Actions

Work Header

Lit

Chapter Text

Dziennik mówił.

Harry jeszcze nigdy nie spotkał się z czymś takim, ale w czarodziejskim świecie mogło to być zupełnie normalne. Wśród zaklętych sufitów, ruszających się figur szachowych i peleryn niewidek odpisujący dziennik prawdopodobnie niczym się nie wyróżniał.

Tom Riddle był bytem, który zamieszkiwał dziennik. Harry nie wiedział, kim lub czym tak właściwie był Tom Riddle, ale jego pismo wyglądało elegancko, a dobór słów wskazywał na elokwencję, co dodatkowo podsycało jego ciekawość.

Chociaż Harry był pewny, że nigdy wcześniej nie słyszał tego nazwiska, wciąż wydawało się mieć ono dla niego jakieś znaczenie. Tak jakby ten Riddle był jego dawno zapomnianym przyjacielem z dzieciństwa. Ale to nie miało sensu. Zanim poszedł do Hogwartu, nie miał żadnych przyjaciół - Dudley się o to postarał. Mimo to uczucie więzi nie znikało, a nazwisko wciąż kołatało się w jego głowie.

Tom Riddle zadał mu proste pytanie: jak dziennik trafił w jego ręce? Harry zamierzał odpowiedzieć równie nieskomplikowanie: ktoś próbował spuścić go w toalecie. W jakimś alternatywnym wszechświecie ta odpowiedź pociągnęłaby za sobą łańcuch wydarzeń, które doprowadziłyby do zniszczenia dziennika i zamieszkującego go bytu. Jakakolwiek szansa na odkupienie zniknęłaby bezpowrotnie. Na końcu tej przygody czekałaby ich tylko śmierć.

Jednak w tej rzeczywistości Harry zastanowił się trochę dłużej nad swoją odpowiedzią i napisał coś całkowicie innego, gdy tylko zdał sobie sprawę, że jego pierwsza myśl nie do końca wyjaśniała, jak wszedł w posiadanie dziennika.

Ta pozornie niewinna korekta, wynikająca zaledwie z dodatkowych dwóch sekund przemyśleń, szarpnęła, zgięła i złamała przeznaczenie, stwarzając nową rzeczywistość posklejaną z potrzaskanych kawałków jej oryginału.

Znalazłem go na posadzce w damskiej toalecie.

Przez to zdanie los zawył z bólu, rozrywany, podczas gdy Harry z niecierpliwością oczekiwał odpowiedzi Toma Riddle’a, nieświadomy ogromnej zmiany, którą wywołał.

To dość zaskakujące. Poprzedni właściciel musiał go tam zostawić.

Poprzedni właściciel?— odpisał Harry z pośpiechem, niemal rozmazując jeszcze świeży atrament.

Tak, poprzednio dziennik również należał do ucznia, ale to nie ma teraz znaczenia. Nie sądzę, żeby odczuł jego stratę, skoro był na tyle lekkomyślny, żeby zostawić go w toalecie.

Harry zgodził się z Tomem – poprzedni właściciel nawet próbował go spuścić w toalecie. Może ten ktoś w końcu zdał sobie sprawę, że dziennik posiada własną świadomość i przeraził się tego. Może to z dziennikiem coś było nie tak, jak sugerował to Ron, ale Harry tak nie sądził. Poza tym, że potrafił sam odpowiadać, nie wydawał się zbyt szkodliwy.

Czym jesteś? — zapytał, trochę bazgroląc, nie mógł powstrzymać swojej ciekawości.

Dziennikiem, oczywiście.

Nawet na piśmie Harry zdołał rozpoznać cierpkość w tych słowach i zdał sobie sprawę, że było to z jego strony nieco głupie pytanie. Mimo to był trochę rozczarowany tą odpowiedzią.

Więc jesteś tylko magicznym bytem, a nie osobą?

Jestem częścią żywej osoby, ale zostałem stworzony dzięki magii.

To zdanie nieco go zdezorientowało, ale gdy zanurzył końcówkę pióra w kałamarzu, aby napisać kolejne pytanie, Riddle nieco rozjaśnił zagmatwaną odpowiedź.

