Actions

Work Header

Brak metody w tym szaleństwie

Work Text:

W dniu, w którym Artur przychodzi na świat, miasto jest spokojne i ciche. Ludzie rozmawiają przyciszonymi głosami, rzucając niepewne spojrzenia w stronę zamku, ale uśmiechy, szerokie, szczere uśmiechy, nie schodzą im z twarzy. Szepty, gorączkowe i podekscytowane, niosą się po dziedzińcu i wkrótce nie ma w pobliżu ani jednej osoby, która z czystym sumieniem mogłaby stwierdzić, że nie oczekuje z niecierpliwością na moment, kiedy narodziny księcia zostaną w końcu ogłoszone.

W dniu, w którym Artur przychodzi na świat, magia unosi się w powietrzu, jej obecność jest niezaprzeczalna, ciężka i lekka zarazem. Zupełnie jak mgła – ludzie czują ją i widzą dookoła siebie, wygląda jakby była na wyciągnięcie ręki, ale kiedy próbują ją chwycić, palce zamykają się na powietrzu i w zamkniętej dłoni nie ma nic. Jednak jest tam i falując delikatnie, przypomina o sobie nieustannie. To tak jakby czarodzieje z całego królestwa chcieli okazać swoją radość i wsparcie, a to jest ich wiadomość: „Nasza magia, książę. Dajemy ci to, co mamy najlepszego".

W dniu, w którym Artur przychodzi na świat, ludzie rozmawiają o swojej królowej, pięknej, promieniejącej królowej, z długimi, jasnymi włosami spływającymi na ramiona, ze szlachetnymi rysami, delikatnymi dłońmi i smukłą szyją. Przypominają sobie dzień, kiedy po królestwie rozniosła się wiadomość, że pani jest przy nadziei: jaśniejąca twarz zazwyczaj poważnego i surowego króla, delikatny, tajemniczy uśmiech na twarzy Nimue i okrzyki tłumu.

W dniu w którym Artur przychodzi na świat, tłum nie krzyczy – cieszy się cicho, cierpliwie czeka na jakiekolwiek wieści.

Nikt nie przewiduje nadchodzącej tragedii.

*

W dniu, w którym Artur przychodzi na świat, atmosfera w zamku jest napięta. Poród trwa już długo, za długo, tak przynajmniej wydaje się Utherowi, którego krok w tej chwili nie jest do końca królewski, a na jego twarzy maluje się zmartwienie i może trochę irytacji. Jest królem, jak długo jeszcze musi czekać?

Gwałtownie unosi głowę, słysząc szmer otwieranych drzwi. To Nimue – dyskretnie wychodzi z komnaty i powoli zbliża się w jego kierunku.

- Czy wszystko idzie tak jak zaplanowaliście? – Głos mu nie drży, jeszcze tego by brakowało, ale przejęcie z jakim wypowiada te słowa mówi samo za siebie. – Jak to możliwe, że trwa to tak długo?

- Poród nie podlega żadnym konkretnym prawom, panie – odpowiada gładko Nimue. Kąciki jej ust drgają, jakby z całej siły walczyła z uśmiechem i patrzy Utherowi prosto w oczy, a jej wzrok jest tak hipnotyzujący jak zawsze, albo nawet bardziej, jakby wydarzenia dzisiejszego dnia w pewnym stopniu wpływały też na nią. – Poród nie słucha się żadnego króla, Utherze. Nawet ciebie. Ale nie martw się, niedługo wszystko się skończy.

Słowa pobrzmiewają w pustym korytarzu długo jeszcze po tym jak odchodzi, powłócząc za sobą wykonaną z najlepszej tkaniny, szafirową szatą.

***

Wieczór jest chłodny, ale komnaty królowej, oświetlone ciepłym blaskiem bijącym od zapalonych świec są ciepłe i przytulne. W powietrzu roznosi się delikatny zapach bzu – Dilys dba o to, żeby w wazonie codziennie pojawiały się nowe, świeże kwiaty, pamiętając jednocześnie, żeby nie było ich za dużo – królowa od jakiegoś czasu jest bardzo wyczulona na intensywne zapachy: ulotna woń bzu w komnacie może wywołać uśmiech na jej twarzy, pod warunkiem, że służąca wykonuje swoje obowiązki z uwagą i pamięta, jak dużo kwiatów powinno być w bukiecie, żeby jej pani była zadowolona.

