dlatego, że chciałeś wziąć za małżonka kogoś, komu mogłeś ufać, a nie kogoś, kogo wybrała dla ciebie rada.

Jego słowa były ostre, ale mówił prawdę. Parę dni po bitwie, kiedy jeszcze nie zdążyli dobrze wypocząć, zawisła nad nimi myśl o nieuniknionym ożenku Thorina, na który nalegali i ludzie, i krasnoludy, myśl o zabezpieczeniu nowych sojuszy poprzez wybranie spośród nich współmałżonka. Nie minęło dużo czasu nim obie strony zaczęły sprzeczać się ze sobą o wybór małżonka Thorina, jednak zanim mogło dojść do rękoczynów, Balin znalazł Bilbo i poinformował go, że Thorin oczekiwał jego obecności.

Trzeźwo myślący mimo dobrze widocznego bólu zaproponował mu małżeństwo wciąż jeszcze trzęsącymi się dłońmi.

-Możliwe, że umrę, mój przyjacielu, – powiedział, a wzięcie każdego oddechu było dla niego wielkim wysiłkiem – więc możliwe, że jeśli się zgodzisz, niedługo zostaniesz wdowcem. Tak czy inaczej, kwestia małżeństwa zostanie rozstrzygnięta.

Jakaś naiwna część Bilbo miała nadzieję, że Thorin oświadcza mu się dlatego, że naprawdę tego pragnie. Jakaś bardzo, bardzo naiwna część, którą szybko w sobie zdusił biorąc dłoń przyjaciela w swoje własne dłonie, zgadzając się na ten układ.

Historia miłości króla i małego hobbita, opowieść o uczuciu, które rozkwitło podczas długiej podróży, i pragnieniu spędzenia reszty życia w swoim towarzystwie była pracowicie powtarzana przez wszystkich dookoła. Historia o ich nierozerwalnej więzi. O tym, że ze wszystkich możliwych istot, to właśnie Bilbo był tym Jedynym dla Thorina, co ludzie powtarzali z zachwytem początkowo niezrozumiałym dla Bilbo.

Teraz już wiedział co to znaczy.

Rozumiał również, że to jawne kłamstwo było jednym z najgorszych, jakie mogli spreparować.

- Czy ufasz Dáinowi tak jak Fíliemu? - zapytał Bilbo, zanim Thorin był w stanie zanurzyć się bardziej w ponurych myślach.

Thorin zdawał się być rozdarty.

- Dáin jest uczciwy – powiedział, na co Bilbo uniósł brew.

- Nie o to pytałem.

Thorin znów usiadł obok niego, a jego stopy leżały płasko na ziemi.

- Nie, nie ufam mu.

- Więc to Fíli będzie twoim następcą, jak zresztą od zawsze miało być. Niech Mahal ma nas wszystkich w opiece – rzeczowo odparł Bilbo. - Zrób nam wszystkim przysługę i postaraj się nie umrzeć jeszcze przez jakieś pięćdziesiąt lat. Najlepiej więcej.

Thorin zaśmiał się, a jego głęboki głos jak zwykle rozgrzał serce Bilbo.

- Myślisz, że wydoroślenie zajmie mu aż tyle?

- Chyba raczej tylko tyle – powiedział, na co Thorin odparł głębokim śmiechem i w końcu rozluźniony na powrót usadowił się wygodnie na ławie. Ciężka jest głowa, którą zdobi korona, jak to mówią, i Bilbo pomyślał, że miał przed sobą idealny tego przykład. Nie wątpił, że Thorin przewracał się w nocy z boku na bok myśląc o sprawach wymagających uwagi dnia następnego. Był dobrym królem, a przynajmniej starał się nim być, pomyślał Bilbo.

- Dlatego za ciebie wyszedłem – powiedział Thorin kiedy powietrze na zewnątrz zaczęło się ochładzać. - Jak nikt inny odrywasz mnie od męczących mnie spraw.

