Actions

Work Header

5 dates

Chapter Text

1. Spotkanie

               

 

                Mimo burzy z deszczem, która powoli przeradzała się w istny huragan, Stiles szedł przez ulicę wraz z koszem na ubrania okrytym workiem na śmieci do pralni, która znajdowała się kilkaset metrów od jego domu. Studenckie życie ma to do siebie, że nie można pozwolić sobie na wygodę w postaci mieszkania w pojedynkę, jest się skazanym na współlokatorów, a nawet wtedy trudno jest znaleźć apartament, będącego jednocześnie blisko uniwersytetu, miasta oraz spełniającego najniższe wymogi sanitarne. Dlatego też, kierując się zasadą „są rzeczy ważne i ważniejsze” Stiles znalazł mieszkanie wystarczająco blisko klubów i stacji metra, ale bez pralni. Dodatkowo jego współlokatorką została diabelnie bystra i inteligentna, ale jednocześnie mało zaradna w sprawach „wypierz, wyprasuj, ugotuj” Lydia. Był to ten popularny i śliczny typ dziewczyn, adorowanych w liceum, które dostawały wszystko podane na tacy, więc to Stiles stał się tym, który co tydzień musiał zmuszać się do wstania z łóżka i oderwania od oglądania seriali, by w poniedziałek mieć co założyć na uczelnię. Nie żeby wizja braku ubrań nie przerażała Lydii, ona po prostu potrafiła się ustawić, a spędzanie czterdziestu minut w oczekiwaniu aż stara pralka wypluje czystą bieliznę było czymś, do czego Stiles mógł przywyknąć.

                I tak skończył, moknąc i marznąć, starając się jak najszybciej dotrzeć do ciepłego budynku. Cała ta sytuacja z byciem zmuszonym do robienia prania wpłynęła chociaż pozytywnie na życie Stilesa. Po roku nauczył się już, że różowego nie należy prać razem z białymi, nieważne jak jasny byłby to odcień.

                Gdy już nastawił pranie i wrzucił należne dwadzieścia pięć centów, usiadł na suszarce obok i zaczął oglądać YouTube’a. Machając nogami przeglądał swoje subskrypcje i włączał co ciekawszy filmik, nudząc się każdym po kilku minutach. Nie był cierpliwym typem. Raczej tym w gorącej wodzie kąpanym, działającym pod wpływem impulsów i intuincji. Mówił co ślina mu na język przynosiła i nie zastanawiał się nad możliwymi konsekwencjami. W końcu carpe diem, prawda?

                Jego całe ciało podskakiwało z powodu pralki, która właśnie rozpoczęła wirowanie. Czuł się jak na tym wielkim balonie w wesołym miasteczku, na którym dzieciaki mogły skakać, robić fikołki  bezkarnie przewracać siebie nawzajem. Stiles nigdy nie był w to dobry i zawsze spadał pierwszy. Mimo swojego ADHD był dosyć niezdarnym dzieckiem i raczej niezbyt rozgarniętym. Nie żeby z wiekiem coś się zmieniło. Wciąż z trudem przychodziło mu wykonanie najprostszych czynności, związanych z wysiłkiem fizycznym. Jedyne co lubił i naprawdę był w tym dobry to bieganie, toteż codziennie rano przez niecałą godzinę starał się uprawiać jogging. Może nie sprawiało to, że był niezwykle umięśniony, ale Stiles zawsze uważał, że najseksowniejszą częścią ciała był mózg, a tego organu z pewnością mu nie poskąpiono.

                W momencie, gdy dwóch chłopaków na ekranie właśnie miało wskoczyć do lodowatej wody, wypełniającym tym samym jakieś dziwne wyzwanie, ktoś szturchnął go w ramię. Podniósł głowę, a jego oczy rozszerzyły się.

-Ekhm, nie masz może rozmienić pięciu dolców? – zapytał nieznajomy, a Stiles miał wrażenie, że jego język przykleił się do jego podniebienia. Stało przed nim ucieleśnienie mokrych snów wszystkich dziewczyn i części płci męskiej. Typ złego chłopca, skóra, ciemne włosy, zarost, gęste brwi i nieprzejrzyste oczy.  Stiles poczuł jak zasycha mu w ustach gdy spuścił wzrok na jego obojczyki, gdzie pod rozpiętą koszulką mógł zobaczyć kępki włosów. Oczywiście wszystkie te spostrzeżenia nie wytraciły go z równowagi. Ani trochę.