Igraine siedzi przy toaletce, zamyślonym wzrokiem wpatrując się we własne odbicie. Ręce trzyma na brzuchu i palcami jednej dłoni wystukuje spokojny, miarowy, sobie tylko znany rytm, uśmiechając się przy tym lekko.

- Pani – mówi Dilys cicho, w celu zwrócenia na siebie uwagi. Nie ma nic przeciwko obserwowaniu królowej. Czasami odnosi wrażenie, że mogłaby całe dnie spędzać, wpatrując się w nią, w jej gesty, wsłuchując się w jej słowa i kroki, ale niestety ten rodzaj pracy nie jest w stanie zapewnić jej rodzinie wyżywienia i dachu nad głową. – Czy jest coś…

- Ach – Igraine wchodzi jej w słowo, nieświadomie. Odrywa wzrok od lustra i odwraca głowę w jej kierunku, uśmiechając się przepraszająco. – Dilys. Proszę, wybacz mi. Ostatnio coraz częściej zapominam o otaczającej mnie rzeczywistości – dodaje, a ręka na jej brzuchu drga nagle nieznacznie. Na twarzy Igraine przez ułamek sekundy maluje się zaskoczenie, a później nieznacznie marszczy brwi i rozbawienie pojawia się w jej oczach.

- Może nie powinniśmy byli oglądać tego turnieju dzisiaj – mówi wesoło. – Ktoś tutaj bardzo chce już się wydostać na świat.

Dilys odpowiada uśmiechem i staje za królową, a potem łagodnymi ruchami zaczyna rozczesywać jej włosy.

- Wiadomo, że to chłopiec? – pyta, bo ta kwestia zastanawia ją najbardziej – Igraine mówi o swoim dziecku w rodzaju męskim praktycznie od chwili, kiedy wiadomość o jej stanie stała się powszechnie znana. A przecież nie ma możliwości, żeby wiedzieć takie rzeczy na pewno, prawda? Ona sama nie wiedziała aż do ostatniego momentu i mimo że wszyscy przypuszczali, że będzie to chłopiec, dziecko okazało się być dziewczynką. Różnie bywa.

- Tak mówi czarodziejka Nimue i tego oczekuje król – odpowiada gładko królowa. – Następca tronu – dodaje.

- Czy imię jest już wybrane? – zadaje kolejne pytanie. Rodzina Dilys zawsze przywiązywała wielką wagę do imion: jej samej zostało nadane imię, które reprezentuje szczerość i solidność, swoją córkę nazwała po wartościach takich jak łagodność i uczciwość, wierząc, że to co powtarzali jej rodzice – imiona kształtują charakter, imię potrafi wskazać ci drogę – jest prawdą.

- Artur – pada odpowiedź. – Swojego syna nazwę Artur.

Przez chwilę w komnacie panuje cisza. Dilys stara się przypomnieć sobie znaczenie tego konkretnego imienia, ale nic nie przychodzi jej do głowy, nie przypomina sobie, żeby spotkała się z nim kiedykolwiek wcześniej. Nadal rozczesując włosy królowej, podnosi wzrok i patrzy w lustro: twarz Igraine znowu nabrała tego zamyślonego wyrazu, a uśmiech na jej twarzy sprawia że pomarańczowo oświetlona komnata wydaje się jeszcze jaśniejsza.

- Co znaczy Artur? – pyta Dilys, poważnie zainteresowana. Mina jej pani wskazuje na to, że znaczenie jest niecodziennie, imponujące – może to imię przysługujące tylko księciu, tylko członkowi królewskiego rodu?

Igraine pozwala jej jeszcze kilka razy przeczesać swoje włosy, a potem wstaje i odwraca się do niej przodem. Nadal się uśmiecha i dłonie trzyma splecione na brzuchu, jakby kontakt, który ma z dzieckiem od środka, nie do końca jej wystarczał.