Dokładniej, jestem wspomnieniem zachowanym w tym dzienniku.

To miało trochę więcej sensu, chociaż nadal wydawało mu się niemożliwe do osiągnięcia za pomocą magii.

Skoro jesteś wspomnieniem rzeczywistego Toma Riddle’a, jak ten dziennik się tutaj znalazł?

Wydawało mu się trochę dziwne, że prawdziwy Tom Riddle mógłby stracić z oczu coś tak ważnego. Jeśli Harry stworzyłby taki przedmiot i wewnątrz niego ukrył swoje młodsze ja, upewniłby się, że dziennik znajduje się w bezpiecznym miejscu.

Po tym pytaniu minęła dłuższa chwila, zanim na stronie pojawiła się odpowiedź.

Tego nie wiem. Dziennik został stworzony pięćdziesiąt lat temu. Od tamtej pory z nikim nie rozmawiałem.

Harry nie próbował sobie nawet wyobrazić, jak okropne musiało to być. Nawet jeśli Riddle jest tylko wspomnieniem, nie rozmawiać z nikim przez pół wieku nadal było przerażającym losem.

Musiałeś się bardzo nudzić.

Kiedy Riddle odpowiedział, Harry był pewny, że w jego słowach wyczuwał lekkie rozbawienie.

W żadnym wypadku. Nie jestem prawdziwą osobą, taką jak ty, Harry. W pewnym sensie mógłbym powiedzieć, że jestem nieśmiertelny. Czas mija mi zaskakująco szybko. Nie musisz się nade mną litować.

Nie lituję się nad tobą — odpisał Harry w pośpiechu. — Po prostu staram się to zrozumieć.

Nie ma takiej potrzeby.

Wiem, co to znaczy być samotnym — pisał dalej, uparcie ignorując słowa Riddle’a. – Nie miałem nikogo, dopóki nie poszedłem do Hogwartu.

Co masz na myśli, mówiąc, że nie miałeś nikogo?

Moi rodzice umarli, gdy miałem rok. Zostałem adoptowany przez wuja i ciotkę, ale przez większość życia traktowali mnie jak służącego. Oboje są mugolami i nienawidzą wszystkiego, co związane z magią, więc nienawidzą też mnie. Przed pójściem do Hogwartu mieszkałem w komórce pod schodami i nie miałem żadnych przyjaciół ani nikogo, z kim mógłbym porozmawiać.

Był zaskoczony, że napisanie tego było dla niego tak proste. Dusił to w sobie przez tak długi czas, że możliwość opowiedzenia o tym komuś wydawała się wybawieniem.

Mimo to wyczuwał w tym dzienniku coś tak przekonującego, wywołującego uczucie jedności, że wiedział, że to nie jest właściwe. Czuł niemal kłującą potrzebę wyjawienia swoich sekretów temu przedziwnemu dziennikowi, nawet jeśli wiedział, że to nie byłoby mądrym posunięciem.

Mieszkałeś w schowku pod schodami, dopóki nie skończyłeś jedenastu lat?

Harry czuł się teraz nieco skrępowany wyjawieniem tak ważnego sekretu, ale nie sądził, żeby mogło z tego wyniknąć coś złego. To przecież to tylko dziennik. Czy nie właśnie po to został stworzony?

Tak, dopóki nie dostałem listu z Hogwartu. Zaadresowali go „Komórka pod schodami”, więc mój wuj wpadł w panikę i w końcu dostałem mój własny pokój.

Następne słowa pojawiły się na stronie nieco wolniej, jakby z wahaniem czy może z niedowierzaniem.

Obecny dyrektor wiedział, że mieszkasz pod schodami i nic z tym nie zrobił?

Harry zamarł, marszcząc brwi. Cóż, tak właściwie… tak właściwie to nigdy o tym nie myślał.

Już wcześniej usłyszałem twoją historię, od poprzedniego właściciela dziennika. Chłopiec, Który Przeżył. Pokonał najpotężniejszego czarnoksiężnika, kiedy był zaledwie niemowlęciem. Wybacz mi, ale wydaje się to co najmniej absurdalne, że Dumbledore czy którykolwiek pracownik Hogwartu mógłby pozwolić sławnemu zbawcy czarodziejskiego świata żyć w takich warunkach. Jestem nieco zaskoczony.