Uzyskanie komplementu od Thorina było rzadkością, a fakt, że to właśnie Bilbo został nim obdarowany sprawiał, że smakował jeszcze lepiej.

- Cieszę się, że się przydaję.

- Zawsze jesteś przydatny – powiedział Thorin wstając i zdejmując wierzchnią warstwę okrycia, którą następnie okrył hobbita. Materiał przesiąkł zapachem Thorina, a jeśli Bilbo głęboko się nim zaciągnął, była to tylko i wyłącznie jego sprawa. - Ty niedorzeczna istoto, jesteś za drobny na taką pogodę.

- Niedługo zrobi się cieplej, i już wkrótce będę miał ogród, w którym będę mógł palić fajkę – powiedział Bilbo nie przejmując się zmianą temperatury. Thorin miał rację, Bilbo był zbyt delikatny na taką pogodę. Był zbyt delikatny dla tej góry, za mały na to małżeństwo. Ale udało mu się jak na razie przeżyć, wszystko dzięki cierpliwemu czekaniu na cieplejszą pogodę. Jak na razie został wynagrodzony przyjaźnią Thorina, i miał nadzieję, że niedługo zostanie wynagrodzony również marchewkami i różami.

- Lubisz pomidory? - zapytał.

- Tak, pokrojone i z pieprzem – wzruszył ramionami. - Chcesz je zasadzić?

- Oczywiście. W żadnym ogrodzie nie powinno zabraknąć pomidorów – Bilbo zacmokał, niezadowolony na ignorancją przyjaciela.

- Ogród bez pomidorów jest jak król bez korony – zażartował, a uśmiech Thorina świadczył o jego wyjątkowo dobrym humorze. - Tak, zasadzę pomidory i groch, i jakieś ładne kwiaty. Kiedy skończę będzie tu naprawdę przytulnie.

- Pomóc ci?

- Jestem pewien, że dam radę – obruszył się Bilbo. Miał taką nadzieję.

- Małżonek Króla spod Góry pracujący w ogrodzie. Czy ty nigdzie nie możesz pójść bez wywoływania skandalu? - zażartował Thorin.

- Pozwól, że ci przypomnę, że jestem bardzo szanowanym hobbitem.

Uśmiech Thorina rozbłysł w brodzie, która była teraz na tyle długa, by można ją zacząć na nowo pleść. W końcu pozwolił sobie na wyjście z żałoby, co radowało serce Bilbo. Po tylu latach rany Thorina w końcu się zasklepiały.

- W takim razie przyjmij moje przeprosiny, drogi włamywaczu. - Krasnolud rozejrzał się po wciąż pustym tarasie, który jednak nie miał pozostać taki na długo. - Czy to cię zadowala? Twoje pokoje? Twój ogród?

Bilbo westchnął i ciaśniej owinął się płaszczem Thorina dla ochrony przed chłodem.

- Tak. Bardzo ci za nie dziękuję.

Płaszcz Thorina był ciepły, ciężki i niesamowity, powoli usypiał Bilbo, który miął za sobą ciężki dzień.

- To było naprawdę miłe z twojej strony.

- Nie starałem się być miły – powiedział Thorin, a Bilbo otrząsnął się z poczucia błogości, w które wprowadził go zapach władcy. Ah, prawda, prawie o tym zapomniał, siedząc blisko Thorina w swoim ogrodzie. Prawie.

Wstał i oddał Thorinowi płaszcz.

- Proszę o wybaczenie, to był naprawdę męczący dzień, a moje plecy upominają się o kąpiel – było to nieuprzejme i obcesowe, ale Thorin nie upomniał go. Odebrał tylko płaszcz z nieprzeniknionym wyrazem twarzy i skinął na pożegnanie.

Nawet podczas kąpieli, kiedy pozwolił działać gorącej wodzie, czuł zapach Thorina na swoich ramionach.

O tak, był taką naiwną istotą, napomniał sam siebie. Naprawdę niedorzeczną istotą.