- Jeszcze nic – odpowiada powoli, z rozwagą, ale jej głos jest ciepły i szczery, ton, którym wypowiada te słowa jasno daje do zrozumienia, jakim człowiekiem będzie jej syn. Igraine nie zna przepowiedni, nie wie nic o królu Arturze, który pewnego dnia zjednoczy ziemie Albionu, a potem, wiele lat później, zginie z ręki człowieka, którego kiedyś pomógł uratować, nie wie, że tak naprawdę jedyne co umrze to jego ciało, bo pamięć o nim przetrwa przez wieki. Przemawia przez nią jedynie miłość matki i świadomość, pewność, że dziecko, które obecnie nosi pod sercem, wyrośnie na dobrego człowieka i prawego władcę. – Jeszcze nic – dodaje.

W dniu w którym Artur przyjdzie na świat jego imię zacznie nabierać znaczenia.

***

W dniu, w którym Artur przychodzi na świat, Igraine umiera. Ale Uther jeszcze o tym nie wie.
Dowie się już niedługo. W tej chwili nerwowo przemierza korytarz; dawno przestał się przejmować, że zachowanie tego typu niekoniecznie przystoi królowi. Nagle przypomina sobie o wszystkim, co na ten temat mówiła mu Nimue. Każde najmniejsze ostrzeżenie, każde wspomnienie o tym, jak poważne mogą być konsekwencje żyje w jego głowie, a wyobraźnia podsuwa coraz to nowe wersje wydarzeń – w innej sytuacji Uther może byłby mile zaskoczony swoją kreatywnością, ale teraz nerwy wysysają z niego wszystkie siły.

Zastanawia się właśnie, czy przypadkiem dziecko nie umarło przy porodzie, ale szybko odrzuca tą myśl. To niedorzeczne, jego syn, jak powiedziała Nimue, został stworzony dzięki magii i przez magię będzie chroniony.

- A nie ma siły potężniejszej niż magia, mój panie, jeśli kierują nią odpowiednie ręce – zapewniła go wtedy czarodziejka.

Jednak twarz Gaiusa, kiedy ten opuszcza pomieszczenie w którym Igraine wydawała na świat ich syna, sugeruje, że nie wszystkie wiadomości, które otrzyma król będą szczęśliwe.

- Panie – mówi i lekko skłania głowę.

- Dlaczego zajęło to tyle czasu, medyku? – pyta Uther, mimo że Nimue już udzieliła mu odpowiedzi na to pytanie. W końcu jest królem, może pytać tyle razy ile zechce. – Czy królowa czuje się dobrze? Mój syn?

Gaius spuszcza wzrok i odchrząkuje, ewidentnie nie wiedząc jak ma przekazać królowi to, co działo się przy porodzie.

- Twój syn, panie – zaczyna od łatwiejszego – ma się dobrze. To zdrowy, duży chłopiec, w tej chwili zajmuje się nim jedna z przydzielonych wcześniej pokojówek, jeśli zechcesz…

- Igraine? – Uther wchodzi mu w słowo i mruży oczy podejrzliwie, bo zachowanie medyka jest co najmniej dziwne, co powoduje że myśli w głowie króla znowu stają się wyraziste, złowieszcze i – teraz już – jednoznaczne.

- Radziła sobie niezwykle dobrze – mówi Gaius ciszej niż informował go o dziecku. – Wszystko przebiegało tak jak miało przebiegać, ale… Obawiam się że cenę, o której mówiła Nimue, przyszło zapłacić właśnie Igraine.

- Co to niby ma znaczyć? – pyta Uther, ale gdzieś w głębi siebie wie już, co Gaius chce mu powiedzieć.

- Królowa nie żyje, panie – głos medyka jest smutny i bezdźwięczny, ale w ciszy, która zapanowała po tym stwierdzeniu odbija się echem od kamiennych ścian zamku, a może nie, może odbija się echem w głowie Uthera? – Przyczyny są mi nieznane, mogę jedynie stwierdzić, że nie była to śmierć naturalna. Cena została zapłacona.