Kiedy Riddle tak to przedstawił, zdawało się to mieć sens, o ile posługiwało się zimną logiką, odsuwając uczucia na boczny tor. Ale Harry miał problemy z patrzeniem na to w ten sposób, biorąc pod uwagę jego przywiązanie i podziw dla dyrektora. List rzeczywiście był zaadresowany na schowek pod schodami. Ani profesor Dumbledore, ani profesor McGonagall nie mogli o tym wiedzieć, o ile nie interesowali się tym, co się u niego działo. Ale musieli mieć jakiś powód, żeby nie interweniować. Harry im ufał.

Nie było tak źle. Przez większość czasu było mi tam nawet wygodnie.

Nie mieli przecież złych zamiarów; co innego mogli zrobić? Zacząć grozić jego wujostwu, jeśli nie zacznie traktować go lepiej?

„A dlaczego mieliby tego nie zrobić?” — w jego umyśle odezwał się cichy głosik. — „Pamiętasz przecież, jak bardzo byli przerażeni obecnością Hagrida, mimo że nic im nie zrobił. Nie zajęłoby im to zbyt dużo czasu. Zaledwie kilka minut. Więc dlaczego tego nie zrobili?”

Harry, marszcząc czoło i wpatrując się w dziennik, zanurzył końcówkę pióra w kałamarzu. Nie chciał, żeby takie myśli pojawiały się w jego głowie, nie podobało mu się to… Ale czyżby Dumbledore… nie troszczył się o niego wystarczająco, żeby zrobić coś takiego?

Cóż, mimo wszystko był Dumbledore’em. Harry był pewny, że miał ważniejsze sprawy na głowie niż opiekowanie się małym dzieckiem, które nie było nawet jego rodziną. Nie mógł za to winić dyrektora. Nieważne, jak bardzo świadomość jego bezczynności bolała, nie mógł go za to winić. Przecież nie zrobił niczego, żeby zasłużyć na taką przychylność Dumbledore’a, prawda?

Kim on tak właściwie był? Kim był Harry Potter?

Zaledwie chłopcem, któremu raz się poszczęściło i dzięki temu nadal żyje.

Czy był w ogóle coś wart?

Harry musiał przyznać, że był niewiele wart. Bardzo niewiele, skoro nikt nie interweniował, gdy raz za razem był dręczony przez Dudleya, nieskończenie wiele razy zwymyślany przez wuja, wyzywany i poniewierany przez tyle lat.

Harry, żyłeś w schowku pod schodami. Nawet ja miałem swój pokój w mugolskim sierocińcu. Sam przyznałeś, że traktowali cię jak służącego. Byłeś nie tylko maltretowany przez tych mugoli, ale zwyczajnie opuszczony przez wszystkich, którzy wiedzieli o twoim cierpieniu.

Miał zamiar nadal nalegać, że nic złego mu się nie działo. Udało mu się to przeżyć, nigdy nie był bity (przynajmniej nie przez wuja i ciotkę) i dostawał dwa posiłki dziennie, o ile wykonał wszystkie zadania. Mimo to musiał przyznać, że Riddle również miał rację.

Mimo że zastanawiał się nad własną sytuacją, coś, co Riddle napisał, przyciągnęło jego uwagę.

Dorastałeś w sierocińcu?

Niestety, tak. Podobnie jak ty, nie miałem nikogo, z kim mógłbym porozmawiać, ani żadnych krewnych, którzy mogliby się mną zaopiekować.

Jak to było mieszkać w sierocińcu?

Źle. Nie chcę o tym rozmawiać.

Przepraszam.

Harry całkowicie zapomniał o swoim początkowym zainteresowaniu samym dziennikiem. Na początku chciał tylko zapytać o Komnatę Tajemnic, ale zwyciężyło zaciekawienie Riddle’em. Nie poświęcił Komnacie ani jednej myśli, odkąd zaczął rozmawiać z Tomem (w międzyczasie Riddle stał się Tomem). Tom nawet wspomniał, jak miło było móc wreszcie z kimś naprawdę porozmawiać, a nie tylko wysłuchiwać czyichś narzekań na trywialne tematy, nie usłyszawszy nawet podziękowania za słowa otuchy.