- Eeee, tak, jasne – powiedział, może zbyt entuzjastycznie, ale uśmiechnął się przy tym radośnie. Jeśli po kilkusekundowym gapieniu się na niego, nieznajomy nie uznał go za pomylonego, to właśnie zrobił to teraz. Stiles wyciągnął z kieszeni garść drobniaków i zaczął wybierać te potrzebne – Proszę – i kolejny czarujący uśmiech.

Nieznajomy odpowiedział mu podniesieniem jednego kącika ust i zabrał się on do robienia własnego prania.

Stiles machając radośnie nogami, nie był w stanie powrócić znowu do oglądania video blogów. Udając, że bawi się telefonem, cały czas zerkał na nieznajomego, a ten co chwila uśmiechał się pod nosem, jakby wiedział coś, co umykało Stilesowi.

To naprawdę nie było tak, że leciał na każdego, kto chociażby wypowiedział do niego jedno zdanie. W takim razie powinien się umawiać z większością uczelni, a nawet niektórymi profesorami. Po prostu aparycja nieznajomego łechtała oko, a Stiles w szczególności wyczulony był na tak tajemnicze piękno. No i zarost, Stiles miał słabość do ładnie wystrzyżonej brody, a ten osobnik na pewno taką posiadał... Nie, nie będzie fantazjowania o obcych w miejscach publicznych, zwłaszcza jeśli obiekt fantazji znajdował się niedaleko. W tym samym pomieszczeniu. Trzy metry od niego.

Poza tym, Stiles miał swoje zasady. Żadnego seksu przed piątą randką. I może było to tanie, dziewczyńskie i bezczelnie zerżnięte z filmu „To tylko seks”, ale Justin Timberlake wyglądał tam kurewsko dobrze, a sama zasada wydawała się sensowna. Jeszcze nie spotkał nikogo, kto wytrwałby do tej obiecanej piątej randki, ale wszystko przed nim. I to dosłownie.

Nieznajomy popatrzył się na Stilesa dokładnie w momencie, gdy ten bez skrepowania mu się przyglądał. No może nie było to takie trudne, zważywszy, że ostatnie dziesięć minut Stiles spędził ze wzrokiem wbitym w idealnie zarośnięty profil mężczyzny. Za patrzenie jeszcze nie przysługiwała grzywna, prawda?

- Skoro już wypaliłeś mi dziurę w plecach, to może chociaż powiesz mi jak masz na imię? –i okej, to było skierowane do Stilesa.

- Stiles. Nie jest to co prawda moje prawdziwe imię, ale nie byłbyś w stanie go wypowiedzieć. Sam do końca nie wiem, czy to aby na pewno prawdziwie słowo – cały potok zdań wyleciał z ust Stilesa w sekundzie. Może to był powód, dla którego jego randki nie oddzwaniały po pierwszym spotkaniu. Jednak nie-taki-już-nieznajomy zaśmiał się tylko i popatrzył na chłopaka z pobłażaniem.

- Stiles wystarczy. Derek – wyciągnął dłoń w jego kierunku, a wciąż siedzący na suszarce jak dziecko Stiles uściskał ją – No więc, skoro ewidentnie coś we mnie cię zaintrygowało, może chciałbyś spotkać się na kawie? Ewentualnie drinku? –Derek zlustrował go od góry do dołu – Albo mrożonym jogurcie.

Stiles miał na tyle przyzwoitości, by się zarumienić.

- Drink będzie w porządku – uśmiechnął się figlarnie, odzyskawszy swoją ikrę – Chociaż, jeśli tak się boisz o moją legalność, nie najlepiej to o tobie świadczy, Kosmate Myśli – Stiles mógł flirtować, oczywiście, że mógł, ale tak szybko jak te słowa opuściły jego usta, od razu tego pożałował. Na szczęście Derek podchwycił temat i wciągnął się w grę.

- Ja tylko zaproponowałem kilka opcji na miłe spędzenie czasu, a przyznasz, że na pierwsze spotkanie nie do końca nadaje się zatłoczony i głośny klub – tu przysunął się bliżej Stilesa – Głodnemu chleb na myśli, a ja jadłem dzisiaj śniadanie.

Stiles uśmiechnął się w odpowiedzi i poprosił o numer telefonu. Gdy wracał do mieszkania z przyjemnością zauważył, że przestało padać.