Życie za życie, szepce Nimue, a jej głos jest smutny, był smutny za pierwszym razem kiedy mu to mówiła, jak Uther mógł tego nie zauważyć wcześniej? Sekwencje obrazów w jego głowie stają się żywsze niż kiedykolwiek, feeria barw o których nawet nie wiedział że istnieją, pulsuje mu pod skrońmi tak intensywnie, że musi zamknąć oczy. Ale zamknięcie oczu w niczym nie pomaga. Igraine uśmiecha się lekko, długie blond włosy spływają jej na ramiona, ręce ma założone na widocznie zaokrąglonym brzuchu, a głos Nimue nadal jest przepełniony smutkiem, cena została zapłacona, Utherze. Czuje jak jego świat powoli rozpada się na kawałki, kamień po kamieniu obraca się w gruzy, aż w końcu zostaje tylko on, on i chaos i dziecko, którego istnienie król przeklina.

W dniu, w którym Artur przychodzi na świat, Uther zaczyna nienawidzić tej części swojego syna, która zabrała mu jego królową.

***

- Podjęliśmy decyzję – mówi król, głowa uniesiona dumnie do góry i wzrok pewny siebie. Obok niego królowa, jej ręce spuszczone wzdłuż ciała, sylwetka wyprostowana, wyraz twarzy trudny do odczytania.

Nimue przyjmuje wiadomość skinieniem głowy, a potem oczy błyszczą jej na złoto i drzwi do sali tronowej zamykają się z łoskotem. Słychać zamieszanie pośród stojących na straży rycerzy, ale Uther tylko posyła jej pytające spojrzenie.

- Panie – mówi Nimue spokojnie. – Czy na pewno dobrze rozważyliście to, co wam powiedziałam?

- Jesteśmy gotowi ponieść konsekwencje – odzywa się Igraine, cichym, łagodnym głosem.

Nie jest tajemnicą że król kocha królową bardziej niż ona jego. Nimue jest pewna, że Uther, bez względu na to jak bardzo zdesperowany, nie namawiałby Igraine do czegoś, czego ona sama bardzo nie chciałaby zrobić.

- Mogą być bardzo poważne – powtarza po raz kolejny. – Ceną za życie jest śmierć, mój panie. Nie jestem w stanie przewidzieć kto umrze. Może to być ktoś, kogo nigdy nawet nie spotkaliście, ale równie dobrze może to być członek dworu królewskiego.

- To ryzyko, które jesteśmy w stanie podjąć – mówi Uther.

- Niech tak będzie.

Po tych słowach cisza wypełnia komnatę. Król patrzy na Nimue, ale wzrok czarodziejki skierowany jest na Igraine, która nadal z tym samym, zagadkowym wyrazem twarzy wpatruje się w jakiś punkt przed sobą.

- Mam nadzieję że efekty będą tego warte – pierwszy ciszę przerywa król.

Nimue uśmiecha się w odpowiedzi, a potem obiecuje:

- W dniu, w którym twój syn przyjdzie na świat, panie, okaże się, czy warto było podejmować ryzyko.

***

Gniew Uthera jest jak morze podczas sztormu, jak wyjątkowo ostra zima, podczas której ludzie niechętnie idą spać, bojąc się że dobiegający końca dzień może być ostatnim, kiedy mieli co włożyć do ust.

Sam Uther jest szybki, bezwzględny i skuteczny. Czarodzieje idą na stos jeden za drugim, zakuci w ciężkie kajdany wykute z żelaza i stopu metali szlachetnych, które, pogłoska nosi, wytłumiają magię. Pogłoska zmienia się w prawdę w momencie, kiedy pierwszy czarodziej ginie w płomieniach, a jego krzyki roznoszą się po dziedzińcu.

Gaiusowi z trudem udaje się zachować dawne stanowisko, ale cena jest duża – medyk musi przysiąc, że wyrzeka się praktykowania magii i jednocześnie zobowiązuje się do udzielenia wszelkiej możliwej pomocy w krucjacie przeciwko niej. Fakt, że Gaius się zgadza, nie jest zbyt dobrze przyjęty. Nie, żeby to miało jakieś znaczenie.

Nimue nie ma tyle szczęścia.