Harry nie potrafił zrozumieć, jak to możliwe, że ktoś mógłby nie chcieć zadawać Tomowi pytań ani nie próbować poznać go trochę lepiej. Wiedza, którą zdobył dzięki tej rozmowie, była ogromna, o samym zamku wiedział teraz więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Okazało się, że Tom znał każdy jego zakamarek, a Harry nie odkrył nawet jednej trzeciej tego, co ten ogromny budynek w sobie krył.

Poza tym, że Tom okazał się być nieskończonym źródłem informacji, Harry zauważył, że po prostu dobrze mu się z nim rozmawia. Obraz szesnastoletniego Toma utrwalony w notatniku, chociaż niechętnie wspominał o swoich prywatnych sprawach, miał wspaniałe poczucie humoru, zawsze był uprzejmy i gotowy do odpowiedzi na każde pytanie Harry’ego.

Ich pierwsza rozmowa zakończyła się dość nagle, gdy Ron wszedł do dormitorium, a Harry – kierowany niewytłumaczalnym instynktem – zamknął dziennik i wsunął go pod poduszkę, szybko się prostując.

— Co tam? — zapytał Ron, przyglądając mu się z niepokojem.

Harry wzruszył ramionami.

— Nic.

Nie wiedział, dlaczego postanowił nie mówić Ronowi o dzienniku ani o tym, co dzięki niemu odkrył. Nawet gdy chłopak zapytał wprost, czy dopisał coś nowego, Harry przecząco potrząsnął głową. W końcu wszystko powie Ronowi i Hermionie – przynajmniej tak sobie wmawiał, gdy rudzielec skierował się do własnego łóżka. Szybko powiedział mu, że idzie już spać, po czym życzył przyjacielowi dobrej nocy i zasunął zasłony przy swoim łóżku.

Jednak zamiast ułożyć się do snu, wyciągnął dziennik spod poduszki i ponownie go otworzył. Udało mu się nie rozlać atramentu na kołdrę, co uważał za spory sukces.

Przepraszam, mój przyjaciel nagle wrócił do dormitorium.

Dziwię się, że trzymasz moje istnienie w sekrecie.

Harry sam był tym zaskoczony, ale tłumaczył sobie, że tak będzie najlepiej.

Gdyby Hermiona się o tobie dowiedziała, prawdopodobnie zostałbyś skonfiskowany.

Nie chciałbym, żeby to się wydarzyło. Upewnij się, że dobrze mnie schowałeś, Harry.

Harry myślał o najlepszych kryjówkach długo po tym, jak pożegnał się z Tomem. Na razie odłożył dziennik na stosie podręczników leżących na stoliku nocnym. Bardzo chciał go zatrzymać, więc w końcu stwierdził, że dziennik będzie najbezpieczniejszy przy nim. Czy mogłoby być lepsze miejsce?

Następnego dnia zapytał Toma, czy nie mógłby zmienić okładki dziennika w inną lub transfigurować ją tak, żeby wyglądała jak okładka jakiejś książki na wypadek, gdyby Hermiona lub Ron – lub co gorsza Malfoy – zainteresowali się nim. Jednak Tom odpowiedział, że samo jego wspomnienie było magią, dlatego dziennik nie był podatny na inne jej rodzaje.

Ostatecznie stwierdził, że w takim razie schowanie dziennika wewnątrz większej książki musi wystarczyć. Kiedy wrócił do dormitorium po niedzielnym treningu, wszystkie jego rzeczy były rozrzucone po całym pomieszczeniu, jakby mały huragan pojawił się w jego kufrze, starając się coś znaleźć. Nawet jego płaszcz był rozpruty.

Z szeroko otwartymi ustami podszedł do łóżka, depcząc podarte strony „Wędrówki z trollami”. Kiedy wraz z Nevillem układali koce z powrotem na jego łóżku, Ron, Seamus i Dean weszli do dormitorium. Dean zaklął głośno.

— Harry, co się stało?

— Nie mam pojęcia.

Ron przyglądał się uważnie szatom Harry’ego. Wszystkie kieszenie były wywrócone na lewą stronę.

— Ktoś tu czegoś szukał — powiedział. — Zginęło ci coś?

Harry zaczął zbierać swoje rzeczy i wrzucać je do kufra. Na razie nie zauważył, żeby czegoś brakowało. Teraz cieszył się, że postanowił mieć notatnik stale przy sobie, zamiast zostawiać go w dormitorium.

— Nie, nic nie zginęło.

Ron pomógł mu posprzątać bałagan, a Seamus zasugerował, żeby zgłosić zajście do profesor McGonagall. Harry byłby szalony, gdyby nie chciał jej o tym poinformować. Ktokolwiek to zrobił, musiał być Gryfonem, chociaż Harry nie miał pojęcia, dlaczego ktoś mógłby chcieć grzebać jego rzeczach. Gdy opowiadał Tomowi, co się stało, usłyszał zaskakującą odpowiedź:

Wygląda na to, że poprzedni właściciel próbował mnie odzyskać.

Harry był pewny, że miało to coś wspólnego z dziennikiem, więc Tom tylko potwierdził jego przypuszczenia.

Kim jest poprzedni właściciel?

Ginny Weasley.

Nie był w stanie w to uwierzyć. Właśnie Ginny? Wprawdzie pamiętnik leżał na podłodze w damskiej toalecie, ale dlaczego Ginny miałaby próbować się go pozbyć, by niedługo potem przewrócić jego rzeczy do góry nogami w jego poszukiwaniu. Dlaczego po prostu nie poprosiła go, żeby jej go zwrócił?

Harry napisał wszystkie swoje zastrzeżenia, ale Tom nie był zaskoczony całą sytuacją.

Przeraziła się tym, co dziennik może zrobić, tym, co ja mogę zrobić. Wyjawiła mi wszystkie swoje sekrety, więc gdy dowiedziała się, że dziennik nie zniknął, tylko znalazł się w twoich rękach, spanikowała, myśląc, że mogę ci wszystko opowiedzieć. Dlatego chciała mnie z powrotem. Jestem zadowolony, że jej się nie udało.

Powinienem z nią porozmawiać?

Skoro uważasz, że to może pomóc.

Harry był pewny, że Tom nie sądził, że to może w czymś pomóc.

Może jeśli jej obiecam, że nie będę cię o nic wypytywać, nie będzie próbowała cię odzyskać.

Tom nie odpowiedział, więc Harry zmienił temat, by opowiedzieć mu o przedmiotach, które miał wybrać na trzeci rok. Powstrzymał się przed dokonaniem wyboru, żeby poznać opinię Toma, który już przez to przeszedł.

Jestem pewien co do opieki nad magicznymi stworzeniami, ale muszę wybrać jeszcze drugi przedmiot. Ron idzie na wróżbiarstwo, a jako drugi…

Wróżbiarstwo to strata czasu. Czytanie z dłoni i wpatrywanie się przez godzinę w szklaną kulę to bzdury. Chociaż muszę przyznać, że interpretowanie snów jest intrygujące, ale tylko dlatego, że ma to więcej wspólnego z psychiką niż z przewidywaniem przyszłości. Cały przedmiot składa się tylko z zabobonnego bełkotu.

W takim razie co powinienem wybrać?

Jeśli naprawdę jesteś zainteresowany przewidywaniem przyszłości, numerologia jest o wiele bardziej godną zaufania dziedziną, ponieważ jest oparta na matematycznych obliczeniach, a nie na ślepym zgadywaniu. Jeśli nie numerologia, radziłbym ci wybrać starożytne runy. Tłumaczenie staromagicznych run może nauczyć cię wielu interesujących zaklęć, a nawet pomóc w ich tworzeniu.

Tworzenie zaklęć? Harry’ego na początku odstraszyła nazwa przedmiotu, ale sposób, w jaki Tom mu go przedstawił, rozwiał całe zniechęcenie i sprawił, że przedmiot zaczął wydawać się przydatny.

Wiele badań na temat czarów, których obecnie używamy, jest opartych na runicznych tekstach. Odczytywanie ich pomoże ci zrozumieć, jak działa magia, o wiele lepiej niż egzemplarz „Teorii magii” Wafflinga. Dzięki lepszemu rozumieniu zagadnienia zyskujesz całkowicie nowe możliwości.