- To nie jest nasze ostatnie spotkanie, Utherze Pendragonie – mówi zadartą głową. Jej słowa nie są groźbą – są obietnicą. Groźby to coś, z czego łatwo się wycofać, łatwo zrezygnować. Obietnic natomiast się dotrzymuje.

Król daje znak i stos zostaje podpalony, ale w tym momencie kajdany pękają i Nimue jest wolna. Tłum wydaje z siebie stłumiony okrzyk – nic takiego nie zdarzyło się nigdy wcześniej.

- To nie jest nasze ostatnie spotkanie – powtarza czarodziejka i znika.

Po tym incydencie gniew Uthera jest jeszcze większy i jeszcze straszniejszy, a prawo tak surowe, że przestrzeganie go we wszystkich aspektach graniczy z cudem. Podejrzanym może być każdy, a krucjata przeciwko magii powoli przestaje dotyczyć tylko czarów.

- Król oszalał – mówią ludzie półszeptem, zbyt przerażeni, żeby podnieść wzrok.

Król oszalał i nie ma przy sobie już królowej, która byłaby w stanie go uspokoić. Jedyne co mu po niej pozostało to dziecko, syn, następca tronu, jego przekleństwo. Świadectwo jego klęski.

Uther miewa sny, w których to Artura, małe, kilkudniowe niemowlę, pali na stosie i z zadowoleniem patrzy, jak jego syn umiera w płomieniach, a później wraca do zamku w którym czeka na niego Igraine, uśmiechnięta i piękna Igraine.

Dużo go kosztuje, żeby nie sprawdzić, czy jego sen ma w sobie coś z prawdy.

*

Kiedy Artur kończy rok, na ulicach nie ma już magii, która niczym najdelikatniejszy zapach unosiłaby się w powietrzu, prawdopodobnie dlatego, że w Camelocie nie ma już ludzi, którzy w ten sposób ośmieliliby się świętować urodziny księcia.

Dla Uthera ten dzień oznacza również inną rocznicę, taką, o której najchętniej by nie wspominał, dlatego w dzień urodzin Artura, jeszcze zanim słońce pojawia się na horyzoncie, stoi na blankach jednej z wież, wzrokiem bez wyrazu ogarniając ziemie swojego królestwa.

- Panie – głos dochodzący zza jego pleców jest zmęczony i raczej cichy. Po chwili Gaius staje obok niego i lekko skłania głowę. Uther niespecjalnie ma ochotę na towarzystwo, nie daje po sobie znać, że zauważył obecność medyka.

- Minął już rok – zauważa Gaius napominającym tonem, a w królu coś powoli zaczyna się gotować, bo jakim prawem jego podwładny chce pouczać swojego władcę? – Czy nie sądzisz, że…

- Ten dzień to rocznica dwóch wydarzeń – wchodzi mu w słowo Uther, a jego głos jest chłodny i wzrok twardnieje. – Żadnego z nich nie wspominam dobrze.

Gaius wzdycha i przez chwilę wygląda na to, że nie podejmie już tematu, ale współczucie i miłość dla następcy tronu wygrywa z rozsądkiem.

- Artur stracił już matkę, panie – mówi więc, głosem pewnym i nieprzestraszonym, mimo że Uther z łatwością mógłby go za to wtrącić do lochu. – Twój żal jest zrozumiały, ale nie pozwól, żeby z tego powodu stracił także ojca.

Odwraca się i odchodzi, a Uther znowu zostaje sam z własnymi myślami, wspomnieniami i pragnieniami. Rozlicza w głowie miniony rok, chłodno kalkulując zyski i straty, ze świadomością, że bilans nigdy nie zostanie wyrównany. Nie miewa już snów o paleniu Artura na stosie, nie, ale czasami kiedy widzi jakąś rzecz, która za bardzo przypomina mu o Igraine, wyobraża sobie, jak potoczyłoby się jego – ich – życie, gdyby nie poprosili Nimue o pomoc.

Nie ma wątpliwości, że jeśli ktoś zaoferowałby mu drugą szansę – śmierć syna, panie, za twoją królową z powrotem w świecie żywych – przyjąłby ją bez wahania.

Nawet gdyby propozycja wiązała się z magią.