I ku zaskoczeniu Rona, zadowoleniu Hermiony i aprobacie Toma, Harry wybrał starożytne runy jako drugi przedmiot obok opieki nad magicznymi stworzeniami.

Kiedy minął tydzień, a on wciąż nie powiedział przyjaciołom o dzienniku, stwierdził, że już chyba tego nie zrobi. Tom zdecydowanie nie chciał, żeby komuś o nim mówił. Nie chciał również, żeby rozmawiał z Ginny, ale mimo to Harry chciał to zrobić albo przynajmniej próbował, ponieważ za każdym razem, gdy tylko dziewczyna go zauważała, nagle bladła i szybko uciekała jak najdalej od niego.

W tym samym czasie, gdy Harry w końcu zapytał Toma o Komnatę Tajemnic, szkołą wstrząsnęło aresztowanie Hagrida i tymczasowa rezygnacja Dumbledore’a. Harry ledwo mógł uwierzyć, że dyrektora nie ma w szkole, a Hagrida zamknięto w więzieniu! Za co? Co takiego półolbrzym mógł niby zrobić?

Znalazł odpowiedź na to pytanie, gdy Tom pokazał mu pewne wydarzenie: Harry został wessany do wnętrza dziennika i wylądował w przeszłości, najpierw będąc świadkiem rozmowy między Tomem a dyrektorem Dippetem. Harry szczególną uwagę zwracał na swojego nowego przyjaciela, ponieważ był to pierwszy raz, kiedy naprawdę był w stanie go zobaczyć. W końcu mógł dopasować twarz i głos do słów pojawiających się na stronach dziennika.

Prawdziwy wstrząs przeżył, gdy zdał sobie sprawę, że to Hagrid był oskarżony o spowodowanie ataków. Mimo że wspomnienie jasno wskazywało, że gajowy przetrzymywał w zamku groźne magiczne stworzenie, Harry nie był w stanie w to uwierzyć. Przecież Hagrid nie mógł być dziedzicem Slytherina, prawda?

Tom przyznał mu rację. Wyjaśnił, że w tamtym czasie sam nie był tego pewny, ale za wszelką cenę nie chciał zostać odesłany z powrotem do sierocińca, którym tak pogardzał, że stwierdził skoro jedynym niebezpiecznym stworzeniem przebywającym w zamku jest „pupil” Hagrida, więc to on musiał stać za tymi atakami.

Kolejne miesiące powoli mijały.

Nie było już więcej ataków.

Komnata Tajemnic pozostała zamknięta i ukryta.

Tom Riddle nie miał już zamiaru oczyścić szkoły ze szlam.

Jego jedynym obiektem zainteresowań stał się Harry Potter.

***

— Wróci od następnego roku? Dumbledore też?

Hermiona uśmiechnęła się szeroko i potaknęła. Wraz z Harrym i Ronem siedzieli w przedziale pociągu, kierującego się na dworzec King’s Cross, żywo rozmawiając o uwolnieniu Hagrida po tym, jak Dumbledore zażądał sprawiedliwego procesu. Który byłby oczywiście niemożliwy, biorąc po uwagę, że brakowało dowodów na to, że gajowy rzeczywiście otworzył Komnatę Tajemnic. Nie było żadnego dowodu na jego związek z tajemniczymi atakami zarówno teraz, jak i pięćdziesiąt lat temu.

Największe znaczenie dla Rady Nadzorczej i Wizengamotu miał fakt, że ataki ustały. A skoro żaden atak nie był śmiertelny, Ministerstwo zrobiło to, co wychodziło mu najlepiej: zamiotło całą sprawę pod dywan, udając, że nic nie zaszło.

Jazda pociągiem minęła szybko. Już po chwili Harry musiał żegnać się ze swoimi przyjaciółmi, tylko po to, żeby w mgnieniu oka znaleźć się na schodach przed domem na ulicy Privet Drive 4, mając przed sobą długie, długie lato w towarzystwie krewnych, którzy nim gardzili.

Cóż, teraz przynajmniej miał Toma.